w , ,

77 lat temu zgotowano Polakom na Wołyniu KRWAWĄ WIELKANOC! Nie zapomnimy!

Siadając dzisiaj do śniadania wraz z rodziną do suto zastawionego stołu czy spędzając swobodnie czas na rodzinnym spacerze – nie zapominajcie, że nie zawsze Polacy mogli cieszyć się ze Świąt Wielkanocnych. 77 lat temu na Wołyniu, w tym najważniejszym dla katolików okresie w roku, Ukraińcy dopuszczali się strasznych zbrodni na naszym rodakach.

Wyobraźcie sobie, że siedzicie dzisiaj w domu z rodziną – wpada kilku zwyrodnialców, bagnetem przebija Twojego ojca, gwałci wasze żony, siostry, dzieci nabija na pale a Ciebie żywcem podpalają. Takie rzeczy tam się działy i dokonywali ich ukraińscy zbrodniarze z UPA. A przypomnijmy, że na Wołyniu rok 2017 był rokiem UPA. Deputowani Swobody przeforsowali uchwałę…

Nigdy tego nie zapomnimy. Dzisiaj pomimo szerokiego wsparcia dla Ukrainy, polscy patrioci nie mogą bezkrytycznie patrzeć na rosnący kult Bandery na ziemiach ukraińskich. I od razu uprzedzam, nie – nie jestem ruskim agentem. Rosja jest moim zdaniem największym zagrożeniem dla Polski. W sytuacji kiedy pomordowani polscy cywile do dzisiaj nie doczekali się nawet godnego pochówku, a ukraińskie władze jawnie gloryfikują zbrodniarzy, wspieranie Ukrainy jest niszczeniem pamięci o pomordowanych i pluciem w twarz polskim kresowianom.

Zaangażowałem się w nagrywanie wspomnień osób, które przeżyły tamtą tragedię. Zachęcam Was do wysłuchania wspomnień Pana Mirosława, a już niedługo na YouTube umieszczę kolejne nagranie:

A poniżej wspomnienie z „krwawej wielkanocy na Wołyniu”…

ŁUCJA ARCZYŃSKA, BYŁA MIESZKANKA OSADY JANOWA DOLINA, POWIAT KOSTOPOLSKI W WOJ. WOŁYŃSKIM.

Mieszkałam od 1927 r. w Janowej Dolinie, pow. Kostopol, gdzie była kopalnia bazaltu. Cała Janowa Dolina usytuowana była w lesie. Przed wojną Janowa Dolina bardzo się rozbudowała i powstało piękne osiedle domków urzędniczych, drewnianych w stylu góralskim, otoczone lasami, a ulice i chodniki brukowane.

Mieszkałam wraz z mężem i dwojgiem dzieci przy ulicy Zet nr 4, w tym samym budynku mieszkali moi rodzice z bratem. Ojciec Bronisław Bogdanowicz pracował w biurze kopalni jako księgowy, natomiast mój mąż Witosław Arczyński, jako inżynier. Dyrektorem kopalni był inż. Szutkowski.

Zbliżały się święta wielkanocne 1943 r. W domach naszych było wszystko przygotowane do świąt. Z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek w nocy obudziły mnie krzyki i olbrzymi blask pożaru domów oraz nawoływania Ukraińców. Zbudziłam męża i dzieci. Zaczynał palić się nasz dom, a Ukrainiec krzyczał „Żeńka, pidpałaj dwery”, więc oknem uciekł mąż z córką – lat 8  i synem – lat 6, a ja zostałam, chcąc schwycić coś z odzieży dziecięcej, ale w tym popłochu i strachu nic nie wzięłam i również wyskoczyłam oknem. Strzelając za mną Ukrainiec ranił mnie w nogę i ranę tę mam do dziś – jest nie do zagojenia.

Ojciec mój, gdy spostrzegł, co się dzieje, podbiegł naprzeciwko budzić sąsiadów, a mama z bratem – lat 10 – dobiegła do nas do lasu. Gdy ojciec wyszedł z domu, Ukrainiec był tuż przy drzwiach, napadł go, postrzelił i spalił żywcem w ogródku obok wejścia do domu. Sąsiedzi, których ojciec [miał] budzić, byli ukryci w piwnicy i tam spłonęli – [nazywali się] Zakaszewscy.

Kryjąc się w lesie, widzieliśmy jak Ukraińcy, których przyjechało wozami bardzo dużo, okradali podpalane mieszkania, ładując zdobycz na wozy, oraz jak w okrutny sposób znęcali się nad naszymi wieloletnimi sąsiadami, przywiązując do drzew, odcinając kończyny, strzelając lub podpalając. Ponieważ ten pożar i okrutny mord niewinnych ludzi, a także spalenie ojca, którego zwłoki musieliśmy zostawić, nie pozwalał pozostawać bezczynnie – w jakimś momencie, gdy oprawcy byli zajęci, zaczęliśmy uciekać, a raczej kluczyć ostrożnie po lesie, gdyż cała Janowa Dolina była okrążona przez Ukraińców, aż dotarliśmy do rzeki Horyń. Potem powędrowaliśmy do babci do Żytynia [gm. Aleksandria, pow. Równe]. Obok Janowej Doliny były wsie zamieszkane przez Polaków, ale również zostały spalone, zrabowane, a ludność wymordowana.

Do dziś nie wiem, kto wówczas się uratował i co się stało z pomordowanymi. Gdzie znaleźli miejsce wiecznego spoczynku? Uratowanie się z tej pożogi i miejsca nieludzkiego mordu traktuję jako cud (…)

(w: Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945, Warszawa 2000, s. 1128-1129)

Co myślisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ładowanie…

0

Szwedzka dziennikarka ze znakomitym pomysłem „Usuńcie samochody, nie będzie zamachów!”

Porównanie CEN i ZAROBKÓW pomiędzy POLSKĄ a NIEMCAMI. Polacy tanią siłą roboczą Europy!