Organizacje Sorosa wzywają do „ataku jądrowego” na Polskę. Chcą pozbawić Polskę prawa głosu w Unii Europejskiej

1
85682

W Polsce szaleje psychologiczny terror, a rząd nie zatrzymał się na Trybunale Konstytucyjnym, ale stara się „ograniczać funkcjonowanie kluczowych instytucji demokratycznych”. Dlatego też Unia Europejska powinna przykładnie ukarać Warszawę i skorzystać z artykułu 7 unijnego traktatu, który pozbawia krnąbrny kraj prawa głosu. Z tak drastycznej kary UE jeszcze nigdy nie skorzystała i w brukselskich korytarzach władzy nosi ona nazwę „opcji nuklearnej”.

Wniosek o wykonanie na Polskę dyplomatycznego uderzenia jądrowego postawił Philippe Dam europejski dyrektor międzynarodowej organizacji pozarządowej Human Rights Watch z siedzibą w Stanach Zjednoczonych. W artykule opublikowanym przez portal EUObserver stwierdził on, że polski prezydent i premier winni otrzymać „jasny sygnał” Unii Europejskiej, iż nie można „targować się w sprawach poszanowania praw człowieka”.

Prawa te są permanentnie w Polsce łamane – zapewnia Philippe Dam. W poważnym, wręcz na poprawnych polityczne koturnach,  tonie  odgrzewa on cały cyrk  trybunalski w wykonaniu rozpolitykowanego profesora nauk prawnych rodem z Ciechanowa i ubolewa, że prezydent Andrzej Duda „rutynowo ignoruje”. napomnienia Komisji Weneckiej. „Co gorsze” Warszawa podjęła „dalsze problematyczne kroki” ustanawiając nowego przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego.

Dyrektor Human Rights Watch napomina Brukselę, że zamiast „zgodnie z logiką” odwołać się do „opcji nuklearnej” daje Warszawie kolejną prolongatę terminu i potulnie czeka aż polski rząd wyjaśni wątpliwości Komisji Weneckiej. A przecież „w jakim to społeczeństwie opartym na rządach prawa, głowa państwa może sobie dobierać i wybierać elementy prawa, które chce przestrzegać?” – pyta retorycznie obserwator praw człowieka na łamach obserwatora Unii Europejskiej.

Takie praktyki możliwe są tylko w państwie, w którym władze nie szanują podstawowych praw ludzkich. Według Philippe Dama takim państwem stała się Polska, gdzie policja otrzymuje dodatkowe prawa śledcze w przypadku postępowania wobec „obcokrajowców”, gdzie chce się ograniczyć prawa kobiet do aborcji, prawa imigrantów, wolność zrzeszania się, gdzie rząd zamierza „kryminalizować protesty publiczne bez zezwolenia”.

Philippe Dam ujął się również za puczystami z 16 grudnia i awanturnikami w Sejmie, których „usiłuje się ścigać na wątpliwej podstawie prawnej” oraz zarzucił polskim urzędnikom państwowym „anty-imigrancką retorykę, werbalne ataki przeciwko polskim organizacjom praw człowieka oraz krytykę działań Rzecznika Praw Obywatelskich”. Jednym słowem po ulicach Warszawy strach chodzić, wieje zgrozą a rząd „dopuszcza się całego wachlarza praktyk sprzecznych z wartościami europejskimi, co w konsekwencji wymaga zdecydowanych działań Unii Europejskiej”.

Artykuł europejskiego dyrektora Human Rights Watch jest totalnym wsparciem polskiej „totalnej opozycji” obliczonym na wywołanie druzgocącego wrażenia na unijnym establishmencie. Jest jednak pewien drobiazg podważający wiarygodność publikacji. Otóż Human Rights Watch jest organizacją pozarządową obficie sponsorowaną przez Fundację Otwartego Społeczeństwa George’a Sorosa. W 2010 roku HRW poinformowała, że Soros postanowił przekazać jej na „globalną obecność” 100 milionów dolarów w ciągu dziesięciu lat. Po 10 milionów dolarów rocznie. Tak się też składa, że EUObserver, który pisze o sobie, że jest „jedynym w Brukseli niezależnym medium informacyjnym zajmującym się sprawami Unii Europejskiej” otrzymał w 2014 roku grant od Fundacji Otwartego Społeczeństwa. Wprawdzie kwoty nie podano, ale granty i stypendia stanowią 46 procent budżetu EUObserver’a. Tak więc ta niezależność portalu jawi się raczej drugiej świeżości.

