Przedstawiony przez Radę Ministrów ˝Raport o stanie spraw publicznych i instytucji państwowych na dzień zakończenia rządów koalicji PO-PSL (2007-2015)˝.

Minister Cyfryzacji Anna Streżyńska:

    Pani Marszałek! Pani Premier!

    (Poseł Izabela Leszczyna: Nie ma pani premier.)

    (Poseł Piotr Kaleta: Przekażą jej.)

    Wysoka Izbo! Panie i Panowie Ministrowie! Pragnę państwu zaprezentować podsumowanie działań związanych z informatyzacją państwa w ostatniej perspektywie budżetowej 2007-2015. Chodzi o środki przede wszystkim pochodzące z Programu Operacyjnego ˝Innowacyjna gospodarka˝, skierowane na informatyzację administracji państwowej.

    Źródłem finansowania najważniejszych systemów informatycznych administracji publicznej były środki pochodzące z Programu Operacyjnego ˝Innowacyjna gospodarka˝, których celem wydatkowania miała być poprawa warunków prowadzenia działalności gospodarczej poprzez zwiększenie dostępności zasobów informacyjnych administracji publicznej oraz usług publicznych w formie cyfrowej dla obywateli i przedsiębiorców. Na realizację projektów z zakresu budowy elektronicznej administracji w ramach tego programu przeznaczono kwotę prawie 4 mld zł. Program miał być rozliczony do końca 2015 r.

    (Głos z sali: Właśnie.)

    To łącznie wynosiło ok. 940 mln euro.

    (Poseł Artur Szałabawka: Potężna kwota.)

    Struktura finansowania tych projektów przewidywała otrzymanie przez Polskę dofinansowania unijnego w wysokości 85% wartości programu, czyli ok. 3,4 mld zł ze środków unijnych, które miały być uzupełnione wkładem własnym w wysokości 600 mln zł jako wkład krajowy. Podsumowując, polski podatnik miał sfinansować 600 mln zł wkładu krajowego, otrzymując z Unii Europejskiej wsparcie na zbudowanie w latach 2007-2015 za prawie 4 mld zł całych podwalin systemu elektronicznej administracji w Polsce.

    (Głos z sali: Gdzie to jest?)

    (Głos z sali: W Unii.)

    Analiza sposobu zarządzania tym budżetem, który może nie jest tak gigantyczny, jak w innych infrastrukturach, ale jest to budżet bardzo poważny i miał on zmienić polską administrację publiczną w administrację elektroniczną, służącą obywatelowi on-line w sposób komfortowy i sprawny, pozwala stwierdzić jednoznacznie, że rozpoczęto wydawanie tych miliardów złotych bez zintegrowanej strategii informatyzacji państwa. Zarządzanie projektami informatycznymi wymaga centralizacji kompetencji, zarządzania, a administracja rządowa w latach 2007-2015 nie stworzyła żadnego wspólnego centrum kompetencyjnego diagnozującego, weryfikującego realne potrzeby w zakresie IT i koordynującego wydatki na informatyzację państwa. Kluczowy dokument ˝Program zintegrowanej informatyzacji państwa˝ przyjęty został przez Radę Ministrów w styczniu 2014 r., czyli już po zamknięciu tej perspektywy budżetowej, która obejmowała lata 2007-2013 i rozliczana była do roku 2015…

    (Poseł Krystyna Skowrońska: Nie można było po zamknięciu.)

    …a więc nie tylko po rozpoczęciu wydatkowania środków we wszystkich projektach informatycznych finansowanych z osi 7. PO IG, ale też, praktycznie rzecz biorąc, można powiedzieć, już pod koniec realizacji tych projektów. Spowodowało to, że dokument ten miał głównie wartość deklaratywną. Zawierał on oczywiście wskazówki, w jaki sposób informatyzować administrację publiczną, jak tego nie robić, ale był bardzo mocno spóźniony i w żaden sposób nie przełożył się na praktykę zarządzania portfelem projektów IT finansowanych z pieniędzy unijnych i pieniędzy budżetowych.

