Legenda

Wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego: Legenda

I
Srebrny dwór stał, a sen nadymał
puch jego rzeźb spokojnych i białych jak zima.
Nocą czernił szczeliny i układał z głazów
wiele przeobrażonych jak duchy obrazów,
wiele snów, które zwinnie uskrzydlone biegły
i tak się w noc zmieniały w jelenie ścian cegły
rzeźby w białe owady co świszcząc leciały,
powietrze w morze, a kolumny w skały,
tak przemieniała noc, a w dzień o świcie
każdy pielgrzym oglądał jakby sen w granicie
kuty. Tak lotny zamek był jak pióra
z lotek ptasich, a mocny jak piorunów góra.
II
A mieszkał w nim nie człowiek ten, którego baśnie
zwą cesarzem, a żywe opowieści – Bogiem,
i choć nikt go nie widział, każdy mógł wyjaśnić
z mieszkańców tej krainy pod zamkiem, że ogień
albo skrzydło jest jemu podobne, a inni
nazywali go burzą w jakimś gromów hymnie,
a inni: snów doznaniem, inni nieistnieniem
albo karą i sądem, albo zapomnieniem.
I każdy widział Pana, każdy na przysiędze
mógł głowę kłaść pod topór jak rękę na księdze,
i każdy widział Pana i znał go nie lepiej
niż byle gwiazdę, choć go co dzień w chlebie
pożywał i wykrawał znak na nim, krzyż albo
półksiężyc, albo herby. Nieświadomą chwalbą
pożywał go i nie znał, a powiadał wiele,
i tak byli ci wszyscy jakoby chrzciciele,
którzy chrzcząc w imię swoje, nazywali rzeczy
imieniem smutnym jak każde człowiecze.
III
Chór:
A nie nazwę ja brzegu ni zamku,
a nie nazwę wołania, co we mnie,
bo za chmurą jest chmura, a za nią
szeleszczący rozwija się wszechświat,
za nim chmura, a za nim wołanie,
za nim jeszcze się warstwa rozwija
i co nazwę, to chmura wymija,
a co wezwę, to jeszcze znaczenie,
które imion ni słowa nie znaczy
które jest jak majestat przebaczeń.
i nie nazwę. Za chmurą znów chmura,
za nią sen, ni to śpiew, ni to pióra,
i nie nazwę ja brzegu ni zamku,
nim się – drogi poza mną nie zamkną.
IV
A miał Pan synów trzech jak to bywa
w baśniach każdy się człowiek nazywał,
każdy imię to samo nosił.
I zawołał Pan synów trzech – jak to bywa
w baśniach – i rzekł: Ja nazywać
ani imion nie będę wam głosił.
Poślę was – jak to [w] baśni, w legendzie –
w ziemię, w morza żelazne i wszędzie,
gdzie się kształt staje twardy. Na ziemi
każdy w imię się swoje zamieni”.
V
I schodzili powoli, a gwiazdy szumiały
deszczami krwi zielonej, ulewami chwały
i czuł każdy jak w korze, gdy drzewo się wzniesie,
że jest sam, choć jak drzewo w lesie.
I czuł każdy poczynanie się – mitu
i żelaza, i złota, granitu,
i choć z zamku, co z piór się, zdawał,
każdy czuł, jak się ziemią stawał,
jak mu cień rośnie w stopach i wola,
jak wyrasta rośliną na polach,
jak mu morze nazywa się matką,
jak uściśnie powierzchnię gładką
i odbije dojrzałego syna,
dla którego jest ciała – przyczyna.
I nim się stali dopełnieniem ruchu,
zapomnieli ust i ojca słów,
i tak byli trzygłos ducha,
który nagi wybiega na łów.
I tak byli. Tak poszli, poznali,
tak się w czynie jak w dzbanie ustali,
jakby woda kryształowa w dzbanie,
której dzban jest przez twardość – poznaniem.
VI
Chór.
Nie oświecisz. Kto wybiegł – nie wraca,
tak nazywa cię snem albo orłem,
tak piorunem albo i spokojem,
nie pamięta, kto wybiegł – nie wraca.
Nim oświecisz. Nie zrozumieć za słowem
ukrywanych elementów walnych
i żelaznych bram, i snów otwartych
i rak kamień przeczuwa cię martwy
i nie nazwie cię, o ile czuje,
i nie wezwie, jeśli ciebie pozna.
Oto ciało, nad nim noc kołuje,
noc zamknięta na słowo, noc mroźna.
VII
Jechał pierwszy syn na koniu
pod jaworem, pod jabłonią,
słaby był i dzieckiem jechał
przez pomniki miast.
Słały gwiazdy noc jak liść
Gdzie mu było puszczą iść?
tam zwierzęca wełna w grozie
nosi w krwawych pyskach noże,
tam pioruny w huku burz,
jak by tędy słabość niósł?
Więc nawrócił w kłęby miast,
gdzie talary białych gwiazd
na śnie ludzkim leżąc warczą
jakby psy.
Wtedy śnią się złe komnaty pełne złota
krwawe szaty,
wtedy śni się złota brzęk,
ostry nóż i cierpki lęk.

Wróć do: Krzysztof Kamil Baczyński

Wiersze-Krzysztofa-Baczyńskiego
Wiersze-Krzysztofa-Baczyńskiego

Komentarze:

komentarzy