Niemcy: uchodźca z Syrii ma 4 żony i 23 dzieci. Wszystkich utrzymują podatnicy!

0
47324

Niemcy to gościnny kraj… Choć uchodźca był w Syrii majętnym przedsiębiorcą, teraz wraz z całą rodziną otrzymuje od podatników ogromne wsparcie. Integracja? O tym praktycznie nie ma nawet mowy.

W 2015 roku do Niemiec wśród tłumu uchodźców zaproszonych przez Angelę Merkel przybył jeden szczególnie wyróżniający się Syryjczyk. To przedsiębiorca, który w swojej ojczyźnie żyjąc zgodnie z zasadami Koranu i dysponującym dużym majątkiem, utrzymywał cztery żony i 23 dzieci, każdej z nich zapewniając osobny dom i służbę. Gdy wybuchła wojna domowa, muzułmanin przeniósł się do Turcji, a później z całą rodziną przyjechał do Niemiec.

W RFN od samego początku piętrzyły się trudności. Urzędnicy nie wiedzieli, w jaki sposób mają zarejestrować rodzinę jako uchodźców. Przepisy nie przewidywały podobnego przypadku. Rodzinę więc rozdzielono po różnych ośrodkach uchodźczych, a muzułmanin musiał wybrać dwie żony, z którymi chce pozostać. Dwie pozostałe wraz z urodzonymi przez nie dziećmi trafiły do ośrodka w pobliżu Koblencji. Ojciec rodziny, dwie wybrane małżonki i polowa dzieci umieszczono na terenie gminy związkowej Montabaur (Nadrenia-Palatynat).
Niestety, nie obyło się bez problemów. Męska część potomstwa Syryjczyka nieustannie niszczyła meble, w które były wyposażone wynajęte mieszkania. Z kolei żony, które pierwotnie umieszczono we wspólnym lokalu, kłóciły się tak mocno, że musiały zostać rozdzielone. Urzędnicy stwierdzili nawet, że kobiety były niekiedy zamykane w piwnicy. Co więcej nastoletni synowie muzułmanina starali się powstrzymać swoje siostry przed chodzeniem do szkoły. Sąsiedzi skarżyli się ponadto na hałasy dochodzące z lokali zajmowanych przez uchodźców, a także na rowery, które bezładnie parkowano przed garażem lub na ulicy. Skarżono się przede wszystkim na 16-letniego syna Syryjczyka, który miał grozić okolicznym mieszkańcom, a w zamieszkałym przez siebie lokalu zaatakował fizycznie pracowników administracji budynku.

Z powodu trudności w „integracji”, Syryjczyka wraz z dwiema żonami i dziećmi przeniesiono do innej miejscowości na terenie tej samej gminy związkowej. Teraz, jak podkreśla lokalna prasa, są już pierwsze „postępy w integracji”. Przykładowo dziewczynki z uchodźczej rodziny mogą już chodzić do szkoły. Lokalni urzędnicy i wolontariusze zaznaczają jednak, że będą musieli włożyć w integrację rodziny jeszcze wiele pracy, bo zanosi się na to, że Syryjczycy pozostaną w RFN jeszcze bardzo długo – zanim nie skończy się w Syrii wojna domowa, nie ma mowy o ich powrocie.

Oczywiście wszystko to odbywa się na koszt niemieckiego podatnika. Choć Syryjczyk w swojej ojczyźnie był majętny, w Niemczech wraz z rodziną otrzymuje wysokie świadczenia. Jak czytamy na stronie Niemieckiego Związku Pracodawców, to dokładnie 30 030 euro miesięcznie – a zatem równowartość kilkunastu niemieckich średnich krajowych brutto. Autor wpisu na stronie związku wylicza, że na miesięczne koszty utrzymania syryjskiej rodziny całość płaconego przez siebie podatku dochodowego musi przeznaczyć aż… 95 przeciętnie zarabiających pracowników fizycznych. Jak dodaje, 95 robotników miesiąc po miesiącu ofiarowują syryjskiej rodzinie równowartość 2292 godzin pracy, a zatem – 458 dni roboczych.

Za: pch24.pl, źródła: Rhein-Zeitung, Deutscher Arbeitgeber Verband

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