Prof. Partacz: PRL lepiej traktował Ukraińców, niż polskich kresowiaków. Kulisy akcji „Wisła”

0
11340

Komuniści po zakończeniu II wojny światowej chcieli w pierwszej kolejności umocnić swoją dyktaturę, dlatego nie reagowali zbyt stanowczo na informacje, że na wschodzie z rąk Ukraińców giną ludzie, wysadzane są mosty, a kościoły podpalane. Kiedy władze zrozumiały, że na banderowców i tych, którzy ich wspierają, działa tylko i wyłącznie argument brutalnej siły, wówczas podjęto decyzję, o wysiedleniu Ukraińców i ostatecznym rozprawieniu się z banderowcami – mówi prof. Czesław Partacz, komentując 70. rocznicę akcji „Wisła”.

Według najnowszych badań, po wytyczeniu przez Stalina przyszłych granic państwa polskiego, za linią Curzona mieszkało około 700 tys. Ukraińców. Wysiedlenia w rzeczywistości rozpoczęły się po podpisaniu umowy między PKWN a ZSRR we wrześniu 1944 roku, w ramach której ludzie Stalina przetransportowali ze wschodniej Polski do swojego kraju prawie 500 tys. Ukraińców. – Operacja ta została przerwana przez kolejny „Wielki Głód”, jaki zapanował w ZSRR w 1946 roku. Ukraińcy widząc „sowiecki dobrobyt”, zaczęli z powrotem masowo uciekać do Polski – zaznacza historyk w rozmowie z portalem PCh24.pl.

W tym czasie na terenie Polski przebywało około 2 tys. banderowców dokonujących kolejnych aktów terroru wobec Polaków. – Proszę sobie wyobrazić, że w tamtym strasznym okresie co miesiąc dochodziło do ponad 100 brutalnych napaści na naszych rodaków ze strony Ukraińskiej Powstańczej Armii. 70 lat temu w województwach rzeszowskim i lubelskim śmierć była niczym kromka chleba – Polacy ginęli codziennie i to na ogromną skalę – podkreśla prof. Partacz.

Zdaniem historyka, UPA stosowała wówczas wobec Polaków wiele „sprawdzonych metod”, wykorzystywanych podczas ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. – Ukraińskie „misterium opętania” rozpoczęło się na nowo i towarzyszyło mu ponad trzysta okrutnych sposobów na mordowanie Polaków. Co gorsza: wyżywanie się na Polakach nadal dawało Ukraińcom „chorą satysfakcję”. Gwałcono młode kobiety, a następnie obcinano im piersi, uszy, nos, wydłubywano oczy. Kobietom w ciąży rozcinano brzuchy, wyciągano nienarodzone dziecko, które rozdeptywano na ziemi. Mężczyznom wycinano na czole symbol orła, rozcinano usta z obu stron i pisano „Polska od morza do morza” – relacjonuje.

Komuniści rządzący Polską nie mogli sobie pozwolić na tego typu „incydenty” na swoim terytorium. Zdaniem prof. Partacza działania banderowców na polskich ziemiach znajdowały szerokie poparcie m.in. u Nikity Chruszczowa i Ołeksandra Kornijczuka – jednych z najbliższych współpracowników Stalina. – Przez cały czas „molestowali” oni sowieckiego dyktatora, żeby ten odebrał Polsce Włodawę, Chełm, Zamość, Przemyśl, Lesko, Sanok aż po Nowy Sącz – zaznacza i dodaje, że terror dokonywany na Polakach przez zbrodniarzy OUN-UPA stanowił ku temu doskonały pretekst.

Ze względu na to, że komuniści w Polsce nie chcieli utracić tak ogromnej „strefy własnych wpływów”, a szafowanie ludzkim życiem przychodziło im z nie lada łatwością, podjęto decyzję o rozwiązaniu problemu, czyli o wszczęciu akcji „Wisła”. Bezpośredni impuls do rozpoczęcia operacji stanowiło zamordowanie sowieckiego generała Karola Świerczewskiego przebywającego na inspekcji w Bieszczadach 28 marca 1947.

