Działania hybrydowe w trosce o „polską praworządność”

0
452

Wydawać by się mogło, że „fake news”, dezinformacja, wpływanie na wybory, ataki hakerskie, czy paraliżowanie instytucji atakowanego państwa, to rosyjski wynalazek ostatnich lat. Jednak w działaniach hybrydowych Rosjanie mają długą tradycję i znakomite osiągnięcia.

Ogromna i niegdyś budząca respekt I Rzeczpospolita nie została pokonana militarnie, nie uległa inwazji zbrojnej – padła ofiarą wojny hybrydowej trwającej niemal 100 lat. Ambasador rosyjski baron Kaiserling doprowadził do perfekcji to, co od czasów Piotra Wielkiego robili dyplomaci rosyjscy w Polsce. Ich zadaniem było „osłabiać co mocne, zaciemniać co jasne, wykrzywiać co proste”. Dokładnie poznali oni system polityczny kraju, mechanizmy podejmowania decyzji, czy funkcjonowanie sądów.

Rosjanie zorientowali się, że ogromny kraj był we władaniu dwudziestu spokrewnionych ze sobą rodzin. Rodziny te, często utrzymujące swoje prywatne armie, razem stanowiłyby potężną siłę, więc zadaniem posłów było umiejętnie skłócać, podsycać spory międzyrodzinne, udawać przyjaciół godzących zwaśnionych itp. Równocześnie wypłacali regularny „żołd” przekupionym posłom (raport płk Igelstroma: „Podoski potrzebujący cudzych pieniędzy jest naszym dobrym przyjacielem – Massalskiego nadzieja, że z naszą pomocą silne potrafi wytworzyć stronnictwo, oddała go w nasze ręce – Godzki, którego bogiem jest pieniądz, bierze od nas  – Poniński bierze pensję, lubi wielką odgrywać rolę”).
Plonem rozumu i pracowitości barona Kaiserlinga był fatalny stan kraju, w którym wykonywał swą misję. Mimo to, Polacy nagrodzili go najwyższym polskim orderem Orła Białego (przyznawanie szubrawcom polskich odznaczeń ma długą tradycję).

Następca barona- Mikołaj Repnin – był jeszcze zdolniejszy; zwołał synod, nianował prymasa (drugą osobę w państwie) i uwięził m. in. biskupów Sołtyka, Załuskiego i hetmana Rzewuskiego. Nocna akcja, podczas której Kozacy włamywali się do pałaców i wyciągali z łóżek czołowych polskich dygnitarzy, wywołała powszechne oburzenie. Nazajutrz król Stanisław August dyplomatycznie udał sie na polowanie do Puszczy Kampinowskiej (Tusk w podobnych sytuacjach jechał na narty w Dolomity), nie śmiąc protestować wobec ambasadora zaprzyjaźnionego państwa.

W ciągu 14 lat sejm polski nie był w stanie uchwalić ani jednej ustawy, choć był zwoływany siedmiokrotnie. Dyplomaci rosyjscy obecni byli na obradach wszystkich sejmów, czy sejmików ziemskich pilnie obserwując, jak głosują poszczególni posłowie. Gdy jakiś poseł głosował „niewłaściwie”, bywał „dyscyplinowany”. Ponieważ od 1717 roku na terenie kraju obecne były wojska rosyjskie (z małą przerwą aż do 1993 roku!) metoda była prosta – posiadłość posła można było wybrać jako miejsce stacjonowania oddziału jegrów. Wiedząc o tym, łatwiej zrozumiemy „przyklepywanie” traktatów rozbiorowych, czy Sejm Niemy.

Zarówno caryca Katarzyna jak i Fryderyk pruski byli wielkimi miłośnikami demokracji- ale tylko w Polsce. Właśnie dzięki umiłowaniu polskiej demokracji potomni w ich krajach mianowali ich Wielkimi. Monarchowie wzajemnie zobowiązali się do utrzymania w Polsce „źrenicy demokracji” – liberum veto. Powszechnie było wiadomo, że caryca „nigdy do skrępowania szlacheckich swobód nie dopuści”.

