O pośle, który z wiatrem przeminie…

0
538

Ikar też był młody i też wydawało mu się, że może wzbić się wyżej. Nie posłuchał przestróg mądrzejszego, bardziej doświadczonego ojca i przekroczył wyznaczony mu pułap lotu. Szybując wysoko piękne widoki miał tylko przez chwilę. I cóż… Słonko wosk roztopiło, skrzydełka piórka potraciły, a grawitacja dopełniła reszty.

Zakończyła się przygoda posła Łukasza Rzepeckiego w PiS-ie, ale na to zanosiło się od jakiegoś czasu. Głosowanie za odebraniem immunitetu Dominikowi Tarczyńskiemu stworzyło tylko okazję do wykonania wyroku, który zapadł dużo wcześniej. Przed wylotem z szeregów partii chroniła posła Rzepeckiego arytmetyka sejmowa, bo dla obozu rządzącego każda szabla jest istotna, jednak transfer dwóch posłanek z Koła Republikanów — Małgorzaty Janowskiej i Anny Marii Siarkowskiej — problem rozwiązał i zakończył okres ochronny posła.

Łukasz Rzepecki pierwszy raz podpadł — i równocześnie zaistniał medialnie — podczas debaty nad ustawą o Funduszu Dróg Samorządowych. Wtedy jeszcze rozeszło się po kościach. Momentem, który zadecydował o postawieniu krzyżyka na młodym pośle, było głosowanie w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym. Poseł Rzepecki nie wziął w nim udziału, ale nie sama absencja była w tym wszystkim najważniejsza. Zrobił to ostentacyjnie, biorąc udział w głosowaniach wcześniejszych i w tych które odbywały się tuż po nim, a z zapisu monitoringu jasno wynika, że podczas głosowania ustawy o Sądzie Najwyższym był obecny na sali plenarnej. Wyrok musiał zapaść tylko jeden i wyłącznie kwestią czasu pozostawało jego wykonanie.

Poseł Rzepecki ma prawo do swoich poglądów i do głosowania w zgodzie z własnym sumieniem, to oczywiste. Pytanie tylko — czy nie byłoby uczciwiej w takiej sytuacji samemu odejść z klubu, skoro światopogląd młodego parlamentarzysty rozjeżdża się z linią partii? Nie wzruszyła mnie historia opowiadana przez posła Rzepeckiego o tym, że jest wierny programowi, z którym PiS szedł do wyborów i stał się ofiarą własnej lojalności, nie kupuję tego. Jest dla mnie tak samo wiarygodna, jak zapewnienia pewnej Hanki z Warszawy o tym, że nie miała wiedzy o mechanizmach reprywatyzacji w stolicy i pomagała lokatorom wysiedlanych kamienic. Młody poseł najwyraźniej pogubił się w świecie dorosłej polityki.

Czy w naszej rodzimej polityce wydalenie posła z klubu wydarzyło się pierwszy raz? Czy w innych partiach takie sytuacje nie miały miejsca? Oczywiście, że to wszystko już się działo, ale ta konkretna sytuacja dla mediów obiektywnych inaczej jest wyjątkowa, bo wydarzyła się w PiS-ie. Szybko więc zrobiono z Łukasza Rzepeckiego kolejną ofiarę kaczystowskiego reżimu i zaczęto zapraszać, a to do „Gościa Radia Zet”, a to do „Onet Rano”, a to jeszcze gdzie indziej. Poseł Rzepecki poczuł się kimś ważnym i nie dostrzega tak oczywistego faktu, że jest przez cyniczne media wykorzystywany, że robi za kij, którym można walić w znienawidzony przez te media PiS. Tylko na moment zmieni Kazka Marcinkiewicza czy Miśka Kamińskiego w studiach telewizyjnych, by za chwilę, wyciśnięty jak cytryna, wylądować w koszu na śmieci. Łukasz Rzepecki robi za wiewiórkę albo — jak kto woli — za Sebastiana z Seicento.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/osrodek-mysli-niezawislej/o-posle-ktory-z-wiatrem-przeminie

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here