Marsz „chwały” morderców z UPA

0
9550

Ulicami Kijowa przeszedł tzw. Marsz Chwały Bohaterów. Było to wydarzenie upamiętniające Ukraińską Powstańczą Armię oraz jej „heroiczną” postawę w walce o niepodległość Ukrainy. „Bohaterom” z UPA, wsławionym w „bojach” z ludnością cywilną Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, oddało cześć kilka tysięcy osób. Pochód przemaszerował ulicami ukraińskiej stolicy pośród okrzyków: „Sława Ukrainie – bohaterom sława!”, „Bandera naszym bohaterem!”, wywołujących ciarki na plecach każdego Polaka, znającego choć trochę historię naszej Ojczyzny.

Organizatorem tego zgromadzenia była partia Swoboda z jej przewodniczącym Ołehem Tiahnybokiem na czele. To jeden z osobników, którzy lansowali się niegdyś na kijowskim Majdanie, gdy za czasów pamiętnej „rewolucji”, wspierani m.in. przez polskich polityków, zwalczali trzymający ich za mordy reżim Janukowycza. Do dziś pamiętam delikwentów wykrzykujących wespół z banderowcami „Sława Ukrainie!”. Niektórzy z nich mienili się nawet polskimi patriotami. W życiu popełnia się błędy, a wiele z nich można zrozumieć i wybaczyć, jednak nie należy zapominać o zbrodniach na własnym narodzie. W moim katalogu niewybaczalnych faux pas, bratanie się z genetycznymi wrogami Polaków plasuje się na jednej z najwyższych pozycji.

„Ważne byśmy zachowali ciągłość pokoleń, bo dzisiejsi żołnierze biorą przykład z upowców i innych uczestników walk o Ukrainę. Jesteśmy szczęśliwi, że nasza idea upamiętnienia UPA jest pozytywnie przyjmowana na całej Ukrainie” – cytując wspominanego wcześniej Tiahnyboka, otwiera mi się nóż w kieszeni. Jeśli współcześni ukraińscy żołnierze biorą rzeczywiście przykład z upowskich rzeźników, to życzę im szybkiej śmierci w okopach Donbasu. Obserwując dzisiejsze realia Ukrainy w pełni rozumiem swój niepokój związany z pamiętnymi wydarzeniami na Majdanie oraz ambiwalentne odczucia, jakie żywię wobec przebiegającej dziś, jedynie teoretycznie, demokratyzacji tego kraju. Autorytarne rządy prorosyjskiego Janukowycza mocno hamowały tamtejsze szowinistyczne zapędy. Gloryfikowany przez wszystkie polskie media Majdan zdestabilizował Ukrainę i zapewne dał asumpt procesom, które doprowadzą w końcu do jej rozpadu.Dla nas oznacza to coraz więcej rąk do pracy za niską płacę, co jest jak najbardziej na rękę proukraińskim władzom w Polsce. Putin zaś dostanie w końcu to, czego chce, a nam pozostanie ujadanie na rosyjskiego niedźwiedzia w obronie „niewinnych” ukraińskich owieczek.

Owieczki w tym czasie zrehabilitują swych poległych bohaterów i na dobre zainstalują ich bohaterski wizerunek w umysłach rodaków. Nadchodzą czasy, gdy nikt już nie śmie podnieść ręki na Banderę i jego zwyrodnialców, czy to za sprawą oficjalnego ukraińskiego prawodawstwa, czy też bojówek Prawego Sektora, Swobody lub innych pogrobowców katów Wołynia. Porównanie banderowców z Żołnierzami Wyklętymi, z jakim zetknąłem się w cytowanej na jednym z portali wypowiedzi polskiego historyka, ubodło mnie do żywego. Kierując się złą wolą, czy też tylko głupotą, wiele osób stara się usprawiedliwiać ukraińskie nacjonalistyczne odrodzenie. Smutne to, ale prawdziwe. Niestety polskie władze nie robią w tej materii prawie nic. Naprawdę ciężko to zrozumieć.

Ukraińcy, jak na razie, czczą swoich „bohaterów” bez skrępowania i nic nie zapowiada rychłej zmiany w tej materii. Jednocześnie rzesze gastarbeiterów ze wschodu niepostrzeżenie zaludniają nasz kraj i szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, aby byli to uciekający przed faszyzmem nieszczęśnicy, ani ostatni sprawiedliwi, którym na dźwięk nazwiska Bandera zbiera się na mdłości. Pamiętajmy, że im więcej ich przyjmiemy, tym śmielej będą sobie poczynać. W końcu się o tym boleśnie przekonamy.

Autor: Jarosław Gryń, za: http://lospolski.pl/?p=5527

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