Czy Francji i innym krajom zachodu grozi krwawa wojna domowa z islamistami?

0
15663

Każdy kto ma chociaż trochę do czynienia z Francją wie, że w niemal każdym dużym mieście tego kraju znajdują się dzielnice lub przedmieścia, których się nie odwiedza, bo może się to źle skończyć. Cyklicznie dochodzi też do gwałtownych zamieszek, które wyglądają jak wojna domowa.

Społeczeństwo francuskie przez lata było wychowywane w kulcie politycznej poprawności dlatego oficjalnie nie wolno tam mówić, że problemem jest brak integracji przybyszów z krajów Maghrebu, co powoduje radykalizację wśród młodych Arabów i murzynów urodzonych już we Francji, z francuskim obywatelstwem, ale nie czujących się zupełnie Francuzami.

Te negatywne procesy zostały znacznie wzmocnione na skutek stałego dopływu kolejnych hord islamistów przybywających nieprzerwanie do Europy w trakcie trwającej inwazji. Praktycznie wszyscy oni nie docierają tam aby pracować tylko bez ogródek oświadczają, że chcą pieniędzy, które ich zdaniem im się po prostu należą. Prawdopodobnie tłumaczą sobie to jako islamski podatek nakładany na niewiernych, zwany w Koranie dżizją.

Dotychczas rządowa francuska propaganda wmawiała prawdziwym Francuzom, że przybysze, zwłaszcza z krajów będących kiedyś francuskimi koloniami, to właściwie Francuzi i należy im się opieka socjalna taka jak rdzennym mieszkańcom tego kraju. Dodatkowo gdy ktoś krytykował skalę tej imigracji, nazywany był domyślnie rasistą, więc ludzie bali się wyrażać swoją dezaprobatę. Jeśli już, to czyniono to półgębkiem po cichu w rozmowach ze znajomymi.

KONIECZNIE PRZECZYTAJ:

Problem jednak nabrzmiewa i dochodzi do tego, że francuskie władze odtrąbiły ostatnio sukces, że w sylwestrową noc spłonęło najmniej samochodów od lat, a jak wiadomo palenie samochodów to ulubione hobby bezrobotnej muzułmańskiej młodzieży z przedmieść. Podejście Francuzów zmieniają jednak ostatnie krwawe zamachy w tym kraju i realne możliwości zmian politycznych, które dają nadzieję na wyrwanie się z tego impasu.

Długo utrzymywana bezkarność francuskich islamistów powoli się kończy. Ludzie rozumieją, że ich bezpieczeństwo jest wprost proporcjonalne do ilości muzułmańskich radykałów, a tych trudno odróżnić od muzułmanów integrujących się. Poza tym doktryna tej religii zakłada oszukiwanie podbijanych narodów udając przyjaznych, tak aby któregoś dnia, ruszyć po władzę zaprowadzając swoje porządki. Symptomy tej podstępnej strategii widać na każdym kroku, ale ostatnio islamiści pokazują swoje prawdziwe oblicze częściej niż w przeszłości i do białych mieszkańców Francji zaczyna docierać w jakich znaleźli się tarapatach.

W zeszłym tygodniu doszło do wielkich zamieszek w podparyskiej miejscowości Bobigny i pokazały one skalę nienawiści jaką mają zakodowaną islamscy imigranci. Przyczyną niepokojów była brutalna interwencja policji, która zatrzymała 22-letniego muzułmanina podejrzewanego o handel narkotykami. To wystarczyło, aby wywołało to reakcję łańcuchową skutkującą standardowym już podpalaniem samochodów, demolowaniem przystanków autobusowych i niszczeniem witryn sklepowych, oraz plądrowaniem okolicy.

Policja zupełnie sobie z tym nie radziła i legendarne jest już wideo przedstawiające uciekających radiowozem na wstecznym biegu policjantów gonionych przez hordę krzyczących „Allahu Akbar” Arabów i murzynów. Stróże prawa pocieszają się, że skala zamieszek z zeszłego tygodnia była mniejsza niż tych z 2005 roku, kiedy to odnotowano największy dotychczas bunt przedmieść.

ZOBACZ: Francja: żołnierze poszli do McDonalda. W tym czasie ktoś ukradł im broń i amunicję...

Faktem jednak jest, że stale narasta agresja ze strony radykalizujących się muzułmanów, którzy mimo, że żyją przeważnie na socjalu, uważają się za pokrzywdzonych przez los. Trzeba przyznać, że kolorowi wykonują tam przeważnie najbardziej proste, a czasem brudne prace.  Prowadzi to do tego, że rośnie przepaść mentalna i kulturowa między białymi, a napływowymi mieszkańcami Francji, a biorąc pod uwagę przyświecającą im islamską agresywną ideologię to doskonałe paliwo do krwawej wojny domowej, której wybuch nad Sekwaną, wydaje się być już tylko kwestią czasu.

Gdy już do tego dojdzie, stawką będzie  pełna islamizacja tego kraju, co biorąc pod uwagę laicki charakter Republiki Francuskiej, nie uda się bez przejęcia kontroli nad tym krajem. Może się okazać, że nie nastąpi to bynajmniej za sprawą płodnych islamskich rodzin z francuskimi paszportami, które mogłyby to rozstrzygnąć za kilkadziesiąt lat z pomocą tak zwanej „bomby demograficznej”. Wszystko wskazuje na to, że nastąpi to w formie zbrojnego powstania islamistów, intifady, na której rozpoczęcie nachodźcy jeszcze czekają. Może to objąć kilka innych zachodnich krajów z pobliskimi nam Niemcami włącznie, ale we Francji nastąpi to na pewno i to szybciej niż się nam wszystkim wydaje.

Za: zmianynaziemi.pl

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here