Wołyń zakazany – decyzja Polskiego Instytutu w Kijowie pod naciskiem ukraińskiego MSZ!

0
18571

Zaplanowana na wtorek 18 października w Kijowie emisja filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” nie odbyła się. Termin prezentacji filmu o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dokonanym przez Ukraińców na Polakach został przełożony na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Polski Instytut w Kijowie posłuchał „rekomendacji” ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych o potrzebie zdjęcia filmu z ekranu, żenujące jest natomiast tłumaczenie polskiego MSZ, które po raz kolejny pokazuje słabość i brak determinacji w budowaniu rzetelnej wiedzy historycznej o dziejach Rzeczpospolitej. Dyrektor Biura Rzecznika Prasowego resortu kierowanego przez ministra Witolda Waszczykowskiego Rafał Sobczak, w wypowiedzi z 17 października dla Polskiej Agencji Prasowej poinformował, że pokaz „został przełożony z przyczyn technicznych” a nowy termin projekcji jest ustalany ze stroną ukraińską. Dziwne wyjaśnienie nijak miało się do informacji i przyczyn, jakie podawały portale ukraińskie, tym razem będące bliżej prawdy. Zaprezentowany przez Warszawę sposób tłumaczenia tego skandalu polskiej opinii publicznej dowodzi niezrozumiałego traktowania zbrodni wołyńskiej przez polską dyplomację, szukającą za wszelką cenę spokoju i nie narażania się adwersarzom, narzucającym własną i nieprawdziwą interpretację jednej z największych tragedii, jaka dotknęła Polaków w XX wieku.

Od czasu pokazania filmu w Polsce różne środowiska – także politycy i „eksperci” – próbują dowieść, że wejście na ekrany kin dzieła Wojciecha Smarzowskiego ma miejsce w niedobrym czasie. Jak widać, wśród niektórych środowisk opiniotwórczych zły czas na powiedzenie sobie prawdy o tym, co zgotowali nacjonaliści z UPA mieszkańcom Wołynia i Małopolski Wschodniej jest zawsze. Najpierw temat był zbyt drażliwy ze względu na rodzącą się niepodległość naszego wschodniego sąsiada, później Ukraina szarpana wewnętrznymi walkami i zmianami władz nie miała czasu na dokonanie rozliczeń z przeszłością, teraz też nie jest dobry czas z powodu walk w Donbasie i obrony spójności terytorialnej kraju. Jeżeli takie głosy nie spotkają się z sprzeciwem, za chwilę okaże się, że za produkcją i emisją „Wołynia” stoi sam Putin.

Zwolennicy takiej argumentacji nie widzą jednak drugiej strony medalu, że mimo sporów politycznych różnych frakcji oraz działań militarnych podejmowanych wobec separatystów kult Stepana Bandery kwitnie już nie tylko na zachodniej Ukrainie. Dzisiaj podwładni Stepana Bandery są traktowani przez demokratyczne władze w Kijowie jak bohaterowie, a marsze z pochodniami i portretami ideologa nacjonalizmu ukraińskiego są organizowane na całej Ukrainie, co przed Majdanem z lat 2013 – 2014 było nie do pomyślenia.

Zamiast pouczać Polaków o niestosowności pokazywania prawdy historycznej, korzystniejsze w dłuższym okresie byłoby wyjaśnienie roli UPA i brzemienia, które na tej organizacji ciąży. Bez zrobienia bilansu i naprawienia krzywd trudno będzie budować przyszłe dobrosąsiedzkie stosunki. Zamazywanie rzeczywistości i blokowanie emisji filmu u naszych sąsiadów zza Sanu i Buga tylko pogłębi nieufność do nich, a od braku zaufania do wrogości droga jest niedaleka. Trudne zadanie mają przed sobą politycy i dyplomaci ukraińscy, którzy znają nastawienie polskiej opinii publicznej do ludobójstwa wołyńskiego ale z drugiej strony mają poczucie lojalności wobec państwa, które próbuje budować świadomość narodową w oparciu o postacie, które prędzej czy później będą musiały być dokładnie prześwietlone przez dziennikarzy i historyków ukraińskich. W tym kontekście należy więc odnieść się do opinii wyrażanych przez ambasadora Ukrainy w Polsce, Andrija Deszczyci, który w dniu odwołania emisji „Wołynia” w Kijowie dość niespójnie próbował tłumaczyć zachowania ukraińskiego MSZ.