Z wielką troską nad stanem praworządności w Polsce pochylili się także sami Polacy zrzeszeni w Konfederacji Targowickiej:

„[…] sejm dzisiejszy przywłaszczywszy sobie władzę prawodawczą, połamał prawa kardynale, zmiótł wszystkie wolności szlacheckie, poprzez uzurpację zmieszanie i połączenie w nim wszystkich władz, których łączenie w jednym ręku jest sprzeczne z zasadami republikańskimi nadużył on każdej z tych władz w sposób jak najbardziej tyrański. […] wiążemy się węzłem nierozerwanym konfederacji wolnej przy wierze św. katolickiej rzymskiej […] A że Rzeczypospolita pobita i w rękach swych ciemiężycielów moc całą mająca, własnymi z niewoli dźwignąć się nie może siłami, nic jej innego nie zostaje, tylko uciec się z ufnością do Wielkiej Katarzyny, która narodowi sąsiedzkiemu, przyjaznemu i sprzymierzonemu, z taką sławą i sprawiedliwością panuje”.

Na „odcinku polskim” Rosja i Prusy rywalizowały ze sobą, ale też kooperowały w dziele niszczenia państwowości polskiej. Szczytowym osiągnięciem tego współdziałania była likwidacja organizmu państwowego trwającego 800 lat, czego tragicznym symbolem stało się przetopienie przez Prusaków polskiej korony królewskiej.
Nieco później mocarstwa zaborcze na Kongresie Wiedeńskim, przemeblowały Europę zapewniając 100 lat „pięknej epoki” na koszt Polaków…

Do tych wydarzeń „taktownie” nawiązał prezydent Putin w swoim wystąpieniu na Westerplatte mówiąc o „najlepszym czasie Europy”, jako wyniku rosyjsko – niemieckiego porozumienia.
Gdy I Wojna Światowa zbliżała się do końca, państwa zaborcze zdając sobie sprawę, że nie da się zapobiec odrodzeniu Polski, starały się przynajmniej nie dopuścić do odtworzenia Rzeczpospolitej w kształcie przedrozbiorowym. W tym celu z inicjatywy niemieckiej powołano państwo litewskie, a Austria wsparła powstanie Ukrainy kierując do Lwowa jednostki z przewagą żołnierzy narodowości ukraińskiej i starając się osadzić jako króla Habsburga – „Wasyla Wyszywanego”.

Traktat kończący wojnę między Niemcami a Rosją w Brześciu przewidywał wspólną politykę wobec odradzającej się Polski. O szczegółach dowiedzieli się bracia Lutosławscy i poinformowali arcybiskupa Kakowskiego w Warszawie. Sowieci skazali ich na karę śmierci i rozstrzelali (kto dziś o nich pamięta?). Pokój w Brześciu dopuszczał istnienie państwa buforowego, „teoretycznego” na ziemiach polskich (to nie Tusk wymyślił „państwo teoretyczne”). Ani Rosja ani Niemcy nie pogodzili się z możliwością powstania samodzielnej Polski (Lenin: „Polskę opanujemy i tak, gdy nadejdzie pora.(…) przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet sprzymierzyć się z Niemcami”).
„Pora nadeszła” w 1939 roku gdy wspólnie zlikwidowano „państwo sezonowe” i wytyczono „sprawiedliwą” granicę między Niemcami a Rosją. Na konferencjach w Krakowie i Zakopanem jesienią 1939 roku z udziałem Gestapo i NKWD radzono nad zwalczaniem „polskiego bandytyzmu” – tj. ruchu oporu i wstępnie wyznaczono ramy czasowe na „ostateczne uregulowanie kwestii polskiej” (endlosung). Ponoć miał to być rok 1975.

