Każdy Polak ma przodka rycerza…

0
1605
(Wojciech Kossak, „Grunwald”)

W pierwszych dniach listopada, kiedy odwiedzamy groby bliskich i rozmyślamy o przodkach, warto sięgnąć pamięcią dalej niż te jedno-dwa pokolenia wstecz, bo choć może się to wydawać nieprawdopodobne, za każdym z nas stoi tylko w ostatnim tysiącleciu kilkadziesiąt tysięcy przodków,  a pośród nich bohaterowie naszego narodu…

Od dłuższego czasu w lewicowych mediach natrafić można na artykuły w mniej lub bardziej subtelny sposób natrząsające się z tego, że Polacy niezależnie od pochodzenia społecznego swoich pradziadków utożsamiają się z kulturą rycerską, czy husarią spod Wiednia.

Na nasze szczęście zachowane akty prawne, oraz genealogia populacji potwierdzają, że każdy z Polaków ma 100% prawo do uznawania się w którejś z linii za potomka rycerza. I nie chodzi tu wcale od szlacheckie bękarty…

Jak dowodzi w swoim dziele „Prawo polskie czternastego wieku. Ustawodawstwo Kazimierza Wielkiego” XIX-wieczny historyk lwowski Romuald Hube, już za czasów Kazimierza Wielkiego polski system prawny rozróżniał aż trzy kategorie rycerzy.

Do pierwszej z nich zaliczani byli właściwi nobiles-herbowi rycerze pochodzący ze znacznych rodów, posiadający duże nadania ziemskie, stanowiący zaledwie kilka procent społeczeństwa.

Kolejną byli tzw. włodycy, którzy wywodzili się z uboższej warstwy posiadaczy ziemskich i nie byli w stanie wystawić własnych pocztów rycerskich.

Do kategorii ostatniej zaliczani są natomiast tzw. „rycerze wykreowani z sołtysa lub kmiecia”, zwani przez kolejne półtora wieku „panoszami”.

Aby zrozumieć skąd tak duże zróżnicowanie w pozornie jednolitej warstwie rycerskiej, trzeba pojąć schemat zwoływania chorągwi i stawania na wojnę w systemie kopijniczym.

Otóż, każdy rycerz-szlachcic posiadający nadania ziemskie był zobowiązany do wystawienia konnego pocztu, zwanego też kopią. Poczet liczył  zazwyczaj kilku-kilkunastu zbrojnych. W jego skład wchodził sam rycerz, oraz zbrojni pocztowi.  Zaplecze obozowe prowadzące wóz i rozkładające namioty stanowili dodatkowi pachołkowie.

Wielkość pocztu uzależniona była od posiadanego areału ziemskiego, przykładowo na Mazowszu konny wystawiany był z każdych dziesięciu łanów (ok. 170 ha), zatem z większej wsi liczącej łanów kilkadziesiąt stawić musiało się aż kilku konnych. W praktyce w razie potrzeby właściciel ziemski wystawiał tylu ilu tylko był w stanie, np. z 1397 roku z Wielkopolski pochodzi zapiska sądowa o wystawieniu przez jednego z rycerzy, aż szesnastu panoszów, z czego połowa wywodziła się z jego poddanych.

Aby wypełnić zobowiązanie szykujący się na wyprawę wojenną właściciel pocztu powoływał bowiem do niego kmieci ze swoich dóbr, pełnili oni następnie rolę służebnych rycerzy. Do wystawiania pocztów zobowiązane były również majątki kościelne, wójtowie miejscy oraz dzierżawcy majątków królewskich.

Oznacza to, że przynajmniej przez cały XIV i XV wiek, z każdej wsi w Królestwie Polskim, na wyprawy wojenne, pospolite ruszenia, oraz popisy wystawiani byli spośród kmieci i sołtysów zbrojni konni o statusie „panoszów”.  W tym dwustuletnim okresie funkcjonowania instytucji „panoszy”, daje to łącznie przynajmniej kilkunastu-kilkudziesięciu mężczyzn pełniących służbę rycerską na każdą wieś. Większość z nich nie awansowała społecznie, po zakończeniu wojny, być może otrzymując w nagrodę trochę więcej ziemi, lub czasowe zwolnienia z obowiązków zasilała na powrót warstwę kmieco-chłopską. Uwzględniając procesy wzajemnego koligacenia przez małżeństwa mieszkańców poszczególnych okolic przez kolejne kilka wieków, otrzymujemy wynik w którym dowolny mieszkaniec dowolnej miejscowości w Polsce mimo nieświadomości takiego stanu rzeczy ma w swoim drzewie genealogicznym całą rzeszę drobnego rycerstwa spod Grunwaldu i Płowiec…

Ale co z husarią? Przecież ta gromiła Szwedów i Turków dopiero dwieście lat później… Owszem, gromiła, ale organizacja chorągwi husarskiej niczym nie odbiegała od sposobu wystawiania chorągwi rycerskiej wcześniejszej o dwa wieki. Chorągiew składała się z pocztów, wystawianych przez tzw. towarzyszy. O ile towarzysze pochodzili wyłącznie ze średniozamożnej szlachty, o tyle jako pocztowi służyła zarówno drobna szlachta, jak i ludność gminna z dóbr danego towarzysza… Przez formację husarii przewinęło się w XVI i XVII wieku kilkadziesiąt tysięcy szlacheckich towarzyszy… oraz kilka razy tyle pocztowych.

Więc jeśli kiedykolwiek przypadkowo przeczytacie gdzieś w Gazwybie, czy innej Kretynice Potylicznej, że 90% procent Polaków to potomkowie chłopów możecie śmiało odpowiedzieć, że owszem, ale jednocześnie 100% procent to potomkowie którejś z warstw rycerskich.

Odwiedzając  groby swoich bliskich, na każdym miejskim i wiejskim cmentarzu, zmówmy modlitwę również za zmarłych sprzed kilkuset lat. Za tych, którzy wiodąc poczciwe życie rolnika w zależności od potrzeby wsiadali na koń ruszając pod Grunwald, czy Wiedeń, a którzy dają nam prawo do poczucia bycia potomkami rycerstwa i husarii, niezależnie od tego jak bardzo naszą przeszłość chcieliby zubożyć komuniści i ich ideologiczni potomkowie.

Autor: R.K.

Źródła:

  -Romuald Hube, Ustawodawstwo Kazimierza Wielkiego, Warszawa 1881

 – Radosław Sikora: Wojskowość polska w dobie wojny polsko-szwedzkiej 1626-1629. Kryzys mocarstwa, wyd. „Sorus”, Poznań 2005

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here