„Arabskie pole zgliszczy” czyli co przyniosła „Arabska Wiosna” i dlaczego śmierć tysięcy cywilów.

1
16143

„Arabskie pole zgliszczy” artykuł nadesłany przez Cezarego Bachańskiego. Zachęcam wszystkich do pisania! Bardzo chętnie publikuję przemyślenia czytelników mojego bloga (również, te z którymi się nie zgadzam). Adres: dariuszmatecki@gmail.com

Gdyby popatrzeć na dzieje historii, można powiedzieć, że wojna była zawsze, dziś mamy nową wojnę – wojnę z Kalifatem. Snuję pewną wątpliwość dotyczącą stwierdzenia, iż ten ruch pojawił się nagle i niespodziewanie. O ironio, stało się tak przez działanie państw zachodnich i niejako „Wiosnę Arabską”, kiedy to niezliczona ilość mediów z radością wykrzykiwała hasła wolności. „Śmierć tyranom!”, niech żyje wolność i demokracja. Niech żyje demokracja w krajach, które wcześniej jej nie znały. Rezultat rewolucji jest opłakany, popatrzmy na pogrążoną w chaosie Libię oraz Syrię, ostatni dyktatorski bastion pod przywództwem Baszara al-Asada. Chociaż sformułowanie, że jest to kraj wydaje się nad wyraz optymistyczne, bliżej mi do nazwania Syrii ostatkami tego, co można nazwać państwem. Podobna sytuacja ma miejsce w Iraku, chociaż on to zupełnie inna historia, ale także wynik popełnionych błędów, być może świadomie, być może nie. Nawet nie nękany konfliktami Iracki Autonomiczny Region Kurdystanu został włączony w konflikt, jest on także niejako szansą na zatrzymanie krwawych poddanych Allaha.

Nie płaczę, przynajmniej nie płakałem, do pewnego dnia. W okolicach połowy Lipca 2014 roku miałem możliwość wejścia do obozu dla syryjskich uchodźców, takich miejsc rozsianych po całej Turcji jest mnóstwo. Chciałem zrobić zdjęcie, nie mogłem, nie potrafiłem udokumentować tego, co widziałem i czego doświadczyłem. Myśli zbierały się wokół tej jednej – „jak to jest możliwe? Kto do tego dopuścił?”. Nieistotny jest fakt, że prawie sam się pożegnałem z życiem, jednak chyba ktoś mnie kocha, zsyłając bohaterskich Turków, którzy wyciągnęli mnie z wygłodniałego tłumu. Widok ludzi bez niczego: bez pieniędzy, bez jedzenia, bez ubrań, bez wody, powoduje, że potrzebowałem kilka dni na dojście do siebie. Wszystkie obecne ludzkie problemy w Europie wydają się niczym, gdy widzi się ludzi bez rąk i nóg, bez nadziei na przyszłość, a jedyne, co pozostało po ich dawnym życiu to kawałek papieru w kartonowej okładce – paszport (o ile ktoś miał dostatecznie dużo szczęścia). Tak właśnie wygląda obraz zniszczenia, bez żadnych ubarwień, czy kolorowych obrazków. Celom wojny zazwyczaj przyświeca pieniądz, czasami ideologia, tutaj pojawia się kolejne pytanie – jaki jest cel tej wojny?

ZOBACZ: Turcja wesprze państwo islamskie przeciwko Kurdom i Europie!