    Jakie były efekty podejścia do planowania i wydatkowania środków publicznych w taki sposób? Takie, że projekty o wartości 1/3 tego całkowitego 4-miliardowego budżetu, którym dysponowała Polska, musiały z końcem 2015 r. zostać zgłoszone do Komisji Europejskiej jako projekty niefunkcjonujące. 1/3 tych pieniędzy. Okazało się bowiem, że tak istotne dla Polaków projekty jak np. platforma e-usług medycznych czy wydawanie dowodów osobistych z warstwą elektroniczną, których łączna wartość wynosi 1330 mln zł, nie zostały zakończone w terminie, do końca 2015 r., a co za tym idzie – będą musiały zostać sfinansowane w najbliższym czasie z budżetu państwa.

    (Poseł Artur Szałabawka: Skandal, po prostu skandal.)

    To tylko jedna, najbardziej oczywista konsekwencja tej sytuacji. Wygląda to znacznie gorzej po przeprowadzeniu bardziej szczegółowej analizy finansowej. Okazuje się bowiem, że na te projekty IT, które zostały zgłoszone jako niefunkcjonujące – są trzy niefunkcjonujące i jeden fazowany, skutki mniej więcej są do siebie zbliżone – Polska miała otrzymać łącznie ok. 977 mln zł z Unii Europejskiej i uzupełnić to wkładem własnym w wysokości 172 mln. Mówię tylko o projektach niefunkcjonujących. Tymczasem wydatki budżetu państwa na realizację tych projektów wskutek tego, że one są projektami niefunkcjonującymi, wyniosą cztery razy więcej. Będziemy musieli wydać 800 mln zł, przy czym kwota ta zostanie powiększona – dziś trudno określić o jaką wartość – o wydatki budżetu na wydanie dowodów osobistych z warstwą elektroniczną. Za to dofinansowanie unijne będzie o połowę niższe niż pierwotnie planowane i zamiast 1114 mln zł wyniesie ok. 630 mln zł.

    Podsumowując tylko ten wycinek aktywności jako taki obrazek, który pokazuje, jak funkcjonowała informatyzacja w latach 2007-2015, i który dotyczy tylko projektów niefunkcjonujących, ale 1/3 całego budżetu, trzeba stwierdzić, że Polska zostaje z pakietem niefunkcjonujących projektów, które będzie musiała kontynuować i finansować z własnych środków budżetowych. Projekty te przede wszystkim nie przyniosły oczekiwanych korzyści społecznych. Po wydaniu 500 mln zł na nieskończoną platformę usług medycznych Polacy nawet nie mogą umówić się na wizytę u lekarza w jednostkach publicznej służby zdrowia, chociaż prywatni dostawcy usług medycznych już dawno oferują możliwość założenia konta, zapisania się na dowolną wizytę i otrzymania wyników badań za pośrednictwem kanałów elektronicznych. Sposób realizacji tych projektów spowodował niewykorzystanie 500 mln zł środków europejskich alokowanych na te projekty, a wydatki budżetu państwa wyniosły już ponad 520 mln zł i można szacować, że ulegną zwiększeniu łącznie do kwoty sumarycznej ok. 1 mld zł, jeśli państwo zdecyduje się kontynuować te niezakończone projekty. Powyższe dotyczy tylko tych projektów, które zostały zgłoszone do Komisji jako niefunkcjonujące.

    Wśród tych, które zostały zrealizowane i na które wydatkowano prawie 2,7 mld zł, na palcach jednej ręki możemy policzyć te projekty, które przyniosły realną korzyść obywatelom. Tymczasem łączna wartość siedmiu projektów, które zrealizowało Ministerstwo Finansów do 2015 r., wynosi prawie 900 mln zł. Po zakończeniu tego wydatkowania, tej całej pracy i całego tego procesu wdrażania tych siedmiu projektów polski obywatel czy przedsiębiorca nie może wydrukować sobie z systemów informatycznych ministra finansów zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami. Musi składać papierowy wniosek o wydanie takiego zaświadczenia, czekać na załatwianie sprawy urzędowej, tracić czas.

