Modlitwa Pana Cogito – Podróżnika

0
738

Panie
dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny
a także za to że pozwoliłeś mi w niewyczerpanej dobroci Twojej być
w miejscach które nie były miejscami mojej codziennej udręki
i
– że nocą w Tarkwini leżałem na placu przy studni i spiż
rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybaczenie
a mały osioł na wyspie Korkyra śpiewał mi ze swoich
niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu
i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych
i rozumnych
natura powtarzała swoje mądre tautologie: las był lasem morze
morzem skała skałą

gwiazdy krążyły i było jak być powinno – Jovis omnia plena
– wybacz – że myślałem tylko o sobie gdy życie innych okrutnie
nieodwracalne krążyło wokół mnie jak wielki astrologiczny zegar
u świętego Piotra w Beauvais.
że byłem leniwy roztargniony zbyt ostrożny w labiryntach
i grotach a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron
o szczęście ludów podbitych i oglądałem tylko wschody
księżyca i muzea
– dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły mi
cząstki swojej tajemnicy i w wielkiej zarozumiałości pomyślałem
że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla mnie
a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca
cierpliwie odkrywał przede mną okaleczone ciało
– proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka który nie
proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu na spalonej
słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa
a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach za to
że przyjęła mnie po grecku i prosiła żeby w nocy zostawić
w oknie wychodzącym na Holy Iona zapaloną lampę aby światła
ziemi pozdrawiały się
a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę i mówili
kato kyrie kato
i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spiridiona z Paxos
dobrego studenta z Berlina który wybawił mnie z opresji
a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie wiózł mnie
do Wielkiego Kanionu który jest jak sto tysięcy katedr
zwróconych głową w dół
– pozwól o Panie abym nie myślał o moich wodnistookich szarych
niemądrych prześladowcach kiedy słońce schodzi w morze
jońskie prawdziwie nieopisane
żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który pragnie
źródła
dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny
a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze
i bez wybaczenia
Zbigniew Herbert

Komentarze:

komentarzy

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPudełko zwane wyobraźnią
Następny artykuł17 IX

Kochamy starą, zapomnianą, polską muzykę zaangażowaną politycznie. Z tej pasji zrodziła się idea stworzenia strony internetowej, którą dzisiaj możecie oglądać. Zainteresowania: historia Polski, polityka, kino i nowe technologie.
Jeśli chcesz pomóc czy opublikować swój artykuł zapraszam do działu „kontakt” w menu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here