Przybywa wątpliwości wokół śmierci posła Rafała Wójcikowskiego!

1
14297

Okoliczności śmierci posła klubu Kukiz’15 wciąż nie są w pełni jasne. Co więcej, w sprawie pojawiają się kolejne wątpliwości. Zastrzeżenia do akcji ratowniczej mają niektórzy strażacy oraz świadek zdarzenia. Sprawą wypadku samochodowego w którym zginął broniący życia w Sejmie Rafał Wójcikowski zajmuje się łódzka prokuratura.

Strażacy z OSP z Woli Pękoszewskiej uważają, że to oni powinni zostać wezwani na miejsce tragicznego wypadku, gdyż dysponują specjalistycznym sprzętem medycznym umożliwiającym skuteczniejszą walkę o ludzkie życie. Zdaniem chcącego zachować anonimowość strażaka, jego jednostka przybyłaby na miejsce zdarzenia zaledwie o dwie minuty później niż wezwana ekipa z Paplina.

Rzecznik łódzkiego komendanta PSP widzi sprawę inaczej i przekonuje, że dyspozytor zachował się prawidłowo wzywając wyłącznie ochotników z najbliższej jednostki. – Miejsce, w którym doszło do wypadku, znajduje się na terenie tzw. obszaru chronionego właśnie tej jednostki – mówi cytowany przez „Rzeczpospolitą” St. kpt. Jędrzej Pawlak. Podkreśla, że ze zgłoszenia wypadku do dyspozytora nie wynikało, że wypadek miał tak tragiczne okoliczności.

ZOBACZ: PILNE! „Smutni panowie” grozili posłowi Wójcikowskiemu! Nagranie z 14 stycznia 2017 roku!

Kolejne wątpliwości co do działań po wypadku ś.p. posła Rafała Wójcikowskiego dotyczą akcji reanimacyjnej. Po jednostce OSP z Paplina na miejsce przybyli zawodowi strażacy. Zdaniem dzwoniącego do Programu 1 Polskiego Radia świadka zdarzenia zbyt długo uruchamiali defibrylator. Stracili w ten sposób cenny czas, podczas którego parlamentarzysta klubu Kukiz’15 jeszcze oddychał. Jednak również w tej sprawie st. kpt. Pawlak uważa, że nie popełniono błędu i postąpiono zgodnie z procedurami. Rezygnacja z ich zastosowania mogłaby wzbudzić jeszcze większe zastrzeżenia.

Długo na miejscu nie pojawiała się również karetka – przybyła na tragiczny odcinek drogi S8 dopiero o godzinie 7:05. Do wypadku doszło po godzinie 6. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że jednostka dotarła dopiero po 40 minutach od zgłoszenia. Rzecznik Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi wyjaśnia jednak, że karetka musiała jechać okrężną drogą, gdyż nie zamknięto ruchu na drodze S8 i niemożliwe było jechanie pod prąd.

Obecnie sprawę bada łódzka prokuratura. Śledczy analizują, czy w akcji ratowniczej po wypadku tragiczne zmarłego posła Wójcikowskiego nie popełniono błędu. Jak donosi „Rzeczpospolita”, przesłuchano już świadka mówiącego o nieprawidłowościach.

Za: pch24.pl, źródło: „Rzeczpospolita”

Komentarze:

komentarzy

1 KOMENTARZ

  1. procedury, procedury …wszystko w porządku bo zmarł zgodnie z procedurą, PARANOJA, nawet z ratowników zrobili urzędników.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here