    Państwo po wydaniu tych 900 mln zł nie uzyskało żadnego narzędzia informatycznego do walki z przestępcami, którzy przy pomocy karuzel VAT-owskich…

    (Głos z sali: Normalnie dywersanci.)

    …pustoszą budżet państwa na ok. 30 mld rocznie. Jak powiedział w mojej obecności na naradzie w Radomiu w grudniu 2015 r. pewien już były wysoki urzędnik Ministerstwa Finansów, walka z wyłudzeniami VAT-u przy pomocy narzędzi informatycznych nie była priorytetem poprzedniego kierownictwa resortu. Miałam okazję oglądać stan, w jakim znajdował się na początku tego roku system emp&tia wspominany tutaj przez panią minister Rafalską, który w 3 miesiące pracą dziesiątków ludzi został doprowadzony do stanu używalności, aby obsłużyć proces składania wniosków w programie 500+.

    (Poseł Artur Szałabawka: To był skandal.)

    Podległe mi jednostki utrzymują czarnego bohatera ostatnich dni, na pewno część z państwa to zauważyła, system ePUAP, na który wydatkowano w ostatnich latach kwotę 120 mln zł i który cechuje się gigantycznym wprost poziomem awaryjności i niskim poziomem zaspokajania jakichkolwiek potrzeb użytkowników. Za identyczną kwotę 120 mln zł, czyli 40 mln dolarów amerykańskich, Facebook do 2006 r. pozyskał i obsługiwał 50 mln użytkowników. Za tę samą kwotę ePUAP obsługuje ok. 580 tys. użytkowników.

    (Poseł Artur Szałabawka: I się zawiesza.)

    Zazwyczaj nie działa.

    (Poseł Artur Szałabawka: No właśnie.)

    Chociaż ePUAP miał być narzędziem do komunikacji obywateli z administracją publiczną, stał się Facebookiem dla urzędników. W niedawnym raporcie NIK-u na temat usług elektronicznych w administracji wskazano, że system ePUAP służył przede wszystkim wymianie informacji między urzędami, a tylko w niewielkim stopniu do świadczenia e-usług dla obywateli. 96% dokumentów przesłanych za pośrednictwem ePUAP w badanym okresie stanowiła korespondencja między organami administracji publicznej, sprawy kierowane przez obywateli i przedsiębiorców stanowią niecałe 4%. Kluczem do usług e-administracji w Polsce jest tzw. profil zaufany, który trzeba sobie wyrobić, żeby móc korzystać z e-usług. Posiada go 580 tys. użytkowników ePUAP, ale nie jest on aktywnie używany, co pokazują statystyki, przede wszystkim statystyki dotyczące składania kanałem elektronicznym wniosków odnośnie do programu 500+. Na ponad 0,5 mln wniosków złożonych elektronicznie jedynie niecałe 14 tys. wniosków, czyli niecałe 3%, zostało złożonych przez platformę ePUAP. I takie jest zaufanie obywateli do systemów e-administracji oferowanych przez państwo. To jest główny kanał kontaktu administracji z obywatelem i obywatela z administracją, zatem komu tak naprawdę ten kanał służy?

    Po inwestycjach informatycznych realizowanych w latach 2007-2015 zostanie nie tylko infoafera, ale także mnóstwo opowieści o nieudanych wdrożeniach, takich jak m.in. realizowanie w ramach pl.ID, czyli projektu obejmującego dowód osobisty z warstwą elektroniczną, projektu o nazwie Zintegrowany Moduł Obsługi Końcowego Użytkownika (ZMOKU), który, budowany wiele lat, nigdy nie doczekał się wdrożenia produkcyjnego, a wydano na niego prawie 32 mln zł.

    (Poseł Artur Szałabawka: Skandal!)

    Oprogramowanie nigdy nie zostało wdrożone i nie zostało nigdy wykorzystane w aplikacji, która łączyła później systemy rejestrów państwowych.

    (Poseł Artur Szałabawka: A co tam 30 mln.)