Choć Polska była największym przegranym II Wojny Światowej, mimo 50 lat zniewolenia (czy tylko braku suwerenności), Polacy doczekali lepszych czasów.
Wychodzaca z komunizmu w 1989 roku Polska, z kruchą równowagą między partią „ruską”, a „pruską” („wasz premier, nasz prezydent”), miała być pozbawiona przemysłu, armii i „pozostawać w głównym nurcie” tj. nie prowadzić polityki zagranicznej. „Uszyto” nawet specjalnie konstytucję gwarantującą systemowy klincz w wypadku zdobycia władzy przez opcję niekontrolowaną.
Równocześnie „inżynierowie dusz” rozpoczęli intensywną pracę nad umysłami Polaków w myśl zasad opisanych w podręczniku „Problemy psychologii wojskowej” płk Władimira Lisiczkina:
„Współcześnie utrata suwerenności nie dokonuje się jedynie poprzez zewnętrzną inwazję (…) Aby naród wykończył się sam, należy zlikwidować jego dumę narodową, odciąć go od historii i poczucia tożsamości, zamieszać w systemie odniesienia. W tym celu należy promować miernoty na autorytety, należy sprawić, by ludzie byli bierni, z niskim poczuciem wartości (…) Jednym z elementów tej subtelnie prowadzonej wojny jest dekonstrukcja tradycji historycznej przeciwnika. Przeszłość historyczna – to podstawa jedności każdego narodu jako zwartej społeczności. […] Wojna historyczna polega na nadszarpnięciu jedności narodu poprzez takie działania informacyjne, które mają na celu moralną likwidację wszystkich bohaterów, osobistości bądź wydarzeń, będących do tej pory źródłem dumy narodowej. […] Z wielką skutecznością dzieje się to za pomocą współczesnych mass mediów”.

Mimo akcesu Polski do Unii Europejskiej i NATO wpływy partii „ruskiej” bynajmniej nie uległy zmniejszeniu, a po dojściu ekipy Tuska/Pawlaka do władzy można było zaobserwować wręcz wzmożoną, odgórną „przyjaźń polsko – rosyjską”. Dokonano kilku spektakularnych działań. Poczynając od reaktywacji Festiwalu Piosenki (już nie radzieckiej) w Zielonej Górze, poprzez otwarcie „małego ruchu granicznego” z Kaliningradem, spotkanie (odprawę?) polskich ambasadorów z min. Ławrowem (o tym, że rosyjski dyplomata jest funkcjonariuszem KGB „pod przykryciem” organizator Sikorski mógł się dowiedzieć choćby z wydanej w Polsce książki pt. „Towarzysz J”). Wydarzeniami większej rangi były kurtuazyjne wizyty N. Patruszewa w „bratnim” Biurze Bezpieczeństwa Narodowego uwieńczone kuriozalną „umową o współpracy” potężnego FSB ze skromną Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Ciekawostką, na którą chyba nikt nie zwrócił uwagi, jest fakt, że współpracować miała nie służba wywiadu zagranicznego SWR, lecz FSB. Widocznie uznano, że to „wewnętrzna sprawa Rosji” w myśl zasady „kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”.

