Umowy śmieciowe i tysiące nadgodzin standardem w resorcie zdrowia.

1
4264

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła inspekcję w Ministerstwie Zdrowia, którego szefem jest znany lekarz Konstanty Radziwiłł. Kontrolerzy wykazali, iż standardem w tym resorcie jest zatrudnianie pracowników na umowach śmieciowych, natomiast liczba nadgodzin przepracowanych przez urzędników wyniosła już niebagatelną liczbę dwunastu tysięcy.

Analiza sporządzona przez kontrolerów z NIK wskazuje, że w ubiegłym roku blisko 323 z 650 pracowników Ministerstwa Zdrowia miało wypracowane nadgodziny, zaś ogółem uzbierało się ich łącznie 12,4 tys. co daje prawie 40 nadgodzin na jednego urzędnika. Swoisty rekord padł jednak w Departamencie Analiz i Strategii, gdzie średnio jeden pracownik miał na swoim koncie blisko 119 nadgodzin przepracowanych w ubiegłym roku.

Ponad 6,8 tys. nadgodzin nie zostało przy tym odebranych, a więc pracownicy nie mogli odebrać dnia wolnego od pracy mimo istniejących odpowiednich zapisów prawnych w tej sprawie. To nie jedyna niepokojąca kwestia związana z nadgodzinami, ponieważ 16 osób zatrudnionych w resorcie przekroczyło roczny limit pracy nadliczbowej, czyli spędziło w pracy więcej niż 150 godzin. Dodatkowo Ministerstwo Zdrowia nadużywa umów cywilnoprawnych, znanych powszechnie jako umowy śmieciowe, w przypadkach nakazujących zatrudnienie pracowników na etat.

Resort odpowiadając na zarzuty stwierdził, iż w porównaniu do sytuacji z początku ubiegłego roku liczba nadgodzin znacząco malała, natomiast pracownicy sukcesywnie odbierają należne im dni wolne od pracy. Według „NSZZ Solidarność” pogorszenie się warunków pracy w Ministerstwie Zdrowia miało już miejsce za czasów ministra Bartosza Arłukowicza, ale odkąd rządzi Prawo i Sprawiedliwość spora część patologii miała jeszcze bardziej się rozszerzyć.

Za: autonom.pl na podstawie: money.pl

Komentarze:

komentarzy

1 KOMENTARZ

  1. Najgorsze co można zrobić to wrzucać całą służbę zdrowia do jednego worka! Potem wychodzą „kwiatki”, że społeczeństwo myli lekarzy z ratownikami (tych to nawet z sanitariuszami) i pielęgniarkami. Najbardziej pomiataną grupą zawodową w służbie zdrowia są ratownicy medyczni – To oni zarabiają minimalną krajową! Zdarza się, że salowy zarabia więcej. Znam ratowników medycznych, którzy „wyrobili” na kontrakcie 600 godzin w ciągu miesiąca – normą jest po 300 h!I to wszystko po to, aby zarobić tyle ile inni zarabiają w normalnych godzinach pracy. Do tego dochodzą szkolenia na własny koszt, ciągły samorozwój oraz ogromna odpowiedzialność za minimalne zarobki. Jest to zawód do łatania niekompetencji urzędników… Gdy zajdzie potrzeba to poprzez rozporządzenia i zmiany w ustawie obciąża się ratowników dodatkowymi kwalifikacjami i obowiązkami – zakres „pomiatania jest ogromy! Ratownik może wykonywać czynności typowe dla lekarza, ale jak zajdzie potrzeba to i salowego! Ma ratować, dbać i sprzątać… Jeśli są strajki to i tak podwyżki dostają lekarze i pielęgniarki – ratowników się pomija. Jeżeli ktoś uważa, że lekarze pracują za minimalną krajową to się ośmiesza! Na szczęście ta grupa zawodowa, w przeciwieństwie do ratowników, się szanuje. Ratownikom zaczyna przychodzić rozum do głowy i emigrują do Anglii, gdzie są mile widziani i dobrze opłacani. Jeśli ktoś chce zostać ratownikiem medycznym w naszym pięknym kraju to szczerze odradzam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here