Dlaczego nagle Ci „rebelianci” i „bojownicy o wolność” stali się terrorystami? Chyba nie można inaczej nazwać człowieka, który kolekcjonuje głowy na szczytach płotów, czy drewnianych palach? Jeszcze niedawno media tych „pokojowych ludzi” nazywali zwolennikami demokracji, którzy walczą przeciwko okropnym dyktatorom, dziś są oni mordercami i zwierzętami. Armia „Państwa Islamskiego”, które ogłosiło niepodległość 29 czerwca 2014  liczy ok. 80 000 regularnych żołnierzy, zapewne poza nią znajduje się niezliczona liczba zwolenników i partyzantów. Nie jest to bynajmniej koniec krwawych zapędów islamistów, sami wręcz z dumą obwieszczają światu kolejne podboje. Jakim cudem (bo prawem tego nie da się nazwać) kilkunastu bosych arabów zdobyło broń, rozszerzyło swoje wpływy, a na końcu ze zlepku ludzi utworzyło siły, które swoją liczebnością przewyższają niektóre państwa europejskie? Moment, czy przypadkiem pewne państwa nie wspierały rebeliantów w walce z reżimem al-Asada? Nie kto inny, jak Barack Obama przekazał miliony dolarów wsparcia dla bojowników, oficjalnie miliony, ciekawe jak sprawa ma się nieoficjalnie. Na podstawie amerykańskich działań w Afganistanie w latach 80 można wywnioskować, że taka sytuacja mogła mieć miejsce. W tamtym okresie talibowie byli dozbrajani z pieniędzy Stanów Zjednoczonych za plecami opinii publicznej. Interesujące, kto ginął dwadzieścia lat później z tej samej broni?

ZOBACZ: EUROPOL ostrzega: Państwo Islamskie zakłada obozy szkoleniowe w centrum Europy!

SyriaDzieci SyriaWojna

Dziś sytuacja w Syrii to jedna wielka niewiadoma, a zarazem jeden wielki bałagan międzynarodowy. Prezydent Rosji – Władimir Putin otwarcie udzielił poparcia reżimowi Baszara al-Asada, ale nie w związku z obecnym stanem rzeczy, a nawet na długo przed „Wiosną Arabską”, mija kilka lat, Kreml swojej opinii nie zmienił. Ciekawe jak zachowa się Ameryka, z jednej strony walka z terroryzmem, poprzez rozpoczęcie bombardowań pozycji „Państwa Islamskiego”, z drugiej nie mogą popierać prezydenta Syrii, który ma wsparcie Rosji, zwłaszcza w świetle minionych i przyszłych miesięcy konfliktu Ukraińskiego. Szkoda tylko, że cierpią niewinni ludzie, którzy nie mają do czego wracać, a obozy uchodźców rozrastają się z dnia na dzień. Choćby Turcja ma dosyć niestabilności w obrębie swoich południowych granic, po ulicach Stambułu włóczą się setki imigrantów, którzy nie mają pomysłu na swoje dalsze życie. Główna droga z Adany do Erbilu (stolica irackiego Kurdystanu) miejscami wiedzie pięćdziesiąt metrów od Syrii, tam doskonale widać obraz zniszczenia: palące się budynki, czy zapach popiołu. Oba państwa oddziela kawałek płotu i pola minowego, czasami różne zagubione pociski trafiają na terytorium Turków, przykładowo w miejscowości Cizre można zobaczyć most, zbombardowany przez wojowników Kalifatu. Prawdą jest, że Baszar al-Asad użył przeciwko powstańcom broni niekonwencjonalnej i niekoniecznie zgodnej z zasadami prawa międzynarodowego, jednak patrząc na to z perspektywy czasu wydaje się to być odpowiednim krokiem. Nie chciałbym usprawiedliwiać dyktatora, ale dążenie do zdławienia krwawej rebelii, która nie zatrzymała się na Syrii i weszła na terytorium Iraku, przy okazji grożąc Europie, sprawia, że nabieram wątpliwości dotyczącej „pokojowych rewolucji”.

Kolejny brakujący element układanki to Irak. Państwo pozostawione same sobie, po tzw. „misji pokojowej”, chociaż nie wiem, czy nie odpowiedniejsze byłoby  nazwanie tej interwencji „misją naftową”. Wiadomo od dziesiątek lat, że tamten region świata posiada olbrzymie pokłady ropy naftowej, co za tym idzie, można albo zarobić albo coś ukraść. Barack Obama obiecał, że wycofa wojska w Iraku i pozostawi demokratyczny kraj na bliskim wschodzie, ze starannie wyszkoloną armia – gotową do tłumienia wszelkich rebelii, a przy okazji także odpowiednio wyposażoną.

