Izrael, na kilka tygodni przed ostateczną decyzją prezydenta Stanów Zjednoczonych odnośnie honorowania umowy nuklearnej z Teheranem, poprzez jednostronne akcje prowokuje do wojny z Iranem. Może wciągnąć w nią nie tylko USA, ale także inne państwa NATO.

W odpowiedzi na doniesienia o rzekomym użyciu broni chemicznej przez wojsko syryjskie w pobliżu Damaszku 7 kwietnia, które podobno zabiło dziesiątki cywilów w mieście Duma (Douma), nastąpiło zbombardowanie syryjskiej bazy lotniczej w Hims, za czym najprawdopodobniej stoją Izraelskie Siły Powietrzne (IDF). Tak przynajmniej uważa – jak podaje „The Jerusalem Post” – były dowódca IDF, generał Eitan Ben Eliyahu. Oficjalnie żaden rząd nie wziął odpowiedzialności za ostrzał, który spowodował śmierć 14 osób, w tym żołnierzy Iranu.

Wkrótce po rzekomym ataku chemicznym prezydent Trump napisał na Twitterze, że będzie „wielka cena do zapłacenia”. Następnie powiedział na spotkaniu w gabinecie 9 kwietnia: Nie możemy dopuścić do takich okrucieństw. Nie możemy na to pozwolić… Żadna opcja nie zejdzie ze stołu. Ostrzegł jednak, że bez względu na to, czy odpowiedzialność ponosi Rosja, reżim al-Asada, czy Iran, reakcja USA byłaby „bardzo trudna”, powtarzając, że wszystkie zaangażowane strony w ewentualny konflikt „zapłacą swoją cenę”.

Żydzi idą na całość. Amerykańska ustawa „JUST Act” pozwoli środowisku żydowskiemu – nie tylko spadkobiercom – domagać się zwrotu nieruchomości od Polski!

The Washington Institute wskazuje, jak miałaby wyglądać reakcja militarna

Wpływowy think tank The Washington Institute for Near East Policy, w którym zasiada wielu Żydów, a który ma ambicję doradzania zarówno Demokratom, jak i Republikanom przekonuje, że jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na opcję militarną, to powinny wziąć pod uwagę kilka kryteriów.

Po pierwsze, Waszyngton powinien dążyć do rozbicia koalicji Baszszara al-Asada z Iranem i Rosją, by nie doprowadzić do zjednoczenia sił tych państw. W tym celu Instytut sugeruje, by wykorzystać skrupulatnie różnice zdań między sojusznikami i ich poróżnić. Na przykład „Moskwa może być zirytowana tym, że al-Asada przesadził z użyciem broni chemicznej”.

Waszyngton powinien także unikać działań, które zwiększają potencjał eskalacji; celem powinno być raczej złagodzenie sytuacji poprzez przywrócenie odstraszania w stosunku do reżimu al-Asada.

Think tank dodaje, że wszelkie ataki USA powinny koncentrować się na aktywach reżimu, unikając przy tym celów obarczonych większym ryzykiem rosyjskich ofiar. Zdaniem Instytutu, Waszyngton powinien również wspierać powtarzające się unilateralne ataki izraelskich sił na cele w Syrii („ustanawiając tam nieformalny podział zadań”), aby obarczyć kosztami za swoją politykę Teheran. Administracja powinna nadal zastrzegać sobie prawo do podejmowania własnych działań przeciwko irańskim aktywom w Syrii, gdy zagrażają one personelowi i interesom USA.

Po drugie Instytut Waszyngtoński sugeruje, że konieczne będzie nie jedno, ale co najmniej dwa uderzenia w Syrii, ponieważ „odstraszanie ma ograniczoną trwałość, a al-Asada prawdopodobnie nadal będzie przeciwstawiał się międzynarodowej społeczności i rzucił wyzwanie redystrybucji broni chemicznej. Może być konieczne dodatkowe uderzenie.