W sumie bezceremonialny atak na Polskę wykonał sponsorowany przez Sorosa aktywista, a jego opinie opublikował sponsorowany przez Sorosa portal informacyjny. Całość w politycznie poprawnym sosie obrony praw człowieka, demokracji, prawa stanowionego, unijnych wartości, etc. Można byłoby się z takiej elukubracji śmiać, gdyby działalność międzynarodowych organizacji pozarządowych w rodzaju Fundacji Otwartego Społeczeństwa lub Human Rights Watch nie była tak niebezpieczna dla istnienia państw narodowych. Od ostatnich lat minionego stulecia przejmują one bowiem stopniowo kontrolę nad społeczeństwami spychając na margines tradycyjne instytucje suwerennego państwa. Autorka manifestu organizacji pozarządowych, Jessica Mathews, oceniała w 1997 roku na łamach Foreign Affairs,  że rządy narodowe skostniały i są anachroniczne.  Chorują na erozję autorytetu i nie potrafią rozwiązywać skutecznie problemów społecznych i gospodarczych. Dlatego przyszłość należy do sprawniejszych globalnych sieci biznesu powiązanych z dynamicznymi organizacjami pozarządowymi.

Mathews prognozowała, że państwa narodowe stopniowo przestaną być postrzegane jako „naturalne instytucje rozwiązywania problemów” a konglomerat ponadnarodowych korporacji i organizacji pozarządowych przejmie kontrolę nad polityką, bezpieczeństwem oraz rozwojem społecznym i będzie to „przesunięcie władzy” poza państwa narodowe ku liberalnym instytucjom międzynarodowym. Podobny pogląd reprezentował amerykański prezydent Bill Clinton, który twierdził, że „era wielkich rządów się skończyła” i obecnie rozwoju ksztatować będzie sektor prywatny przy zachowaniu klasowych przywilejów elit politycznych, administracyjnych i społecznych.

Wszystko wskazuje, że to zachowanie klasowych przywilejów elit, to globalne giga-korumpowanie sfer politycznych, urzędniczych i celebrytów przez ponadnarodowe korporacje jest kluczem do zrozumienia łatwości z jaką świat wielkich koncernów i wielkich finansów sprowadził wiele rządów narodowych do roli wydmuszek. Ekipy rządowe, które próbują  zbuntować się przeciw tej dominacji są fachowo tłamszone przez sponsorowane organizacje pozarządowe oraz wielkie i mniejsze szczujnie medialne.

Amerykański politolog Laurence Jarvik w swej analizie międzynarodowych działań organizacji pozarządowych zwrócił uwagę, że nie mają one tradycyjnej legitymacji obywateli jaką dysponują państwa narodowe oparte na demokratycznym systemie wyborczym. Nie mając społecznego mandatu drogą zastraszania lub wymuszeń starają się narzucić swoją narrację oraz wolę finansujących je sponsorów. Najczęściej robią to pośrednio, wykorzystując jako narzędzia cieszące się szacunkiem organizacje międzynarodowe, które na różne sposoby skłaniają do nałożenia na opornych „sankcji” lub do ogłoszenia „interwencji humanitarnych”. Jarvik nie lekceważy wpływu organizacji pozarządowych i określa je jako „nową klasę” w stosunkach międzynarodowych.

Bezceremonialne „ustawianie” przeciwników przez organizacje pozarządowe przy maksymalnym wykorzystaniu mediów, sprawia, że przyrównywane są przez krytyków do ugrupowań terrorystycznych. Inny politolog amerykański, Robert Kelly porównywał znaną organizację obrony środowiska Greenpeace z Al Kaidą i doszedł do wniosku, że są one „strukturalnie podobne”. Do podobnego wniosku doszedł Moses Naim, który na łamach Foreign Policy stwierdził, że  jedne i drugie stanowią „luźną sieć indywidualnych osób powiązanych jedną wspólną sprawą”. Na ich fundusze składają się drobne datki sympatyków oraz potężne sumy bogatych sponsorów. Wykorzystując współczesne możliwości komunikowania i przemieszczania się jedne i drugie mogą oddziaływać globalnie a skuteczność ich oddziaływania zależna jest od poświęcenia idealistycznie nastawionych aktywistów.

Obserwowany obecnie atak międzynarodowych organizacji pozarządowych na Polskę oraz wsparcie jakiego mniej lub bardziej otwarcie udzielają krajowej „totalnej opozycji” świadczą, że odzyskiwanie podmiotowości przez nasz kraj stanowi zagrożenie dla interesów ponadnarodowych establishmentów i korporacji. Nie wróży to dobrze Polsce, gdzie nie brak niezadowolonych  z aktualnych trendów społecznych. Zwolennicy hasła „żeby było tak jak było” jeszcze długo będą utrudniać powrót do cywilizowanych reguł gry politycznej, bowiem czują za plecami przychylne organizacje pozarządowe sponsorowane np. przez „filantropa” Geroge’a Sorosa oraz sympatię obcych mediów działających w Polsce. Zamiast spokoju można się raczej spodziewać eskalacji działań pozaprawnych i anty-polskiego szczucia poza granicami kraju, głównie w różnych instytucjach Unii Europejskiej i w środowisku obrastających Brukselę grup PR oraz różnych przybudówek eksperckich, lobbystycznych i pozarządowych. Ulukrowane efekty tego szczucia prezentowane będą później w mediach krajowych jako krytyka polityki polskiego rządu przez instytucje Unii Europejskiej. I spirala będzie się rozkręcać.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/rafal-brzeski/najmici-sorosa-wzywaja-do-ataku-jadrowego-na-polske

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl

Komentarze:

komentarzy

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here