Przedstawiony przez Radę Ministrów ˝Raport o stanie spraw publicznych i instytucji państwowych na dzień zakończenia rządów koalicji PO-PSL (2007-2015)˝.

Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski:

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Pani Premier! Stan, w jakim zastałem polską politykę zagraniczną, określam najbardziej eufemistycznie jako niezadowalający. Ze względu na ograniczenie czasu skupię się tylko na dwóch kluczowych kwestiach.

    Po pierwsze, w latach 2007-2015 podjęto szereg błędnych decyzji politycznych, które de facto osłabiły pozycję międzynarodową Polski. Te decyzje były podejmowane albo wskutek nierozpoznania kierunków rozwoju sytuacji międzynarodowej, albo jako owoc osobistych ambicji konkretnych osób. Po drugie, zasoby, którymi dysponowała Polska, nie były optymalnie wykorzystywane do realizacji polskich interesów w konsekwencji tych błędnych decyzji, o których przed chwilą wspomniałem, ale także dlatego, że MSZ jako instytucja odpowiedzialna za realizację zadań i celów polskiej polityki zagranicznej było zarządzane w szczególny sposób – autorytarny, charakteryzujący się nadregulacją wynikającą z wiary w moc aktów prawnych niższej rangi. Zarządzone audyty i kontrole wykazały jasno, że wiele procedur i przepisów wewnętrznych nie było przestrzeganych, np. przepisy dotyczące realizacji inwestycji krajowych i zagranicznych, ewidencjonowania majątku, zawierania umów przez placówki, rozliczania kosztów delegacji służbowych. Błędne decyzje moich poprzedników były wielokrotnie przeze mnie i innych polityków mojej partii krytykowane. Od 6 miesięcy naprawiamy i odwracamy ich negatywne skutki.

    Priorytety polityki zagranicznej rządu Prawa i Sprawiedliwości przedstawiłem pod koniec stycznia Sejmowi. Informacja o konkretnych działaniach zrealizowanych w MSZ przez ostatnie 6 miesięcy znajduje się też w dokumencie zbiorczym przygotowanym dla pani premier w ostatnich dniach.

    O dwóch kwestiach chciałem teraz powiedzieć – o błędnych decyzjach politycznych i złym zarządzaniu. Główną przyczyną stanu, w jakim zastałem polską politykę zagraniczną, przychodząc do MSZ po latach, były niewystarczające nasze własne, polskie zdolności do analizy tego, co dzieje się w otoczeniu międzynarodowym czy, szerzej, analizy szybko zmieniającej się sytuacji międzynarodowej. Nawet jeżeli taka analiza była gdziekolwiek prowadzona, jej wyniki nie przekładały się na działania operacyjne polskiej polityki zagranicznej. Apriorycznie przyjmowano na poziomie rządu błędne założenia. Przykładowo pamiętamy hasło: płynąć w głównym nurcie, wystarczy być w nurcie europejskiej polityki. Skupiano się na kwestiach wizerunkowych, a nie na ochronie rzeczywistych interesów Polski, unikano trudnych tematów w rozmowach z sojusznikami z NATO czy partnerami z Unii. Tutaj też była biała flaga, wspominana wielokrotnie dzisiaj przez moich kolegów. Szukano za wszelką cenę kompromisów, de facto drogą ustępstw czy nawet wasalizacji. Do dziś nie wiem, dlaczego np. tak wiele energii poświęciliśmy na troskę o formę polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, a nie o jej treść.

    Czy ktoś z państwa pamięta priorytety, jakie przyświecały polskiej prezydencji w 2011 r.? Jeśli je przeczytam, to dzisiaj zabrzmi to jak żart. ˝Integracja europejska jako źródło wzrostu˝. Krzyczano: Więcej Europy! Dzisiaj ˝więcej Europy˝ to więcej kryzysu w Polsce. Drugi priorytet: ˝Bezpieczna Europa˝. Odnosiło się to do zewnętrznej polityki energetycznej, wzmocnienia zarządzania gospodarczego itd. Dzisiaj mamy już nie tylko Nord Stream I – za chwilę będzie budowany Nord Stream II. Trzeci: ˝Europa korzystająca na otwartości˝. Wiemy dzisiaj, jak skorzystaliśmy na otwartości. Miał być rozwój Partnerstwa Wschodniego, europejskiej polityki sąsiedztwa. Ta polityka doprowadziła m.in. do Majdanu na Ukrainie. Ile to kosztowało? 430 mln zł przez 6 miesięcy, 2 mln z hakiem dziennie. Było to obsługiwane przez ponad 1200 urzędników polskich w kraju i za granicą.

