74 lata temu zgotowano Polakom na Wołyniu KRWAWĄ WIELKANOC! Nie zapomnimy!

0
56478

Siadając dzisiaj do śniadania wraz z rodziną do suto zastawionego stołu, popijając wieczorem alkohol czy spędzając swobodnie czas na rodzinnym spacerze – nie zapominajcie, że nie zawsze Polacy mogli cieszyć się ze Świąt Wielkanocnych. 74 lata temu na Wołyniu, w tym najważniejszym dla katolików okresie w roku, Ukraińcy dopuszczali się strasznych zbrodni na naszym rodakach.

Wyobraźcie sobie, że siedzicie dzisiaj w domu z rodziną – wpada kilku zwyrodnialców, bagnetem przebija Twojego ojca, gwałci wasze żony, siostry, dzieci nabija na pale a Ciebie żywcem podpalają. Takie rzeczy tam się działy i dokonywali ich ukraińscy zbrodniarze z UPA. A przypomnijmy, że dzisiaj, na Wołyniu rok 2017 będzie rokiem UPA. Deputowani Swobody przeforsowali uchwałę…

Nigdy tego nie zapomnimy. Dzisiaj pomimo szerokiego wsparcia dla Ukrainy, zarówno ze strony Platformy Obywatelskiej jak i Prawa i Sprawiedliwości, polscy patrioci nie mogą bezkrytycznie patrzeć na rosnący kult Bandery na ziemiach ukraińskich. I od razu uprzedzam, nie – nie jestem ruskim agentem. Rosja jest moim zdaniem największym zagrożeniem dla Polski. W sytuacji kiedy pomordowani polscy cywile do dzisiaj nie doczekali się nawet godnego pochówku, a ukraińskie władze jawnie gloryfikują zbrodniarzy, wspieranie Ukrainy jest niszczeniem pamięci o pomordowanych i pluciem w twarz polskim kresowianom.

Zaangażowałem się w nagrywanie wspomnień osób, które przeżyły tamtą tragedię. Zachęcam Was do wysłuchania wspomnień Pana Mirosława, a już niedługo na YouTube umieszczę kolejne nagranie:

A poniżej wspomnienie z „krwawej wielkanocy na Wołyniu”…

ŁUCJA ARCZYŃSKA, BYŁA MIESZKANKA OSADY JANOWA DOLINA, POWIAT KOSTOPOLSKI W WOJ. WOŁYŃSKIM.

Mieszkałam od 1927 r. w Janowej Dolinie, pow. Kostopol, gdzie była kopalnia bazaltu. Cała Janowa Dolina usytuowana była w lesie. Przed wojną Janowa Dolina bardzo się rozbudowała i powstało piękne osiedle domków urzędniczych, drewnianych w stylu góralskim, otoczone lasami, a ulice i chodniki brukowane.

Mieszkałam wraz z mężem i dwojgiem dzieci przy ulicy Zet nr 4, w tym samym budynku mieszkali moi rodzice z bratem. Ojciec Bronisław Bogdanowicz pracował w biurze kopalni jako księgowy, natomiast mój mąż Witosław Arczyński, jako inżynier. Dyrektorem kopalni był inż. Szutkowski.

Zbliżały się święta wielkanocne 1943 r. W domach naszych było wszystko przygotowane do świąt. Z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek w nocy obudziły mnie krzyki i olbrzymi blask pożaru domów oraz nawoływania Ukraińców. Zbudziłam męża i dzieci. Zaczynał palić się nasz dom, a Ukrainiec krzyczał „Żeńka, pidpałaj dwery”, więc oknem uciekł mąż z córką – lat 8  i synem – lat 6, a ja zostałam, chcąc schwycić coś z odzieży dziecięcej, ale w tym popłochu i strachu nic nie wzięłam i również wyskoczyłam oknem. Strzelając za mną Ukrainiec ranił mnie w nogę i ranę tę mam do dziś – jest nie do zagojenia.

Ojciec mój, gdy spostrzegł, co się dzieje, podbiegł naprzeciwko budzić sąsiadów, a mama z bratem – lat 10 – dobiegła do nas do lasu. Gdy ojciec wyszedł z domu, Ukrainiec był tuż przy drzwiach, napadł go, postrzelił i spalił żywcem w ogródku obok wejścia do domu. Sąsiedzi, których ojciec [miał] budzić, byli ukryci w piwnicy i tam spłonęli – [nazywali się] Zakaszewscy.

Kryjąc się w lesie, widzieliśmy jak Ukraińcy, których przyjechało wozami bardzo dużo, okradali podpalane mieszkania, ładując zdobycz na wozy, oraz jak w okrutny sposób znęcali się nad naszymi wieloletnimi sąsiadami, przywiązując do drzew, odcinając kończyny, strzelając lub podpalając. Ponieważ ten pożar i okrutny mord niewinnych ludzi, a także spalenie ojca, którego zwłoki musieliśmy zostawić, nie pozwalał pozostawać bezczynnie – w jakimś momencie, gdy oprawcy byli zajęci, zaczęliśmy uciekać, a raczej kluczyć ostrożnie po lesie, gdyż cała Janowa Dolina była okrążona przez Ukraińców, aż dotarliśmy do rzeki Horyń. Potem powędrowaliśmy do babci do Żytynia [gm. Aleksandria, pow. Równe]. Obok Janowej Doliny były wsie zamieszkane przez Polaków, ale również zostały spalone, zrabowane, a ludność wymordowana.

Do dziś nie wiem, kto wówczas się uratował i co się stało z pomordowanymi. Gdzie znaleźli miejsce wiecznego spoczynku? Uratowanie się z tej pożogi i miejsca nieludzkiego mordu traktuję jako cud (…)

(w: Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, Warszawa 2000, s. 1128-1129)

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here