Niezależność sędziowska? Trójpodział władz? To przypomnijcie sobie pewnego sędziego “na telefon” z Gdańska

0
19494

Tyle ostatnio mówi się o zagrożeniu niezależności sędziowskiej. Przypomnijmy zatem jak w tej kwestii było jeszcze kilka lat temu. W 2012 roku do Ryszarda Milewskiego, prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, zadzwonił dziennikarz który podawał się za pracownika kancelarii premiera Tuska. W trakcie tej prowokacji Milewski przyjmował od dziennikarza instrukcje oraz zapewniał, że wyznaczony przez niego skład do sprawy Amber Gold jest “zaufany”, i że premier “nie musi się martwić”. Oto jak wyglądała niezależność, która rzekomo teraz miałaby być zagrożona.

ZOBACZ: Sędzia TK, a wcześniej czł. Rady Dyrektorów ITI, orzekł iż komisja przed którą zeznawał szef ITI była niekonstytucyjna

We wrześniu 2012 r. do Milewskiego zadzwonił Paweł Miter – dziennikarz “Gazety Polskiej Codziennie”. Podał się za asystenta ówczesnego szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego. Chciał sprawdzić, czy prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku jest usłużny wobec rządzących. Okazało się, że jest. Miter pytał o datę posiedzenia sądu, na którym miała zapaść decyzja o dalszym areszcie prezesa Amber Gold Marcina P. Dopytywał także o skład sędziowski, który będzie ten areszt wyznaczał. – “To są zaufane pańskie osoby?” – pytał dziennikarz. – “No… proszę się nie martwić. Tak powiem…” – odpowiedział Milewski.

Informacje, które prezes gdańskiego sądu przekazał dziennikarzowi, były tajne i nie miały prawa wyjść poza gmach sądu. Jednak, jak się okazało, Milewski nie miał zahamowań, by rzekomemu pracownikowi Kancelarii Premiera tajne informacje przekazać. – “Trzynastego spotkanie w Kancelarii Premiera, w których godzinach państwu by odpowiadało?” – prowokował Miter. – “My się dostosujemy. Tak jak pan premier wyznaczy… tak będziemy” – odpowiadał Milewski. Oto jak w praktyce wyglądała niezależność sędziowska w czasach Donalda Tuska.

Za: niewygodne.info.pl

Komentarze:

komentarzy

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here