Ministerstwo Prawdy Marka Zuckerberga. Oto nowe oblicze cenzury

0
1902

Mark Zuckerberg usiłuje stworzyć coś w rodzaju własnego Ministerstwa Prawdy na wzór tego z „Roku 1984” – pisze Steven W. Mosher. – Różnica jest taka, że w przeciwieństwie do wizji z dystopijnej powieści Orwella, kreator Facebooka używa „magazynów pełnych komputerów”, a nie ludzi do cenzurowania zamieszczanych treści.

Powieściowego Winstona zastępują więc „skomplikowane algorytmy komputerowe – sekwencja jednoznacznych instrukcji napisanych kodem komputerowym – które sterują jego komputerami samodzielnie i głównie bez ludzkiej interwencji, aby promować wpisy pewnych grup, jednocześnie ukrywając teksty innych”.

Mosher zauważa, że Zuckerberg reprezentuje elitę o poglądach liberalnych, nie jest więc zaskoczeniem, że jego „algorytm tłumi głosy” tych, „którzy wierzą w świętość życia”. Podaje tutaj przykład Population Research Institute (Instytutu Badań Demograficznych), na którego portalu zamieścił swój tekst: „Od chwili wprowadzenia algorytmu na początku roku 2018 główna strona Population Research Institute odnotowała spadek o 41 proc., jeśli chodzi o zasięg” ich artykułów. Taka zmiana nastąpiła w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: POGLĄDY ZAKAZANE. Walczyli o nagłaśnianie przestępstw imigrantów w UK. Dzisiaj siedzą w więzieniu a Facebook zamknął profil ich partii politycznej.

Podobnie dramatyczne spadki odnotowały inne strony „pro-life”, m.in. np. LifeSiteNews. „Powodem jest to, że Facebook, wraz z YouTube i Google celowo tłumią poglądy broniące życia i rodziny, jednocześnie bez przeszkód promując ideologię lewicową”. I nie dotyczy to jedynie organizacji „pro-life”, lecz generalnie stron konserwatywnych, takich jak Breitbart News i PragerU (spadki odpowiednio: 28 proc. i 32 proc.).

Mosher jednak jest przekonany, że głównym celem nie są ani organizacje „pro-life” czy duże konserwatywne ośrodki informacyjne, lecz tak naprawdę broniący prawa do życia prezydent Trump i cały ruch, który wyniósł go do prezydentury.

„Zuckerberg, który sam rozważał pomysł ubiegania się o prezydenturę, musiał być przerażony genialnym wykorzystaniem przez Trumpa Facebooka i innych platform mediów społecznościowych do komunikowania i mobilizowania” swojego elektoratu w roku 2016. Stąd nowy algorytm wydaje się być wynikiem nacisków, by się temu przeciwstawić.

I jak się okazuje, ów nowy algorytm uderzył najmocniej w facebookowe wpisy prezydenta Trumpa, które odnotowały od chwili jego wprowadzenia spadek aż o 45 proc., podczas gdy strony „lewicowych ikon, takich jak Elizabeth Warren czy Bernie Snaders, pozostały bez zmian”.

Autor podkreśla także, że wszelkie tłumaczenia, iż nie jest to spowodowane ideologicznym uprzedzeniem, to jedynie wybieg, gdyż w widoczny sposób promowane są treści lewicowe. Dąży się po prostu do uciszenia tych, których Hillary Clinton określiła jako „osoby godne pożałowania” (deplorables) – zwolenników obecnie rządzącego prezydenta.

Podaje też przykład własnej organizacji – Population Research Institute – która zakładała swoje konto na Facebooku ufając w obietnicę, że jest to platforma do nieskrępowanego głoszenia własnych opinii. Tymczasem okazało się, że zastosowano tu ewidentnie nieuczciwą technikę sprzedaży, tzw. „bait and switch” – „przynętę z zamianą”. Kiedy bowiem „platforma ta stała się podstawowym środkiem komunikacji, Zuckerberg zdecydował się (…) narzucić swoje poglądy pozostałym z nas”, co przypomina działania Orwellowskiego Ministerstwa Prawdy.

Mosher przytacza także opinie konserwatywnych polityków i komentatorów, takich jak Mike Pence, Steve Bannon i Ted Cruz, którzy wyrażają niepokój praktykami Zuckerberga i wpływem zarówno na przekazywanie informacji, jak i „kontrolowanie przemysłu reklamowego i osobistych danych użytkowników”.

Ted Cruz zastanawia się, dlaczego Facebook miałby się cieszyć „immunitetem prawnym”, jaki gwarantuje mu ustawa, jeśli chodzi o odpowiedzialność za zamieszczane tam treści, skoro „sam cenzuruje poglądy ludzi, z którymi się nie zgadza”.

Dopóki nadużywanie władzy przez Facebooka nie zostanie ukrócone – jak zauważa autor – użytkownicy muszą zwalczać cenzorskie zapędy giganta medialnego poprzez większą aktywność i zaangażowanie w przekazywaniu niewygodnych dla Zuckerberga treści.

„Lajkowanie” i udostępnianie artykułów blokowanych przez algorytm, a także inne działania, takie jak np. zaznaczenie w „Obserwowanych” opcji „Wyświetlaj najpierw”, może pomóc w obejściu algorytmu.

Autor nie ma złudzeń co do intencji twórcy Facebooka, ale też uważa, że nie można dopuścić do tego, aby gdzieś w tle działało Ministerstwo Prawdy, tylko dlatego, że ludzie pokroju Zuckerberga są wściekli, że ich platforma została wykorzystana do promocji niemiłych im idei, takich jak np. obrona życia ludzkiego od chwili poczęcia. Ich praktyki cenzorskie „są tylko odrobinę mniej niebezpieczne” niż podobne działania np. rządu Chin.

Źródło: www.pop.org

Jan J. Franczak, pch24.pl

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here