Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Projekt uchwały tak pospiesznie przepychany przez polski Sejm, polsko-ukraińskiej uchwały, prawdopodobnie świadczy o dużym sukcesie filmu „Wołyń” i o tym, że inicjatorzy tej uchwały, zarówno z polskiej, jak i z ukraińskiej strony, być może już wcześniej spodziewali się jego oddźwięku i chcą przykryć wrażenie, jakie „Wołyń” sprawia. A wiemy, że cieszy się on niesamowitą popularnością i frekwencją w Polsce, a z drugiej strony jest zakazywany na Ukrainie.

Pan marszałek Terlecki, uzasadniając celowość podjęcia takiej uchwały, wskazał na kontekst geopolityczny i na kontekst wojny, jaka się toczy w Donbasie, zajęcia Krymu, tym samym mówiąc wprost, że może nie kłamstwa, ale zamilczenia, które prowadzą wprost do kłamstwa historycznego, obecne w tej uchwale, tak naprawdę muszą zostać złożone na ołtarzu geopolityki. Tak że dzisiaj prawdę historyczną dotyczącą ludobójstwa na Wołyniu składamy na ołtarzu geopolityki.

I słusznie tutaj poseł Brynkus zwrócił uwagę, że to już było, że poczucie polskiej podmiotowości, poczucie ważności kwestii, której dotyka tematyka kresowa, dla polskiej tożsamości narodowej już było składane przez minione 50 lat okresu komunistycznego na ołtarzu dobrych relacji, dobrych relacji Polski Ludowej i Związku Sowieckiego. I dzisiaj znowu będzie składanie prawdy historycznej na ołtarzu relacji. Ale zwracam uwagę też na jeszcze inny aspekt tej uchwały.

Mianowicie mowa jest tam również o przyszłym członkostwie Ukrainy w NATO. Szanowni państwo, tak samo jak nieodpowiedzialne ze strony polityków europejskich było mamienie Ukraińców szybkim wstąpieniem do Unii czy integracją z Unią Europejską – mamienie, ponieważ w Zachodniej Europie nie ma woli rozszerzenia o duże kraje, takie jak Ukraina czy Turcja – tak samo, biorąc pod uwagę konflikt dotyczący Krymu, który będzie trwał jeszcze dziesiątki lat, tzn. dziesiątki lat będzie się utrzymywała sytuacja, w której Ukraina będzie zgłaszała roszczenia do Krymu, a Rosja będzie tam faktycznie obecna terytorialnie, nie ma mowy o przyjęciu do NATO państwa z tak nieuregulowaną sytuacją. To oznacza, że po raz kolejny myślenie życzeniowe prowadzące na manowce geopolityczne jest zawarte w tej uchwale, że to jest wyraz wyłącznie romantycznej wizji.

I tu dochodzimy do konkluzji. Oczywiste jest, że być może po raz pierwszy od 1989 r. w tym Sejmie głównie ze względu na obecność ruchu narodowego, środowiska narodowego nie ma zgody na geopolityczne definiowanie polskiej polityki wschodniej w sposób romantyczny, mesjanistyczny, prometeistyczny. Tak, uważamy, że na wschodzie powinniśmy się kierować zasadą egoizmu narodowego. I zasadniczo kwestia sporu ukraińsko-rosyjskiego jest kwestią, która nas dotyczy o tyle, o ile możemy na tym skorzystać lub stracić, natomiast w tej sprawie powinniśmy zachowywać się asertywnie.

Wysoki Sejmie! Ta uchwała jest wyrazem wiary w to, że bez powiązania silnymi interesami o charakterze gospodarczym, politycznym my jesteśmy w stanie zadekretować tak naprawdę przyjaźń z Ukrainą tak samo jak politycy, którzy występowali na Majdanie, mówili o wdzięczności. Otóż, szanowni państwo, w polityce międzynarodowej nie ma kategorii wdzięczności. Jest kategoria, co najwyżej, niewdzięczności. Nie ma takich kategorii w relacjach pomiędzy narodami. Może być przyjaźń, może być nieprzyjaźń. Istotą jest istnienie rzeczywistych wspólnych, stabilnych interesów. Jeśli nie potraficie wykazać żadnych innych niż deklaracje historyczne w tej sprawie i deklaracje woli, to znaczy, że tych interesów fundamentalnych po prostu nie ma i że Polska w stosunku do każdego z państw na wschodzie powinna kierować się właśnie zasadą egoizmu narodowego, na zachodzie zresztą też.

Nie ma zgody też na to, żeby na forum polskiego Sejmu każdy, kto uważa, że fundamentalnym zagrożeniem w XXI w. dla Polski jest globalizm w trzech wymiarach: w wymiarze politycznym, tzn. w wymiarze ograniczania, likwidowania suwerenności państw narodowych przez instytucje, takie jak Unia Europejska, w wymiarze ekonomicznym, m.in przez umowy o wolnym handlu, takie jak CETA i TTIP, i w wymiarze kulturowym przez agresję marksizmu kulturowego, każdy, kto tak postrzega to jako fundamentalne zagrożenie dla polskiego narodu, dla polskiej przyszłości, dla polskiej państwowości w XXI w był spychany na margines – w debacie jest mowa o ruskich agentach. Nie ma na to zgody. To uwłacza polskiemu Sejmowi. Macie prawo do tego, żeby w sposób metafizyczny traktować zagrożenie ze strony Federacji Rosyjskiej: potencjalne, realne, wyobrażone, ale nie macie prawa, żeby w debacie geopolitycznej ludzi, którzy prezentują inny sposób myślenia, od razu szufladkować i klasyfikować. Bo gdyby… (Poseł Sławomir Nitras: Jeszcze nikt nic nie powiedział.) …tak klasyfikować, to można mówić i o agentach izraelskich, amerykańskich czy wreszcie ukraińskich. Dziękuję. (Oklaski)

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