    Pytałem, czy coś udało się zrealizować. Bączek.

    (Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski pokazuje bączek – symbol polskiej prezydencji, wesołość na sali)

    To miał być gadżet promujący polską prezydencję, polską innowacyjność, polską technikę. Niestety nie działa. Nie działa.

    (Poseł Agnieszka Pomaska: Trzeba umieć.)

    Jest wyprodukowany w taki sposób, że jest niezrównoważony i nie działa. (Oklaski)

    Ile? Dziesiątki tysięcy.

    (Poseł Agnieszka Pomaska: Bo trzeba umieć nakręcić.) (Gwar na sali, dzwonek)

    (Poseł Artur Szałabawka: Skandal!)

    Ołówek ekologiczny. Myśl techniczna, ale z logo…

    (Poseł Piotr Kaleta: Może to zaczarowany ołówek był?)

    …pięć strzałek do góry, kolorowych – wymyślone logo. Wiecie za ile? 94 tys. zł, 94 tys. zł za te strzałki.

    (Poseł Agnieszka Pomaska: Ten jeden?)

    (Poseł Monika Wielichowska: Panie ministrze, czy możemy się pobawić?)

    To jest polityka promowania, którą zarówno w okresie prezydencji, jak i po prezydencji prowadzono. Polityka, którą nazywamy pedagogiką wstydu. Podstawową książką, którą chciano wtedy zachłysnąć Europę, była praca ˝Inferno of Choices˝, tj. ˝Piekło wyborów˝.

    (Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski pokazuje książkę, o której mówi)

    To była praca, która umożliwiła potem niesławnemu historykowi tezę, że Polacy zabili więcej w czasie Holocaustu niż ktoś inny.

    (Poseł Dominik Tarczyński: To jest skandal!)

    To jest praca, która wisiała tam przez lata, która pokazywała, że Polacy są odpowiedzialni za to, co się stało w czasie II wojny światowej w Polsce.

    (Poseł Sławomir Nitras: Kto tu jest niezrównoważony, panie ministrze?)

    (Poseł Piotr Kaleta: Wstyd! Czarek, słyszysz?)

    To jest praca, która dowodziła, że Polacy mieli w Polsce okupowanej wybór – mogli pomagać, a nie pomagali.

    Jeśli myślicie, że to jest koniec, to się mylicie.

    (Poseł Agnieszka Pomaska: Jeśli nie ma się nic do powiedzenia, to się przychodzi z gadżetami, panie ministrze.)

    Rok Chopina. Pomijam już komiks i jego wartość artystyczną, ale słownictwo… jest jeszcze przed dobranocką, nie zacytuję. Wystarczy, że państwo…

    (Poseł Anna Milczanowska: Rewolucyjne.)

    …puścicie sobie taśmę od Sowy i Amber Gold. To jest ten sam język. (Oklaski)

    (Poseł Sławomir Nitras: Za waszych rządów nie ma już dobranocki.)

    Tak miano docierać do uczniów i studentów – tym samym językiem o anatomii człowieka.

    (Poseł Elżbieta Radziszewska: I to jest poważna analiza polityki zagranicznej? Kabaret.)

    (Poseł Artur Szałabawka: No tak, bączek.)

    W moim wystąpieniu przed Wysokim Sejmem pod koniec stycznia opisałem w sposób pozytywny priorytety polityki zagranicznej rządu pani premier Beaty Szydło, przedstawiłem to, co chcemy robić. Dziś z dumą mogę stwierdzić, że priorytety są realizowane.

    Oceniając politykę minionych 8 lat, tylko sygnalnie przypomnę, jak wiele błędów popełniono w polityce wobec np. Federacji Rosyjskiej, gdzie zabrakło rzetelnej analizy sytuacji wewnętrznej w Rosji, a prognozy jej rozwoju okazały się całkowicie nietrafne. Dziś mamy dokumenty już w MSZ-cie, które pokazują, jak grano z Rosją przed Smoleńskiem i jak grano z Rosją po Smoleńsku.

