Mało kto już pamięta, że w 1997 roku przeciwko Januszowi Lewandowskiemu sformułowano akt oskarżenia w/s działania na szkodę interesu publicznego, przekroczenia uprawnień i niedopełnienie obowiązków przy prywatyzacji spółek Techma i KrakChemia. Początkowo proces odwlekano z uwagi na immunitet Lewandowskiego. Gdy po wielu latach (2009 r.) można było ogłosić prawomocne orzeczenie, to okazało się, że część zarzutów uległa przedawnieniu. W pozostałym zakresie sędzia stwierdził, że co prawda “doszło do zaniedbań i nieprawidłowości, ale nie doszło do złamania prawa” (sic!).

Przypomnijmy – w 1991 roku Janusz Lewandowski, który pełnił wówczas urząd ministra ds. przekształceń własnościowych, zdecydował o prywatyzacji dwóch krakowskich spółek: Krakchemii i Techmy. Problem w tym, że jednym z kupujących miał być kolega ministra z jego macierzystej partii (Kongresu Liberalno-Demokratycznego). Po drugie, w toku postępowania prywatyzacyjnego odrzucono lepszą (droższą) ofertę. Po trzecie, wątpliwości wzbudzała dokumentacja prywatyzacji (jeden z ważnych dokumentów był antydatowany). Po czwarte, kupujący przejmował cały zysk prywatyzowanych firm (faktycznie zostały one sprywatyzowane za swoje własne pieniądze).

ZOBACZ JAK WYGLĄDAŁA INNA PRYWATYZACJA: Fabrykę papieru w Kostrzynie sprywatyzowali za 80 zł. W następnych latach dała ona zarobić setki milionów złotych

Efekt był taki, że Skarb Państwa na prywatyzacji obu spółek miał stracić kwotę blisko 2,4 mln zł. W styczniu 1997 roku prokuratura zarzuciła Lewandowskiemu, że jako minister przekształceń własnościowych działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego, przekraczając uprawnienia i nie dopełniając obowiązków. Chodziło m.in. o pomijanie korzystniejszych ofert, poświadczenie nieprawdy w antydatowanym dokumencie i wyrażenie zgody na sprzedaż akcji pomimo upływu terminu, przyjęcie zaniżonej stopy kredytu refinansowego, nienaliczanie odsetek karnych i doprowadzenie do stworzenia mechanizmu samofinansowania zakupu spółki poprzez przejęcie przez nabywców dywidendy i spłacanie należności w ratach.

Akt oskarżenia w tej sprawie pierwotnie skierowano do sądu w Warszawie. Tam jednak sprawa przeleżała trzy lata, po czym odesłano ją do Krakowa (formalnie z uwagi na przeciążenie warszawskiego sądu). We wrześniu 2000 r. Sąd Okręgowy w Krakowie prawomocnie umorzył postępowanie przeciwko Lewandowskiemu (ponieważ chronił go wówczas immunitet poselski).

Prokuratura powtórnie wniosła akt oskarżenia w marcu 2002 roku, a sam proces ruszył w kwietniu 2003 r. Dwa lata później Janusz Lewandowski został uniewinniony od stawianych mu zarzutów. W styczniu 2006 roku Sąd Okręgowy uchylił wyrok uniewinniający byłego ministra i sprawa musiała zacząć się od początku. Już wówczas część zarzutów wobec byłego ministra przekształceń własnościowych uległa przedawnieniu. Ponowny proces rozpoczął się w maju 2006 roku. Lewandowski tłumaczył wówczas, że prywatyzacje krakowskich spółek były “częścią szerokiego planu prywatyzacji przedsiębiorstw z udziałem polskich przedsiębiorców, którzy nie dysponowali odpowiednim kapitałem do udziału w prywatyzacji” i powinny być one oceniane “na tle uwarunkowań tamtego okresu i jako fragment świadomego planu gospodarczego”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Janusz Lewandowski to nie tylko referent antypolskiej rezolucji. To przede wszystkim pomysłodawca rabunkowej “powszechnej prywatyzacji”

W czerwcu 2008 roku sąd ponownie dał wiarę zeznaniom Lewandowskiego i powtórnie go uniewinnił. Od wyroku odwołała się prokuratura. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego, gdzie finalnie zakończyła się w marcu 2009 roku nie uwzględnieniem apelacji prokuratora i utrzymaniem w mocy wyroku sądu pierwszej instancji. Kuriozalne było uzasadnienie wyroku wygłoszone przez sędziego Sądu Okręgowego wydającego orzeczenie: “Oskarżony i inne osoby uczestniczące w prywatyzacji przyznali, że nie mieli doświadczenia, a wiedza ekspertów z zachodu nie przystawała do polskiej rzeczywistości. Podjęli ryzyko. Oczywiste jest, że mogło dojść i doszło do zaniedbań i nieprawidłowości, ale zdaniem sądu nie doszło do złamania prawa”.

W ten oto sposób za skandaliczną, z punktu widzenia współczesnych standardów państwa prawa, prywatyzację Techmy i KrakChemii, gdzie wg śledczych Skarb Państwa miał ponieść stratę w wysokości blisko 2,4 mln zł, zupełnie nikt nie poniósł odpowiedzialności.

Za: niewygodne.info.pl

Komentarze:

komentarzy

1 COMMENT

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here