    Zostaną też opowieści o zakupionym przez Centrum Projektów Informatycznych MSW za kwotę 38 mln zł sprzęcie informatycznym na potrzeby gmin, dostarczonym do nich przed potwierdzeniem gotowości owego ZMOKU do wdrożenia, co doprowadziło do tego, że serwery i stacje robocze czekały zapakowane na aplikację ZMOKU przez kilka lat w piwnicach tych urzędów i zostały wdrożone do użytkowania już po upływie ich okresu gwarancji. Przykłady takich projektów można mnożyć. Jest jeszcze słynny e-posterunek, którego nikt nie chce odebrać, ale interesują się nim od 2010 i od 2011 r. zarówno CBA, jak i ABW.

    (Poseł Piotr Kaleta: To oni odbiorą.)

    Najważniejsze jest to, żeby zapamiętać, jakie są podstawowe przyczyny tej porażki polskiego państwa, podstawowe powody nieefektywności – zapamiętać, dlatego że musimy to wszystko naprawić i doprowadzić do tego, żeby działało, a więc będziemy potrzebowali wszystkich rąk na pokładzie. Podstawowym powodem tej nieefektywności był brak precyzyjnej strategii informatyzacji państwa oraz zarządzania portfelem projektów IT w administracji publicznej, brak jakiejkolwiek koordynacji projektów realizowanych przez poszczególne resorty, co spowodowało brak możliwości wykorzystania efektu skali i uzyskania oszczędności przy nabywaniu urządzeń i technologii IT, pomijanie przez resorty efektów wdrożeń w innych resortach, brak poszukiwania efektów synergii w skali całej administracji publicznej. Efektem tego wszystkiego było doprowadzenie do wydatkowania środków krajowych w sposób naprawdę bardzo daleki od efektywności, chaotyczny i niemający nic wspólnego z obowiązkiem racjonalnego gospodarowania dostępnymi środkami publicznymi. Nie powstało także żadne centrum wiedzy po stronie państwa na temat tego, jakimi elementami infrastruktury IT państwo dysponuje oraz jakie są budżetowe koszty utrzymania tej infrastruktury w okresie trwałości projektów unijnych – dla większości z nich okres trwałości to 5 lat. W 2014 r. rozpoczęliśmy kolejną perspektywę budżetową i uruchomiliśmy kolejne wydatki na informatyzację, nie mając wiedzy o tym, co zostało zbudowane, jakie mamy zasoby i w jakim stopniu są one wolne i możliwe do wykorzystania pod nowe projekty, tak żeby uzyskać oszczędności.

    To spowodowało, że powielamy w skali administracji publicznej błędy, te same błędne rozwiązania, doprowadzamy do wielokrotnych zakupów, realizowania identycznych wdrożeń elementów o podobnej funkcjonalności. W szczególności przykładem tego jest budowanie w bardzo wielu resortach i urzędach centralnych identycznych centrów przetwarzania danych, które wraz z centrami przetwarzania danych zlokalizowanymi w instytutach i jednostkach badawczych mają takie zasoby wolnej infrastruktury, że ponad 50% tej infrastruktury jest wolne. Cały czas buduje się nową zamiast wykorzystywać tę, na którą już wydaliśmy tyle pieniędzy.

    Wszystkie wskazane wyżej problemy same się nie rozwiążą. Przed nami stoi konieczność zbudowania systemu efektywnego wydatkowania środków na inwestycje informatyczne przez państwo, tak żeby wydatkowanie środków publicznych przekładało się na powstawanie cyfrowych usług publicznych przynoszących korzyści przede wszystkim obywatelom, a nie ułatwiających pracę urzędnikom. To oczywiście też, bo jedno bez drugiego nie istnieje, ale przede wszystkim chodzi o korzyści dla obywateli. Przed nami również konieczność podjęcia działań zmierzających do optymalizacji kosztowej tych inwestycji informatycznych, które już zrealizowaliśmy w latach 2007-2015, po pierwsze, żeby ich utrzymanie i rozwój kosztowały podatników jak najmniej…

    (Głos z sali: Jak nasze autostrady.)

    …a po drugie, żeby doprowadzić je wreszcie do stanu używalności. Dziękuję bardzo. (Oklaski)

    (Głos z sali: Brawo!)

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here