Ale wydarzeniem najwyższej rangi było „historyczne pojednanie” z dnia 17 sierpnia 2012 r.
Gazety donosiły:
Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl I oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podpisali na Zamku Królewskim w Warszawie przesłanie obu Kościołów, katolickiego i prawosławnego wzywające do polsko – rosyjskiego pojednania”
„Arcybiskup Michalik zapisał się w historii”
„Chodzi o wzajemne przebaczenie, wyrzeczenie się zemsty i nienawiści – każdy Polak w każdym Rosjaninie i każdy Rosjanin w każdym Polaku powinien widzieć przyjaciela i brata”
„Rosyjskich dziennikarzy zaskoczył wysoki, prawie prezydencki poziom powitania patriarchy Cyryla z kompanią reprezentacyjną i eskortą motocyklistów”
Ceremonia podpisania była uświetniona obecnością znakomitych osobistości jak B. Komorowski, B. Borusewicz, M. Boni (TW „Znak”) H. Gronkiewicz – Walc, ks. Boniecki, Wł. Cimoszewicz. Pojednaniem zajmował się najwyżej notowany w IPN hierarcha – abp Muszyński, a od strony organizacyjnej bp Polak – późniejszy najmłodszy w historii prymas Polski (40 lat).
Warto wiedzieć jakiego to świątobliwego męża Tusk witał motocyklami:
Władimir Michajłowicz Gundiajew znany dziś jako patriarcha Cyryl I, to jeden z licznych w Rosji „Ojców – Czekistów” o pseudonimie „Michajłow”.
,,Doświadczenie operacyjne Gundiajewa w sposób szczególny łączy go w serdeczniej przyjaźni z płk Putinem i jest to więź dwóch profesjonalistów – kolegów pracujących w różnych oddziałach służb sowieckich”.

Zarzuty korupcyjne nie przeszkodziły mu w objęciu stanowiska patriarchy Moskwy. W przerwach między obowiązkami liturgicznymi duchowny zajmował się handlem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła w ramach „pomocy humanitarnej” i składowanymi w Monasterze Daniłowskim.
Oddźwięk „pojednania” był raczej mizerny. Tekst orędzia odczytano we wszystkich kościołach w Polsce, lecz w Rosji – nie (bo i po co?). Przeciw hucpie protestowała tylko grupka członków Poznańskiego Klubu Gazety Polskiej ze skromnym transparentem.
Tekst „pojednania” biskupi zatwierdzili jednogłośnie. Po latach jeden z biskupów wyznał prywatnie, że nie można było się wstrzymać. Znaczy to, że polecenie przyszło via Watykan.
Nasi mężowie stanu usilnie zabiegali o przyjaźń Rosji, ale chyba z mizernym skutkiem (o czym świadczą ceny gazu).
O stosunku Rosji i Niemiec do polskich dążeń niepodległościowych szczerze powiedział polskiemu dziennikarzowi doradca prezydenta Putina Aleksander Dugin – politolog i geostrateg, wykładowca akademii wojskowych:
„My, Rosjanie, i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem przy pomocy wywieranego przez nas nacisku maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii (…) Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno – geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki”.

Dwukrotne próby „wybicia się na niepodległość” zostały zlikwidowane, ale dziś znowu „widmo krąży po Europie” – widmo podmiotowej i samodzielnej Polski. Natychmiast po powołaniu rządu przez PiS powstał „Komitet Obrony Demokracji” i rozpoczęto huraganową nagonkę medialną z wszystkich kierunków. Także medialne ośrodki dywersji ideologicznej wewnątrz kraju pracowały na najwyższych obrotach.
Posługiwanie się czarnym PR-em ze strony sąsiadów niezadowolonych ze wzrastającej roli państwa polskiego ma wielowiekową tradycję. Już w XIII wieku, gdy Władysław Łokietek z żelazną wolą kontynuował rozpoczęte przez Przemysła II scalanie rozbitych testamentem Krzywoustego dzielnic, musiał zmagać się z oporem zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym. Gdy czytamy, jak piastowscy książęta dzielnicowi zostawali zhołdowani przez czeskiego króla, jak wchodzili w układy zależności z Brandenburczykami, lub Krzyżakami, którzy właśnie bezprawnie zagarnęli Pomorze, przypominają nam się hasła o „płynięciu w głównym nurcie”. Sojusz Łokietka z pogańskim Giedyminem, dał Krzyżakom asumpt do oskarżeń polskiego króla o wiązanie się z poganami (faszystami?). Jak pisał prof. Andrzej Nowak: „Można było, zamiast oddawać cokolwiek Łokietkowi, wymalować w wyobraźni elit politycznych i intelektualnych od Awinionu do Hamburga, od Londynu do Rzymu „ohydną twarz” polskiego królestwa i jego mieszkańców”.