    W czasie kryzysu na Ukrainie Polska nie znalazła się w tzw. formacie normandzkim. Nie wykorzystaliśmy wszystkich instrumentów, by w tym formacie się znaleźć. W czasie niedawnej wizyty w Mińsku od prezydenta Łukaszenki dowiedziałem się, że w kwietniu 2014 r. jednak proponował premierowi Tuskowi włączenie się Polski w działania na rzecz rozwiązania konfliktu zbrojnego na wschodniej Ukrainie. Doprowadził do porozumienia w Mińsku. To do niego przyjechali ludzie ze świata, z Berlina i Francji. Tusk odmówił, a twierdził, że to nas wykluczono.

    (Poseł Sławomir Nitras: No to do sądu się nadaje.)

    Sam się wykluczył z możliwości rozwiązania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. (Oklaski)

    (Poseł Elżbieta Radziszewska: Z wiarygodnego źródła pan minister wziął, bardzo.)

    (Poseł Sławomir Nitras: Pan ma jakiś kompleks, panie ministrze.)

    Stosunki z Białorusią przez kilka ostatnich lat były de facto zamrożone. Pomimo bliskich kontaktów z Berlinem poprzedniemu rządowi nie udało się osiągnąć korzystnego dla Polski porozumienia z rządem Republiki Federalnej Niemiec w takich sprawach, jak oczywiście sytuacja polskiej mniejszości w Niemczech, Nord Stream 1, Nord Stream 2, polityka migracyjna oraz wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

    Również działania na rzecz zacieśniania relacji Warszawa – Paryż nie zakończyły się sukcesem, o czym świadczy chociażby nieuwzględnianie Polski w głównych inicjatywach francuskich oraz podejmowanie wielu działań w ramach polityki skierowanej do wschodniego i południowego sąsiedztwa Unii przez Francję, wspólnie z Niemcami, z pominięciem Polski i choćby formatu weimarskiego.

    Dynamika naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi przez ostatnie lata bardzo osłabła. Poznaliśmy nawet obraźliwy termin na nazwę tych stosunków, również z Amber Roomu i Sowy. Obecnie tę dynamikę przywróciliśmy, czego dowodem jest intensywność kontaktów międzyrządowych w ostatnich miesiącach. Realizujemy program Prawa i Sprawiedliwości zawarty w dokumentach z 2014 r. i 2015 r. Program przewidywał przede wszystkim, że polityce zagranicznej zostanie przywrócony charakter podmiotowy. Zgodnie z ww. dokumentami odbudowaliśmy solidarność regionu, aby stworzyć koalicję państw Europy Środkowo-Wschodniej, tak by Polska mogła stać się rzecznikiem interesów regionu w Unii i NATO. Zgodnie z koncepcją śp. Lecha Kaczyńskiego zbudowano liczącą 16 państw oś północ – południe na wschodzie Europy. Odbudowujemy silne relacje ze Stanami Zjednoczonymi w dziedzinie bezpieczeństwa.

    Politykę pozaeuropejską, szczególnie w dziedzinie gospodarczej, opieramy również na takich kwestiach, jak nowe relacje z Chinami, dla których Polska może stać się wrotami do Europy. Przywracamy placówki w Azji i Afryce.

    Relacje z Unią są oparte na stałym dialogu oraz na uczestnictwie w podejmowanych w Brukseli decyzjach, takich jak porozumienie z Turcją, fundusze dla Grecji, budowa europejskiej straży granicznej, pomoc w ochronie granic na Węgrzech, w Słowenii, Macedonii.

    Polska pozbyła się w ostatnich latach również wielu instrumentów oddziaływania międzynarodowego. Wskażę chociażby tylko jeden. Do dziś nie wiem, dlaczego Polska zrezygnowała z udziału w operacjach pokojowych ONZ. Udział w tych operacjach nie wiązał się z dużym zagrożeniem dla uczestniczących w nich żołnierzy, a koszty udziału w tych operacjach były zawsze refundowane przez ONZ. Był to ważny instrument oddziaływania na forum międzynarodowym, tak bardzo dzisiaj potrzebny i tak bardzo dzisiaj brakujący w rozgrywce o solidarne zachowania.