– 28 kwietnia 1947 roku do realizacji operacji skierowano cztery dywizje piechoty KBW i wiele samodzielnych pułków wojskowych. Wysiedloną ludność przetransportowano kolejami na tak zwane „ziemie odzyskane”, czyli Dolny Śląsk, województwo Lubuskie, Pomorze Zachodnie oraz Warmię i Mazury. Podczas „załadunku” do wagonów oficerowie bezpieczeństwa publicznego prowadzili infiltrację. Na podstawie przeprowadzonego rozeznania wyodrębniono grupę 3873 Ukraińców. Były to osoby, które uznano za współpracowników UPA. Dominowali wśród nich kalecy, ludzie starsi i dzieci, ponieważ banderowcy założyli, że nie spadną na nich żadne kary. Dlatego też chętnie korzystali z ich „usług” – mówi prof. Partacz. Dodaje, że „zatrzymani” zostali osadzeni w obozie przejściowym w Jaworznie. Tam z powodu chorób, złych warunków bytowych i „działań” podejmowanych przez „klawiszy” zmarło około 150 z nich.

W ocenie prof. Partacza, akcji „Wisła” nie można nazwać deportacją, mimo jej wielu zbrodniczych aspektów. – W języku polskim słowo „deportacja” ma swoje określone znaczenie i oznacza: wywiezienie na pewną śmierć skąd nie ma powrotu, a jedynym sposobem na skrócenie cierpień jest szybka śmierć. Ukraińców wywieziono na ziemie zachodnie, częściowo zagospodarowane przez Polaków, m.in. uciekinierów ze wschodu, ale nie tylko. Trafili oni tam oczywiście na gorsze gospodarstwa, ponieważ nie zostały one „przejęte” przez wcześniej przybyłych Polaków – twierdzi. Jednocześnie zaznacza, że największymi ofiarami przesiedleń byli ci, którzy trafili do Państwowych Nieruchomości Rolnych, czyli późniejszych PGR-ów. Panujące tam warunki wielu ludziom odbierały jakiekolwiek perspektywy na przeżycie.

Dla wielu jednak przesiedlenie okazało się „wielką szansą”. – Po dojściu do władzy Gomułki otrzymali oni znaczne wsparcie ze strony państwa. Każdy, kto udowodnił, że jego gospodarstwo na wschodzie zostało spalone mógł liczyć na rekompensatę finansową od państwa polskiego. Było to wielkim szokiem dla Polaków! Na tak zwanych ziemiach odzyskanych mieszkało wielu kresowiaków, którzy często uciekali przed banderowcami w przysłowiowej „jednej koszuli”. Oni nie dostali żadnego wsparcia! Ukraińcom zaś przyznano ogromne sumy, wybudowano domy, budynki gospodarcze etc. – oburza się prof. Partacz.

Inny „pozytywny aspekt” akcji „Wisła”, stanowiła możliwość wykształcenia przez Ukraińców „ogromnej rzeszy inteligencji: sędziów, adwokatów, policjantów, wojskowych, nauczycieli itd.”. Efektem tych działań jest, w opinii prof. Partacza, „potężne lobby ukraińskie w Polsce”. – Podejmowane przez nich działania mają doprowadzić do wygrania przegranej 70 lat temu wojny. Chodzi przede wszystkim o to, aby państwo polskie zwróciło im swoje wschodnie ziemie i wypłaciło ogromne rekompensaty finansowe – uważa historyk.

Prof. Partacz przyznał również, że państwo polskie powinno diametralnie zmienić swoją politykę w stosunku do Ukrainy. – Wystarczy trzymać się starej zasady: co ty mnie, to ja tobie! Jak do tej pory my bez przerwy ich przepraszamy, my ciągle wszystko im dajemy, a oni wystosowują wobec nas kolejne żądania! Pamiętam jak po spotkaniu prezydenta Dudy z prezydentem Poroszenką, kiedy podpisano umowę o przekazaniu przez Polskę Ukrainie 1 mld euro, polski prezydent dał wtedy Poroszence kartkę, na której była napisana prośba o zwrot kilku polskich kościołów, m.in. we Lwowie, w Winnicy. Prezydent Poroszenko chętnie przytulił wysłane pieniądze, po czym odpowiedział, że on nic nie może zrobić, bo nie ma takiej władzy. Tak się nie robi polityki! – zakończył prof. Partacz.

Tomasz Kolanek, pch24.pl

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here