Zdrada – Marian Hemar

0
1182

Wiersz Mariana Hemara: Zdrada

Obiektywnie, bez zbytniej
Emocjonalnej przesady,
Zastanówmy się wspólnie
Nad definicją zdrady.

Chciałbym zasięgnąć opinii
Kraju i emigracji:
Onegdaj, przed mikrofonem
Warszawskiej radiostacji,

Młody cwaniak, pisarczuk,
Rozradowany szalenie,
Wyrażał w waszyrn imieniu
Powszechne zadowolenie,

Wyrażał ulgę ojczyzny
I całego narodu,
Że już w granicach Polski
Nie ma ziemi od wschodu.

Wyrażał satysfakcję.
Że nowa Polska Ludowa
Jest bez naleciałości
Obcych, w rodzaju Lwowa,

Wilna Czy Nowogródka,
Czy Zbaraża czy Kowla.
Że już za nami Halicz,
Podhajce, Mińsk, Trembowla,

Jakiś Złoczów, nie Złoczów,
Krzemieniec, nie Krzemieniec –
To bardzo dobrze się stało.
Tak mówił ten młodzieniec.

Myśmy byli za Bugiem –
Taka jego nauka –
Na prawach kolonistów,
Znaczy, prawem kaduka.

Jak Anglia w Pakistanie,
W Gujanie, czy na Cejlonie,
Tak Polska miała na wschodzie
Nie swój kraj, lecz kolonie.

Jak Francuzi w Marokku,
W Tunisie, czy w Wietnamie,
Tak-żeż Polacy mieli
Kolonię w Ostrej Bramie.

Drohobycz – to tak, mniej więcej,
jak dla Holandii Celebes,
Czy Borneo – kolonia.
Tak przemawiał ten hebes.

Polak we Lwowie, jak jakiś
Murawiew, czy Nowosilców,
Zawsze czuł się nieswojo
Pośród obcych tubylców,

Bardzo mu byro przykro.
Przez sześćset lat, z uporem
Marzył tylko, jak przestać
Być kolonizatorem.

Duże szczęście dla Polski,
Że nasi hracia czerwoni
Zdjęli z nas ciężar i hańbę
Zagranicznych kolonii,

Że nie szczędząc wysiłków,
Ani ofiar, ni trudu,
Spełnili skryte marzenie
Cakgo polskiego ludu.

Oni nas wybawili,
Nasi niscy kamraci,
Od tej kuli u nogi,
Od tych wschodnich połaci.

Baba z wozu i koniom
Lżej – jak mówi przysłowie.
Tak Polsce lżej bez Lwowa.
Rosja teraz we Lwowie.

Niech nam wyjdzie na zdrowie
Dobry interes, kokos.
Tak z Warszawy, po polsku,
Mówił bezczelny młokos.
*
Wynajęli Polaka,
Pisarczuka psubrata,
Agenciaka, Zbigniewa
Florczaka, literata.

Dali mu Parę złotych,
Koszulę, buty i palto.
Nu, powiedzieli, teraz
Ty sam, po polsku chwal to.

Mów. I uwaŻaj, byśmy
Mordy tobie nie skuli
I forsy nie odebrali
I butów i koszuli.

Nie wiem czy nad Florczakiem
Stoi ubecki dozorczak
W radio, przy mikrofonie.
Wiem tylko, że ten Florczak

Polskę bez Lwowa zachwala
Z dziękczynną fanfaronadą.
Jeśli to nie jest zdrada,
Cóż jest – was pytam – zdradą?

Słucham z bolesnym wstydem
Florczaka tałatajca,
Jeśli on nie jest zdrajcą –
Kto – odpowiedzcie – zdrajcą?

Może ja nie mam racji
I mój sąd się nie liczy,
Bo ja, może, lwowianin,
Bo ja, może, stronniczy.

Wy to sami osądźcie,
Spokojnie, bez patosu,
Plebiscytem prywatnym,
Większością sumień i głosów.

A jeśli demokratycznie,
Obiektywnie i ściśle
Osądzicie Florczaka
Tak jak ja o nim myślę –

Może kto z państwa będzie
Tak grzeczny i tej swołoczy
Przy sposobności, splunie
W moim imieniu, w oczy.

Zapraszam do działu: Marian Hemar
MarianHemarPoezje

Komentarze:

komentarzy

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKolęda lwowska – Marian Hemar
Następny artykułCzy pani Marta… – Marian Hemar

Kochamy starą, zapomnianą, polską muzykę zaangażowaną politycznie. Z tej pasji zrodziła się idea stworzenia strony internetowej, którą dzisiaj możecie oglądać. Zainteresowania: historia Polski, polityka, kino i nowe technologie.
Jeśli chcesz pomóc czy opublikować swój artykuł zapraszam do działu „kontakt” w menu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here