    To błędne rozeznanie sytuacji międzynarodowej szczególnie intensywnie ujawniło się po roku 2010. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamiast być miejscem refleksji nad polską polityką zagraniczną i jej kreowania, zajmowało się raczej promocją ówczesnego ministra. Podobnie rzecz się miała z nadzorowanym przez MSZ Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych, co dobitnie wykazała zarządzona przeze mnie kontrola. Wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku padną zarzuty prokuratorskie. (Oklaski) PISM przechodzi obecnie proces gruntownych zmian. W pewnym momencie cele polskiej polityki zagranicznej zostały zdominowane przez starania szefa MSZ o uzyskanie wysokiego stanowiska w organizacjach międzynarodowych, a chwilę później przez staranie o uzyskanie innego wysokiego stanowiska dla nadszefa szefa MSZ albo szefa szefów z Kaszub, można powiedzieć.

    Warto zapytać: Jaki jest pożytek z tego wszystkiego dla Polski? Nie mam wątpliwości, że różne działania mojego poprzednika niewątpliwie przyczyniły się do wzrostu jego rozpoznawalności międzynarodowej, natomiast nie przyczyniły się konkretnie do realizacji polskich interesów.

    Znana była skłonność mojego poprzednika do szukania efektów wizerunkowych za wszelką cenę. Takim działaniem obliczonym na efekt było np. stworzenie w roku 2012 Polskiego Instytutu Dyplomacji dublującego istniejącą już Akademię Dyplomatyczną, zadania Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i zadania własne MSZ-tu.

    (Poseł Sławomir Nitras: Wy akademię wojny robicie. Lepsza dyplomacja niż wojna.)

    (Poseł Grzegorz Długi: Wojna jest przedłużeniem dyplomacji.)

    Zarządzony przeze mnie audyt wykazał, że w przypadku Polskiego Instytutu Dyplomacji tylko 1/3 z prawie 8 mln była wydawana na działalność programową, czyli szkolenie pracowników MSZ. Reszta to koszty własne, koszty promocji ministra. Z tych powodów, właśnie finansowego i dysfunkcjonalnego, Polski Instytut Dyplomacji jest obecnie przekształcany.

    W tym kontekście chciałem zwrócić państwa uwagę na pewną ciekawostkę. Największe dwa wydarzenia tego roku, jakie stoją przed nami za kilka miesięcy, to szczyt NATO, który rozpocznie się na początku lipca, i Światowe Dni Młodzieży z udziałem papieża Franciszka. Otóż decyzja o tym, żeby przygotować szczyt NATO, została podjęta przez poprzedni rząd 27 października 2015 r., dwa dni po przegranych wyborach. Decyzja o tym, żeby organizować Światowe Dni Młodzieży z udziałem Franciszka, nigdy nie była podjęta, bo w ogóle nie zakładano, że rząd będzie to organizował, zakładano, że będzie to wymiar samorządowy, w Krakowie.

    (Poseł Sławomir Nitras: Co ty gadasz?)

    (Poseł Dorota Niedziela: Co pan opowiada?)

    (Poseł Artur Szałabawka: Co? Tak.)

    (Poseł Marzena Machałek: Prawdę opowiada. Szok?)

    (Poseł Artur Szałabawka: Panie Sławku, spokojnie.)

    (Poseł Sławomir Nitras: Musisz, Artur, trochę zasób słownictwa zwiększyć.)

    Chcę odnieść się teraz do zasobów, którymi dysponuje polska polityka zagraniczna. Są one z oczywistych względów ograniczone. Po 6 miesiącach w MSZ jestem przekonany, że w przyszłości nie były one wykorzystywane optymalnie. Do grudnia 2015 r. zamknięto 13 ambasad, głównie w Azji i Afryce, czyli na kierunkach biznesowych. Z jednej strony zakładaliśmy i krzyczano hasła: Go Africa! Go Iran! Go Asia! Jednocześnie zamykano placówki w tamtych regionach. (Oklaski) W tamtych latach ubyło też 18 konsulatów polskich, czyli mimo rosnącej migracji polskiej – ponad 2 mln Polaków w ostatnich latach wyjechało z Polski – konsulaty zamykano.