Założenia te najlepiej zweryfikowała rzeczywistość, a zwłaszcza „demokratyczność” przemian, bo chyba drwiną z demokracji jest liczenie głosów z wyborów przez kilka miesięcy? Stwierdzenie, że Irak posiada armię (a zwłaszcza wyszkoloną) stawia się lekko na wyrost, dlaczego? Skoro kilkunastu arabów uzbrojonych w stare kałasznikowy zdobywa Mosul (drugie co do wielkości miasto w kraju) w dwa dni, to prawdopodobnie o czymś to świadczy? Nie wiem, czy akurat dobrze o Irackich władzach, co urządziły sobie w Bagdadzie ostatni bastion, dzihadżistom też mało zależy na samym mieście, a bardziej na złożach ropy naftowej, które mieszczą się na północy. Właśnie, na północy kraju, a tu pojawia się mur i to nie z pospolitej cegły, a taki, który ciężko skruszyć – Kurdystan.

ZOBACZ: Państwo islamskie zniszczyło i zaminowało starożytną Palmirę. W zabytkach znaleziono masowe groby!

ZOBACZ: Tureccy żołnierze spalili żywcem 150 kurdyjskich cywilów

Region Autonomii Kurdystanu powstał formalnie w 1970 roku, chociaż nie posiadał on znaczących praw aż do Irackiej konstytucji z 2005 r., która całkowicie odmieniła postrzeganie regionu, stającego się de facto państwem w państwie. Kurdowie wybudowali swoje: granice, punkty kontrolne, prawodawstwo, a nawet powołali rząd regionu. Jedynie, co ich łączy z władzami w Bagdadzie to waluta oraz przedstawicielstwo jako jednego podmiotu na arenie międzynarodowej. Naród, który liczy ok. 25 mln ludzi do tej pory nie ma własnego państwa, w zakresie autonomii mieszka może 6 mln obywateli. Na rozstaju dróg stoi także Turcja, co może zrobić w sytuacji, skoro jej 20% społeczeństwa to Kurdowie, to być może i oni zapragną oderwania się albo chociaż oddzielnej autonomii. Z drugiej strony mają Państwo Islamskie, które wydaje się być bardziej niebezpieczne i zagrażające części bliskiego wschodu. Mało tego, Kurdowie raczej nie należą do ludzi na skraju ubóstwa, wręcz przeciwnie. W związku ze sporą ilością ropy naftowej, łagodnym prawem podatkowym, coraz więcej inwestorów zmierzało do Arbilu, za czym szedł rozwój kraju. Przykładów rozwoju można wyliczać dziesiątkami, chyba najlepszym jest budowanie dróg szybciej, niż zdążą pojawić się na jakichkolwiek mapach, czy otwieranie kolejnych budowli z dnia na dzień. Nie zadziwiają informacje, że Stany Zjednoczone zdecydowały się na dofinansowywanie i dozbrajanie Kurdystanu. Po pierwsze, jest to jedna z opcji zatrzymania Kalifatu, natomiast druga to możliwość przyszłych zysków z pół naftowych. Zwłaszcza, że bogaty w ropę region „Kirkuk” został podbity przez nikogo innego, jak autonomię. Dla bezpieczeństwa i ładu międzynarodowego posunięcie te, by wspierać Kurdów jawi się jako co najmniej rozsądne. Poprały ich już takie państwa jak Arabia Saudyjska, czy Katar.