W Brukseli już 8 razy pochylono się z troską nad Polską prowadząc wielogodzinne debaty. Świadczy to o tym, że „sprawa polska” jest najpoważniejszym problemem Unii Europejskiej. Z początku mogło się wydawać, że ataki wynikają z niewiedzy, że wystarczy tylko cierpliwie wytłumaczyć. Dziś już tylko ludzie skrajnie naiwni lub całkiem małe dzieci mogą sądzić, że ataki na Polskę są powodowane prawdziwą troską o praworządność, wolne media, prawa reprodukcyjne, dobrostan puszczy, czy kornika. Politycy wykazujący największy stopień zaangażowania w atakach na nasz kraj, są po prostu zadaniowani. Dlatego debata jest niemożliwa – argumenty nigdy nie przekonają ludzi będących na służbie.

Jeśli sprawne służby są w stanie zainstalować prezydentów, premierów, kanclerzy czy prymasów (nie wspominając o biskupach), to wygenerowanie europarlamentarzystów nie jest problemem.
Gdy odwołano przewidzianą na październik debatę, pojawiła się nadzieja, że Europa w końcu „odpuści”. Przecież nic strasznego się nie dzieje – reformy sądów nie ma, sprawdzeni sędziowie orzekają, aferzyści dostają wyroki w „zawiasach”, sprawy korupcyjne ulegają przedawnieniu itp. Jednak tym razem imponujący był rozmiar „ostrzału” medialnego i perfekcyjny timing. Ktoś wiedział, że w Polsce odbywa się coroczny Marsz Niepodległości 11 listopada i trzeba przesunąć debatę o miesiąc. Wiedziano także o rozważanej dostawie systemu Patriot do Polski. Wprawdzie rząd USA nie dał się „wziąć na huki” (znają te numery), ale sprawę musi jeszcze zatwierdzić Kongres.

Należący do rosyjskiego oligarchy Lebiediewa brytyjski „The Independent” jeszcze przed 11. listopada informował o marszu faszystów w Polsce. W Sky News w dniu Swięta Niepodległości wyemitowano korespondencję z Warszawy. Poinformowano, że odbył się marsz z udziałem 100 tys. faszystów, na który co roku zjeżdżają się naziści z całej Europy i że oprócz zwyczajowych haseł antysemickich, tym razem pojawiły się hasła o segregacji rasowej i wyższości rasy białej. Trzeba wiedzieć, że epitet „white suprematist” jest w Ameryce oskarżeniem jeszcze cięższym niż „antysemita”. W tej układance najprostszym (i najtańszym) elementem jest zorganizowanie kilkudziesięciu zamaskowanych facetów z prowokującymi transparentami.

Przezorność Jarosława Kaczyńskiego imponuje – na miejsce świętowania 11 listopada wybrał Kraków (narażając się na zarzut, że PiS ignoruje ideę Marszu Niepodległości).
Wydawać by się mogło, że żywiołowa niechęć postępowego świata wobec rządu PiS wynika z faktu, że narracja o Bogu, czy patriotyźmie rani uszy ludzi światłych. Nic bardziej mylnego.
Chodzi o pieniądze. Są środowiska, które działalność rządu PiS bardzo „bije po kieszeni”.
W każdej niemal większej aferze w kraju pojawia się motyw Wojskowych Służb Informacyjnych i ślad rosyjskiej mafii. Karuzele watowskie również mogły być organizowane przy współudziale kolegów Patriarchy Cyryla.

Jak pisał sowietolog Christopher Story, rosyjska mafia jest działem KGB i prowadzi działalność przestępczą o charakterze globalnym, a jej „boss” rezyduje w Nowym Yorku.

Krótko mówiąc – bezpardonowa „walka o praworządność”- to hybrydowa wojna przeciw polskiej suwerenności.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/leopold/dzialania-hybrydowe-w-trosce-o-polska-praworzadnosc

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl |

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here