– Do pewnego stopnia rozumiem emocje Polaków. Nie do końca jednak w Polsce znana jest historia UPA – dla Ukraińców jest częścią ruchu o niepodległość i państwowość. Czasami walczyła z Polakami przeciwko okupantom, ale w Polsce jest wizja UPA i Bandery z czasów sowieckich. (…) to pokazuje dysproporcje wiedzy między Polską a Ukrainą – podkreślił w wypowiedzi dla onet.pl ambasador Republiki Ukrainy w Warszawie Andrij Deszczycia.

Należy się zgodzić z stwierdzeniem, że w Polsce nie do końca jest znana historia UPA, ale właśnie „Wołyń” ma szansę poprawić tę sytuację. Gorzej, że ukraiński ambasador nie odniósł się do faktu, że być może na Ukrainie istotna część działalności UPA nie jest znana, a zmiany prawa nie idą w kierunku pokazania rzeczywistej roli UPA w ludobójstwie lecz zmierzają do wyniesienia na piedestały szowinistów, dokonujących zbrodni na ludności cywilnej.

Można przypuszczać, że wycofanie się Polskiego Instytutu w Kijowie z emisji „Wołynia” to dopiero początek zamieszania spowodowanego bezprecedensową decyzją polskiej instytucji godzącej się na prewencyjną cenzurę filmu fabularnego. Trzeba bowiem podkreślić, że „Wołyń”, choć inspirowany rzeczywistą tragedią, jest filmem fabularnym i trudno mu zarzucić nieprawdziwość przedstawianych faktów. Zachowanie resortu spraw zagranicznych Kijowa powinno teraz spotkać się z reakcją w postaci prezentacji filmów dokumentalnych, wykorzystujących prawdziwe relacje i zdjęcia z czasów II wojny światowej. Być może wówczas łatwiej będzie cenzorom znad Dniepru zrozumieć intencje autora filmu fabularnego, mającego budować pomost w zrozumieniu dwóch narodów.

Sprzeczne z jakimikolwiek standardami starania o zaniechanie emisji filmu Wojciech Smarzowskiego szybko doczekały się komentarzy nie tylko w mass mediach w Polsce. Ukraiński tygodnik „Зеркало недели” zaraz 17 października przypomniał całą histerię spowodowaną uchwałą Sejmu RP z lipca tego roku o ustanowieniu 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Pisząc o reakcji Werhownej Rady Ukrainy z 8 sierpnia „Зеркало недели” przypomniało o tym, że właśnie ocena wydarzeń na Wołyniu dzisiaj najbardziej dzieli nasze społeczeństwa. Inny ukraiński portal ZN,UA podkreślił, że pierwsza w Kijowie emisja filmu „Wołyń” miała odbyć się z udziałem reżysera z stołecznym kinie „Kijów”, po filmie przewidziano dyskusję. Tymczasem działania ukraińskiego MSZ zburzyły program, a dyrektor Polskiego Instytutu w Kijowie wraziła zdziwienie, że po raz pierwszy doszło do wyzwolenia takich emocji przez emisję filmu, a tym samym strona ukraińska straciła okazję do zapoznania się z jego przekazem.

Przy opublikowanym w tym samym dniu doniesieniu rosyjskiej agencji RIA Nowosti o odwołaniu emisji „Wołynia” pojawił się odnośnik do wcześniejszego tekstu pod dużo mówiącym tytułem „W Kijowie i Warszawie szanse na porozumienie o Wołyniu zerowe”. Dla Rosji stan pogłębiania podziałów między Polską a Ukrainą jest dość wygodny, tym bardziej, że wroga wobec Federacji Rosyjskiej Ukraina nie może odciąć się od odpowiedzialności i suwerenności tworzenia swojej wizji historii.

Czy postępowanie dyplomatów z ukraińskiego MSZ czegoś nas nauczy? Z pewnością tego, że na zderzenie się z własną historią nie są przygotowane elity ukraińskie. Tak jak i nie są na to gotowi demonstranci niosący hasła zaczerpnięte wprost z UPA i portrety liderów odpowiedzialnych za tworzenie niebezpiecznych ideologii. Ideologii, które doprowadziły do podziału między żyjącymi dom w dom dwoma narodami, często żeniącymi się między sobą i wspólnie obchodzącymi święta, żyjącymi obok siebie i ze sobą od wieków.

W kwestii szybkości działania po nauki do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Kijowie należałoby wysłać nasze służby warszawskiego MSZ. Bulwersujące zachowanie kijowskich kolegów z dyplomacji przez cały dzień nie doczekały się reakcji, która zostałaby przedstawiona opinii publicznej. Na stronie polskiego MSZ o tym, co wydarzyło się 17 października w Kijowie jeszcze następnego dnia do godzin popołudniowych panowało milczenie.

Autor: PK, z serwisu pch24.pl

Komentarze:

komentarzy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