    (Poseł Sławomir Nitras: W Europie, gdzie nie ma potrzeby.)

    W Wielkiej Brytanii, w Irlandii. Jedź pan tam.

    (Poseł Sławomir Nitras: Otwierano akurat.)

    Tak, otwierano…

    (Poseł Dominik Tarczyński: Francja.)

    Zamierzone oszczędności kadrowe i finansowe…

    (Poseł Sławomir Nitras: Jesteś w Schengen, nie potrzeba konsulatów, człowieku. Minister ci to wytłumaczy.)

    Niech pan posłucha chwilę…

    (Poseł Artur Szałabawka: Nie nerwowo.) (Gwar na sali, dzwonek)

    Zamierzone oszczędności kadrowe i finansowe nie zmaterializowały się, gdyż etaty zlikwidowane w części placówek przenoszono do innych placówek.

    W MSZ próbowano radykalnie zmienić tryb obiegu informacji. Powstał niesławny, zacinający się, niefunkcjonujący elektroniczny obieg dokumentacji. Postawiono na szybkość przekazu kosztem bezpieczeństwa. Wbrew opinii służb wprowadzono sławny system telefonów, który nie gwarantuje żadnego bezpieczeństwa przekazywanych informacji. Równocześnie w latach 2007-2015 zlikwidowano punkty szyfrowe w 59 placówkach zagranicznych Polski. Polscy dyplomaci za rządów Radosława Sikorskiego w pewnym sensie oduczyli się pisania treściwych, niejawnych, pogłębionych materiałów analitycznych. Byli rozliczani z czego? Z tweetów. (Oklaski)

    (Poseł Dominik Tarczyński: Jakaś wirtualna polityka.)

    Drastycznie ograniczono możliwości techniczne przekazu informacji niejawnych, a dodatkowo kierownictwo MSZ wielokrotnie ostentacyjnie okazywało, że wiele lepiej, jak jest, i oczekuje przede wszystkim fajerwerków, efektów wizerunkowych, świecidełek, o których dziś mówiła pani premier. Co gorsza, dyplomatów zawodowych zmuszano do tego, aby brali udział w publicznych debatach politycznych i szermierce z politykami opozycji. Rozliczano ich z tego, czy publikują artykuły, czy korespondują, czy obrażają, czy są włączeni w propagandę rządu.

    Obecnie odtwarzamy łączność szyfrową z placówkami i zmieniamy kulturę pracy. Dzięki zarządzonym audytom i kontrolom odkryłem sporo przykładów niegospodarnego zarządzania mieniem Skarbu Państwa i środkami finansowymi. Kilka przykładów. W imieniu Skarbu Państwa MSZ stał się, za 22 mln zł, właścicielem byłej rezydencji jednego z ambasadorów w Warszawie. Jest to budynek, który w obecnym kształcie zupełnie nie odpowiada naszym potrzebom, praktycznie musi być wyburzony. Inny przykład. Podobnie w niejasnych dla nas okolicznościach doszło do zamiany zmodernizowanego niedawno budynku przy ul. Tynieckiej na zrujnowany obiekt znany pod nazwą Scena 2000. Tam z kolei planowano wybudować biurowiec dwukrotnie wyższy, niż pozwala na to lokalny plan zagospodarowania przestrzennego. Wskutek niedecyzyjności swojego kierownictwa MSZ stracił również możliwość dalszego korzystania ze sławnego pałacyku na Foksal, co na dziś oznacza brak własnej przestrzeni recepcyjnej. Także w przypadku inwestycji zagranicznych mieliśmy do czynienia z nieprzestrzeganiem obowiązujących procedur i brakiem właściwego nadzoru ze strony centrali. Najwyraźniej to widać na przykładzie niemocy co do realizacji budowy nowej ambasady RP właśnie w Berlinie. Na cały projekt Berlin wydano dotychczas 19 mln zł, ale co najmniej połowa tego to koszty niedecyzyjności. Mam tu jednak dobrą wiadomość: rozbiórka obecnego gmachu straszącego przy Unter den Linden w Berlinie została rozpoczęta i jesienią tego roku rozpocznie się budowa nowej ambasady. (Oklaski)

