POLSKA REZERWUAREM TANIEJ SIŁY ROBOCZEJ. Duża niemiecka firma, wymagane 2 języki obce, oferuje w Trójmieście pracę za 2,2 tys. zł. I jak tu ma być lepiej?

0
708

Lech Wałęsa obiecywał kiedyś, że Polska będzie drugą Japonią. No i stało się. Jesteśmy „Japonią Europy” pod względem czasu spędzanego w pracy. Jednocześnie jednak jesteśmy „Bangladeszem Europy” pod względem zarobków za wykonywaną pracę. Po 13 latach spędzonych w UE nasze płace są na tyle niskie, by nadal traktować nas jak tanią siłę roboczą. Co jednak najgorsze – gdy spojrzymy przez pryzmat tempa wzrostu płac za lata 2008 – 2016, to okaże się, iż pod względem wysokości wynagrodzeń nigdy nie dogonimy krajów Europy Zachodniej!

Zdaniem unijnego Eurostatu godzinowy koszt pracy statystycznego Polaka w 2016 roku (w skład którego wchodzi przede wszystkim pensja pracownika) wynosił 8,6 euro na godzinę, co stanowiło zaledwie ok. 34 proc. unijnej średniej, która wynosi 25,4 euro!

Okazuje się, że wspomniana kwota 8,6 euro była tylko o 13,1 proc. wyższa od kwoty kosztów pracy przeciętnego polskiego pracownika jaka obowiązywała w 2008 roku. Piszę „tylko”, bowiem okazuje się, że w tym samym czasie pensje w bogatych krajach „starej Unii” rosły szybciej niż w Polsce. W Belgii w latach 2008-2016 odnotowano wzrost o +19,1 proc. W Niemczech o +18,2 proc., a we Francji o +14,1 proc. W skali całej UE godzinowe koszty pracy urosły przeciętnie o +18,1 proc. (z poziomu 21,5 euro w 2008 r. do 25,4 euro w 2016 r.). Morał z tego taki, że jeśli trend wzrostu kosztów pracy z lata 2008 – 2016 się utrzyma, to polskie pensje nigdy nie dogonią tych „europejskich”.

Unię „dwóch prędkości” można również dostrzec na statystykach OECD dotyczących tygodniowej liczby godzin poświęcanych w pracy. W Niemczech statystyczny pracownik spędza w pracy 26 godzin tygodniowo. W Holandii – 27, a we Francji – 28. W Unii „drugiej prędkości” znajdują się takie państwa jak Litwa, Estonia, Łotwa czy Polska, gdzie statystyczny pracownik na pracę w musi poświęcić 36 – 37 godzin tygodniowo:

Mając na uwadze powyższe (jesteśmy „Japonią Europy” jeśli chodzi o czas spędzany w pracy, a jednocześnie „Bangladeszem Europy” jeśli chodzi o płace), nie powinno nas dziwić, że panu Jerzemu Gątarzowi (na polskim twitterze dość znana i popularna osobistość) duża niemiecka firma na rozmowie kwalifikacyjnej o pracę na pełen etat, gdzie jednym z wymogów była znajomość dwóch języków obcych, zaproponowała 2,2 tys. zł wynagrodzenia. Pan Jerzy zareagował w charakterystyczny dla siebie sposób. Odpowiedział pani prowadzącej rekrutacje, że „Zbyt szanuję wielką firmę… by wyobrazić sobie, że ta płaci 500 ojro”. Niestety, pani z HR-ów miała nie wyczuć ironii…

Za: niewygodne.info.pl

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here