Lęki Lesia – Lech Galicki

0
380

Lesia zmorzył sen niespokojny. Wyraziste obrazy przesuwały się przed oczami jego rozbudzonej duszy i doskonale wiedział, że dane jest mu przeżywać to, co zdarzyło się przed laty. Z niewiadomego powodu przeszłość splotła się węzłem z teraźniejszością.

Oto początek lat sześćdziesiątych. Jest kilkuletnim chłopcem. Ojciec prowadzi go na wystawę zatytułowaną: „To jest wojna”. Nie chce tam iść, boi się i zaczyna płakać, a jego tata, który II wojnę światową przeżył w sowieckiej i niemieckiej niewoli, w katowniach i obozach koncentracyjnych, upiera się: „Pójdziemy, zobaczysz, tobie nic nie grozi”. Poszli. W podziemiach kina znajdowały się umieszczone w gablotach zdjęcia przedstawiające miny, wychudzonych ludzi w pasiakach, rozstrzelanych. Co kilka metrów ustawiono bomby lotnicze, karabiny maszynowe, a w studiu wyświetlano bez przerwy film dokumentalny. Wyły syreny, ryczały silniki pikujących samolotów, słychać było świsty, wybuchy, a ogarnięci paniką przechodnie biegli płonącymi ulicami, wśród walących się domów. Lesio zaciska powieki, palcami zatyka uszy i czerwieniejąc na twarzy, rozpaczliwie krzyczy.
Przerażony ojciec wynosi go na rękach, lecz on jeszcze długo łka.
– Ja się boję, nie chcę – już nigdy!
– Dlaczego on tak mocno to przeżył? – pyta matka Lesia – Ja podczas
bombardowania, a miałam wówczas chyba już osiemnaście lat, dostałam ataku histerii. On nie wie, co to prawdziwa wojna. To tylko film. Może w genach przekazałam mu swój strach? – pyta sama siebie. Kilka miesięcy później umarł dziadek Lesia. Rodzice zastanawiają się, jak synowi o tym powiedzieć. Nigdy nie mówili dziecku, że kiedyś się umiera. Wręcz chronili go przed poznaniem
tej strasznej prawdy. Niech dowie się, gdy dojrzeje.
–Jak to, umarł? – pyta Lesio. – Czy to znaczy, że nigdy go nie zobaczę? – powtarza zdezorientowany kilka razy.
– Na tym świecie nie zobaczysz – odpowiada matka.
– A gdzie on będzie?
–Jego ciało w grobie, dusza w niebie.
– W grobie?
– No, w takim specjalnym miejscu wykopanym w ziemi, na cmentarzu.
– Przecież nie będzie mógł oddychać, widzieć nieba, słyszeć ptaków i rozmawiać z nami! – krzyczy zalękniony chłopiec.
Potem Lesio nic nie mówi. Nie może spać. A gdy zaśnie, sypie się zaraz na niego piach. I oddychać nie może. I nic nie widzi. Zmarkotniał, a choć później zapomniał o wszystkim, jednak życie co pewien czas przypominało mu o istnieniu śmierci.
Ulicą przemknął sznur wojskowych samochodów.
– Dlaczego ich tak dużo?
– Bo wybuchła wojna – zażartowała dużo starsza kuzynka Lilka.
–Jak to, wojna?
Oczy miał ze strachu duże jak talerze.
– No, wiesz, my będziemy się bronić, bo oni nas będą atakować.
– I bomby będą leciały i wybuchy będą? –wykrztusił chłopiec.
– O, pewnie – odpowiedziała Lilka i wyszła.
Nikogo nie było w domu. Lesio schował się do szafy, narzucił na siebie koce, płaszcze i poduszki. Nie mógł oddychać, widzieć nieba i słyszeć ptaków. Ach, to taka jest śmierć – pomyślał. Taki strach. I zaraz wybuchną bomby i zawyją syreny.
Zmógł go sen niespokojny. Wyraziste obrazy przesuwały się przed oczami jego rozbudzonej duszy. Doskonale wiedział, że dane jest mu przeżywać to, co zdarzyło się przed laty. Przeszłość splotła węzłami teraźniejszość z przyszłością. Przez szparę w drzwiach starej szafy wniknął promień ożywczego Światła.

Autor: Lech Galicki
Powróć na stronę: Lech Galicki.
Lech-Galicki - Poeta

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here