Na francuskich przedmieściach bez zmian. Wystarczyła iskra, by zapłonął imigrancki gniew!

3
17659

Po brutalnym zatrzymaniu przez policję czarnoskórego Teo L. w Aulany-sous-Bois w regionie paryskim, kraj ten jest widownią coraz większej liczby ekscesów ulicznych. Po raz kolejny okazuje się, że przedmieścia francuskich miast są łatwą do podpalenia beczką prochu.

Przypomnijmy, że podczas akcji przeciw handlarzom narkotyków w Aulnay-sous-Bois, czterech funkcjonariuszy prawdopodobnie nadużyło swoich uprawnień. Interwencja była brutalna, a czarnoskóry Teo L. trafił do szpitala m.in. z podejrzeniem gwałtu. Z jednej strony ustalenia wewnętrznej kontroli policji (GPN) są odmienne od wersji poszkodowanego. Stwierdzają, że prawo zostało złamane, ale ze strony funkcjonariusza „nie było intencji” gwałtu. Wersja policyjna mówi, że Teo L. miał się zacząć szarpać z policjantem i stąd się wzięła brutalność dalszej interwencji.

Z drugiej strony, pojawiają się „świadkowie”, którzy mówią o permanentnej brutalności policji. Niejaki Mohamed K. przypomniał sobie przed kamerami RTL, że policjant oskarżany o gwałt zatrzymywał i jego, i robił to w taki sposób, że „nie mógł oddychać”.

ZOBACZ CO IMIGRANCI WYPRAWIAJĄ W SZWECJI:

Zamieszki trwają już kilka dni. Najpierw miały miejsce w kilku podparyskich miejscowościach, a według raportu prefektury objęły one około 30 miast regionu paryskiego, w których odnotowano 50 incydentów. W ostatnich dniach manifestacje odbyły się także w Rouen Lille, Rennes, Tuluzie, a przede wszystkim w samym Paryżu, gdzie przy metrze Barbes policja musiała użyć gazu łzawiącego do rozpędzenia m.in. anarchistów, antyfaszystów i nader licznej w tych okolicach kolorowej młodzieży. Podstawowe hasło protestujących to – „wszyscy nienawidzimy policji!”. Podczas starć podpalane są samochody, śmietniki, niszczy się i okrada sklepy, dewastuje przystanki, atakowane są środki komunikacji miejskiej.

W Les Ulis, w departamencie Essone, zaatakowany patrol schronił się i zabarykadował na komisariacie. Posterunek musiał odpierać kilka nocnych ataków, do godziny 4 rano. W Tremblay komisariat udało się podpalić. Bronią manifestantów były kamienie, ale też butelki z benzyną. Najpoważniejsze zamieszki miały miejsce w Bobigny, gdzie „afera Teo” mała miejsce oraz w Argenteuil (Val d’Oise). W Bobigny władze zezwoliły na manifestację, która miała rozładować napięcie, ale przerodziła się w wielogodzinne starcia i awantury.

ZOBACZ WIDEO Z ZAJŚCIA:

ŻENUJĄCE! ​Francuska policja ucieka przed hordą imigrantów. [WIDEO]

Zaatakowano nawet koreańskich turystów, którzy mieli nocować w jednym z hoteli w Bobigny. Okradziono ich niemal ze wszystkiego, a ambasada Korei po tym incydencie zaleciła swoim turystom unikania departamentu Seine-Saine-Denis. Opozycja krytykuje MSW za pozwolenie na manifestację w tym mieście. Jej zdaniem taki rozwój wypadków był łatwy do przewidzenia.

Dość dwuznaczne jest zachowanie prezydenta Francois Hollande. Nie znalazł on czasu na odwiedziny w szpitalu zaatakowanych przed kilkoma miesiącami w Essone butelkami z benzyną policjantów, ale pojawił się przy łóżku Teo L.

Publicznie pochwalił „odpowiedzialność i godne postępowanie” ofiary policjantów i postawił go za przykład obywatelskiej postawy. Obiecał też ukaranie winnych. W zamian poszkodowany zwrócił się z apelem o uspokojenie nastrojów. Nie wiele to pomogło, podobnie jak spotkania prezydenta i ministra spraw wewnętrznych z organizacjami „antyrasistowskimi”.

Przy postaci prezydenta V Republiki warto się zatrzymać. W kampanii wyborczej w 2012 roku Hollande składał mieszkańcom przedmieść wiele obietnic pod hasłem „zmiana jest możliwa”. W wyborczym spocie pochodzącym z tego okresu pojawiają się zapowiedzi, że mieszkańcy przedmieść po raz pierwszy masowo zagłosują na tego kandydata i życzenia prezydentury dla Hollandowi, chociaż z zastrzeżeniem – „Inshallah”, czyli jak „Allach pozwoli”.

Euforia przedmieść przełożyła się tu na wyniki. W departamencie 93 na kandydata socjalistów zagłosowało wtedy 65 proc. wyborców, rekordowy wynik padł zaś w Aubervilliers – 72 proc. Z obietnic wyszło niewiele. Bezrobocie we „wrażliwych przedmieściach” wynosi 26,7 proc. przy średniej krajowej – 10 proc. Frustracja jest wyładowywana na ulicy.

Oliwy do ognia dodali też francuscy celebryci. Dzienni „Liberation” opublikował petycję podpisaną przez znanych artystów, piosenkarzy, czy aktorów, którzy nie tylko domagają się wyjaśnienia sprawy, ale atakują policję, która nie donosi się sprawiedliwie do „ludzi o ciemniejszej skórze”. Autorzy petycji żądają lepszej kontroli sił porządkowych i biorą stronę młodych mieszkańców przedmieść.

Petycja wywołała furię szefa policji narodowej Jeana-Marca Falcone, który taką postawę skrytykował. Swój apel ogłosił także Front Narodowy, który jednak wystąpił w obronie atakowanych funkcjonariuszy.

Policja francuska bywa bardzo brutalna, ale jest to efektem codziennego doświadczenia i frustracji bezsilnością. Strefy bezprawia na przedmieściach są opanowane przez handlarzy narkotyków, czy etniczne bandy i każda interwencja grozi przerodzeniem się w społeczne zamieszki. Do tego dochodzi pobłażliwość wobec przestępców wymiaru sprawiedliwości, co uwidoczniło się zwłaszcza w czasie rządów socjalistycznej minister sprawiedliwości Taubiry. Łapani przestępcy pojawiają się znowu na ulicach.

Wydarzenia nad Sekwaną pokazują do czego prowadzi polityka rozluźniania prawa i podważania jego znaczenia, a z drugiej składanie obietnic bez pokrycia. Za obydwie te sprawy są w poważnej mierze winni właśnie socjaliści i „pięciolatka” ich rządów.

Bogdan Dobosz, artykuł za pch24.pl

Komentarze:

komentarzy

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here