Jak wspomniałem na początku, myślę, że śmiało można wysunąć tezę, że obecna sytuacja jest skutkiem „Wiosny Arabskiej”, coraz bardziej mam wątpliwości dotyczące celu rewolucji w Libii. Zwłaszcza patrząc na obecną sytuacje wewnętrzną, gdy od kilku lat nie można ustalić jednego rządu, a o władzę walczą mordujące się nawzajem plemiona. Mu’ammar al-Kaddafi, nazwisko powszechnie znane, teraz przez Libijczyków wspominane z melancholią. Pukam się w głowę i nadal zastanawiam, jak to jest możliwe, że mając godziwe warunki życia, mieszkańcy tego pustynnego kraju zdecydowali się na zmianę, chociaż może nie do końca była to ich decyzja. Kaddafi przejmował Libię w 1969 r., która składała się z zwaśnionych ze sobą plemion, duża część z nich to byli po prostu koczownicy. Nie istniał przemysł i rolnictwo, kraj był jedną wielką pustynią finansową z wysokim analfabetyzmem (tylko 25% kraju potrafiło czytać i pisać). Tymczasem (stan na kilka miesięcy przed rewolucją) Libia z ogona gospodarczego Afryki stała się drugim najbogatszym państwem kontynentu. Rzut oka na Produkt Krajowy Brutto na osobę, rok przed śmiercią Kaddafiego – 12372 USD, dla porównania w tamtym okresie: Rosja (6385 USD), Azerbejdżan (7190 USD), Chiny (5447 USD), czy nawet Litwa (11852 USD). Definitywnie, Libia trzecim światem nie była. Ciekawe są też informacje, mówiące, że za panowania Kaddafiego: małżeństwo dostaje dofinansowanie na zakup mieszkania, o braku opłat za elektryczność, bezpłatnej i dobrze funkcjonującej służbie zdrowia, a nawet brak długów międzynarodowych. Można wymieniać przywileje bez końca, można się kłócić, czy to prawda, ale jedna najważniejsza sprawa – Libia chciała stworzyć pieniądz oparty na złocie, odejść od sztucznie drukowanego dolara. Jeżeli dołożymy do tego plan budowy wielkiego kanału nawadniającego, którego zadaniem miało być dostarczanie wody wzdłuż całego kraju, wtedy mamy całkowicie samowystarczalne państwo. Tak być nie może, zróbmy rewolucję. Oficjalny powód wystąpienia zbrojnego to brak wolności słowa i wyznania. Oddziały NATO bombardują w swojej misji pokojowej kolejne Libijskie miasta, rzesze rebeliantów prowadzą egzekucje na ulicach, terrorystą numer jeden na świecie jest Mu’ammar al-Kaddafi. Udaje się, dyktator zabity, niech żyje wolność, niech żyje sprywatyzowane czarne złoto. Dziś Libia to obraz nędzy i rozpaczy, nieustanne walki plemienne, nawet mimo dużych zasobów ropy naftowej, kraju nie udaje się udźwignąć z kryzysu. Zamach stanu został dokonany wspólnie przez NATO, różnych ludzi z al-Kaidy, a także dozbrajanych najemników. Jeden problem mniej, jeden zysk więcej, pakujmy paliwo na barki i cieszmy się wolnością. Przepraszam tylko za jedno małe wtrącenie… gdzie potem zniknęli Ci najemnicy i terroryści? Czyżby część z nich odnalazła się w Syrii?

dyktatorzywiosnaarabska

Na „Wiośnie Arabskiej” straciła duża część państw, w której miała ona miejsce. Do tej pory bałagan po rewolucji panuje w Jemenie oraz Egipcie. Jedyny kraj, w którym pozostał względny spokój to Tunezja. Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że państwa zachodnie w pewnym stopniu przyczyniły się do powstania ruchu Kalifatu, często przez swoją chytrość i działania w regionie. Zmianie uległo też nazywanie „wojowników o wolność”, dziś są oni „terrorystami. Pokazuje to, że opinię publiczną kształtuje to, co na dany moment jest wygodne. Po wiośnie wielkich szans nastało „arabskie pole zgliszczy”, kto wie ile to potrwa, kto wie dokąd zmierza ta wojna. Wciąż tli się we mnie jednak złudna nadzieja, że radykalny odłam islamu nie zaleje Europy. Europy, która w pewnym stopniu przyczyniła się do obecnego stanu rzeczy.

Autor: Cezary Bachański

ZOBACZ: Ponad 290 milionów ofiar islamskiego terroru! Oto „religia pokoju”!

Komentarze:

komentarzy

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here