Nawet na prezydencji w UE (2011 r.) potrafili zrobić przekręt! A to PO-lska właśnie!

0
28112

Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko 15 osobom, które wzięły udział w przekręcie przy przetargu na obsługę polskiej prezydencji w Unii Europejskiej (2011 rok). Chodzi o zmowę, aby wyłudzić od państwa maksymalnie wysoką kwotę na realizację zleconych usług. Cynk dla aferzystów wyszedł z rządzonego wówczas przez ekipę Platformy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Prokuratorzy prowadzący sprawę twierdzą, że działania oskarżonych spowodowały szkodę Skarbu Państwa w wysokości co najmniej 14 mln zł. A to PO-lska właśnie!

Przypomnijmy – 1 lipca 2011 roku Polska stanęła na czele Rady Unii Europejskiej. Sprawowanie prezydencji w UE to w istocie szczególnego rodzaju zobowiązanie wynikające ze statusu państwa członkowskiego. Najważniejszym zadaniem naszego kraju było wówczas przewodniczenie pracom Rady UE i jej organów pomocniczych (komitety i grupy robocze) oraz przewodniczenie spotkaniom Rady Europejskiej. Realizacja tego zadania wiąże się ze zorganizowaniem w wymiarze merytorycznym i logistycznym wielu spotkań zróżnicowanych co do charakteru, miejsca i szczebla. I tutaj – zgodnie z ustaleniami śledczych – pojawiło się pole do realizacji różnej maści wałków, których wspólnym celem było przygarnięcie jak największych sum publicznych pieniędzy.

Centralne Biuro Antykorupcyjne wraz z Wydziałem Zamiejscowym ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie wpadło na trop zmowy przetargowej do jakiej doszło między uczestnikami konkursu na obsługę polskiej prezydencji w UE. Okazało się, że urzędniczka pracująca w MSZ za czasów PO-PSL wypuściła zaprzyjaźnionym osobom, które chciały przystąpić do przetargu, tajną informację na temat „widełek” przetargowych, tj. przedziału kwotowego, jaki MSZ był w stanie zapłacić za techniczno-administracyjną obsługę polskiej prezydencji w UE.

Efekt był taki, że do przetargu dopuszczono pięć firm. Cztery z nich okazały się być pozorantami. Przeszły do dalszego etapu przetargu, ale natychmiast się z niego wycofały. W wyniku powyższego działania do drugiego, finałowego etapu stanęło tylko jedno konsorcjum, na którego czele stał partner życiowy sprzedajnej urzędniczki z MSZ. Tak się „przypadkowo” złożyło, że zwycięska oferta była równa kwocie 34 mln zł – dokładnie tyle, ile MSZ było w stanie maksymalnie wydać na realizację przetargu. Tymczasem rzeczywiste koszty wykonania zamówienia wyniosły jedynie 19 mln zł.

Za: niewygodne.info.pl

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here