    Mówiąc o nieracjonalności, trzeba wspomnieć o nieracjonalności zatrudnienia. W centrali MSZ i na placówkach w listopadzie 2007 r., wtedy kiedy odchodziłem, pracowało ok. 2,5 tys. pracowników, na koniec 2015 r. -ponad 3 tys., z czego ponad 100 to tworzona od 2012 r. Służba Ochrony i Kontaktu. Ewidentnie mamy tu do czynienia z negatywnymi skutkami podjętej na początku 2012 r. przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych decyzji o zaprzestaniu realizowania przez BOR zadań ochronnych w 22 placówkach zagranicznych.

    (Poseł Dominik Tarczyński: Ale pizzę dostarczali.)

    Była to decyzja tym bardziej niezrozumiała, że ochrona placówek zagranicznych RP jest jedną z podstawowych funkcji ustawowych w zadaniach BOR-u, a przecież o wzrastającym zagrożeniu terrorystycznym było już wiadomo. Dziś stopniowo przywracamy ochronę BOR-u na placówkach.

    Ten wzrost zatrudnienia w MSZ tylko po części wynika ze skali nowych zadań. Ich liczba i zakres wzrosły w ostatnich latach rzeczywiście znacząco. Jednak niepokój budzą proporcje między personelem dyplomatycznym, merytorycznym a personelem administracyjno-pomocniczym w centrali. W ostatnich latach mamy też do czynienia z bezprecedensowym wzrostem zapotrzebowania, wbrew temu, co mówią koledzy, na usługi konsularne dla Polaków mieszkających na stałe lub czasowo za granicą. To jest emigracja, to jest rosnąca turystyka, widzimy większe oczekiwania dotyczące naszego wsparcia dla środowisk nowej emigracji, dla szkół polskich, Polonii za granicą. Szczególne potrzeby widzimy na Wschodzie, ale i na Zachodzie, tutaj przykładem jest Wielka Brytania. Dokonujemy przesunięć etatowych między placówkami, by lepiej odpowiadać na te potrzeby. Poprzedni resort tego nie uwzględniał. Osobną kwestią jest pomoc w sytuacjach nadzwyczajnych, np. podczas zamachów terrorystycznych, co niestety zdarza się coraz częściej, czy klęsk żywiołowych. Staramy się, by struktura centrali MSZ i rozmieszczenia placówek była dostosowana do zmieniających się potrzeb.

    Po dwóch najważniejszych wydarzeniach tego roku, wspomnianym już szczycie NATO i Światowych Dniach Młodzieży, planujemy istotne zmiany w strukturze MSZ. O autorytarnym, narcystycznym zachowaniu poprzedników nie będę już wspominał. Dodatkowe powstające w MSZ zarządzenia wewnętrzne po części paraliżowały resort miast ułatwiać pracę, a różne dokumenty, tzw. dobre praktyki, np. kadrowe, były od początku stosowane wybiórczo, co powodowało swoistą schizofrenię wśród pracowników. Szczególnie widocznie to było w polityce personalnej, która nie była podporządkowana zapewnieniu realizacji zadań polskiej polityki zagranicznej. Przykładem niech będzie mechanicznie przeprowadzone wartościowanie stanowisk, ignorujące zapis art. 9 ustawy o służbie zagranicznej stanowiącego, że stopnie dyplomatyczne są jednocześnie stanowiskami pracy. To się zmienia i będzie dalej zmieniać.

    Na koniec chciałbym jednak powiedzieć, proszę państwa, że poprzednicy przyczynili się wydatnie do poprawy stanu służby zdrowia. Otóż w roku 2009 Ministerstwo Spraw Zagranicznych zakupiło za kwotę ok. 5 tys. zł profesjonalny stół do masażu. (Wesołość na sali) Ten stół został w roku 2014 wraz ze swoim właścicielem przekazany protokolarnie oczywiście do Kancelarii Sejmu, by na początku roku 2016 wrócić do MSZ. Ostatnio stół został przekazany nieodpłatnie do jednej z państwowych placówek medycznych, do przychodni lekarskiej. Chwała fundatorowi! (Oklaski)

    (Poseł Dominik Tarczyński: Brawo!)

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here