Po trzecie, główną „bronią masowego rażenia” w Syrii były bomby baryłkowe, artyleria i broń maszynowa. Podczas gdy broń chemiczna mogła spowodować śmierć kilku tysięcy osób, to jednak broń konwencjonalna zabiła ponad sto tys. cywilów, dlatego militarne ataki armii USA powinny być ukierunkowane nie tyle na infrastrukturę broni chemicznej, co na zniszczenie syryjskich sił konwencjonalnych. Stany Zjednoczone miałyby uderzyć w kluczowe dla zwycięstw al-Asada jednostki naziemne, takie jak 4. Dywizja Pancerna, Gwardia Republikańska i Tiger Force oraz jednostki powietrzne, które dostarczają bomby baryłkowe i broń chemiczną. „Utrudniłoby to działania wojenne reżimu znacznie bardziej niż uderzenia koncentrujące się wyłącznie na zdolnościach broni chemicznej” – czytamy.

Zdaniem ekspertów z waszyngtońskiego think tanku, ta ukierunkowana strategia miałaby dodatkową korzyść w postaci wpływu na „patronów reżimu”, to jest Rosję i Iran, które musiałyby ograniczyć swoje działania w Syrii, przenosząc ryzyko i obciążenia na innych, w szczególności na Hezbollah i inne zagraniczne szyickie bojówki.

Jeśli Stany Zjednoczone zmniejszą liczbę kluczowych lądowych i powietrznych jednostek al-Asada, zwiększy to obciążenie Rosji, Iranu i „szyickiego obcego legionu”, dodatkowo podnosząc koszty ich interwencji – dodaje think tank.

Aby osiągnąć ten cel, siły amerykańskie musiałyby skierować uderzenie na główne siedziby i zniszczyć kluczowe zdolności oraz ludzi, którzy planują działania wojenne. Chociaż Rosja i Iran mogą zastąpić wyposażenie reżimu al-Asada, nie mogą zastąpić siły operacyjnej, a jej najbardziej brakuje. Co więcej, uderzając w dowództwo wyżej wymienionych jednostek naziemnych – obsadzonych przez Alawitów połączonych z reżimem za pośrednictwem więzi rodzinnych – Stany Zjednoczone zadałyby silny cios i zwiększyłyby efekt odstraszający w porównaniu do uderzenia w mniej ważne jednostki lub samą infrastrukturę broni chemicznej.

Administracja powinna również rozważyć atak na cele symboliczne, takie jak Pałac Prezydencki w górach Qasioun z widokiem na Damaszek, którego zniszczenie może mieć znaczący wpływ psychologiczny na reżim i naród syryjski – dowiadujemy się z analizy „Military strikes on Syria. Critical considerations” Michaela Eisenstadta, która ukazała się 10 kwietnia na stronie Instytutu.

Amerykańskie działania wojskowe powinny opierać się na wnioskach wyciągniętych z wcześniejszych starań dotyczących odstraszania i represyjną dyplomację na Bliskim Wschodzie: Stany Zjednoczone nie powinny ustanawiać dodatkowych czerwonych linii, chyba że są skłonne je egzekwować i powinny być przygotowane na podjęcie dalszych działań w obliczu testowania przez przeciwnika granic gotowości do reagowania.

Asymetryczne ataki

„Ponieważ nieproporcjonalne reakcje są zabronione przez ustawę o konfliktach zbrojnych, Waszyngton powinien reagować asymetrycznie na syryjskie wyzwania. Powinien więc uderzyć nie tylko w źródło prowokacji, ale także w aktywa, które reżim naprawdę ceni. Uderzenie tylko w jednorazowe aktywa umożliwiłoby al-Asadowi przetrwanie, skalkulowanie ryzyka i bezpieczniejsze testowanie granic wytrzymałości USA. Odpowiedź w sposób asymetryczny wprowadziłaby niepewność co do rachunku kosztów i korzyści dotyczących przyszłych reakcji ze strony USA, tym samym wzmacniając odstraszający efekt uderzenia ze strony USA” – czytamy.

Ostatecznie Waszyngton powinien wykorzystać – zdaniem Instytutu – groźbę uderzenia, aby sprawdzić potencjał wielostronnej dyplomacji. Zagrożenie to może pomóc we wbiciu klina między Damaszkiem a Moskwą i być może stworzy nowe możliwości wywierania nacisku na Syrię, aby wyeliminować niezarejestrowane zapasy broni chemicznej i doprowadzić do zawieszenia działań różnych sił rebelianckich w całym kraju – choć doświadczenie nie daje powodów do optymizmu – stwierdził Michael Eisenstadt, który jest szefem programu studiów wojskowych i bezpieczeństwa w The Washington Institute.

Trump chciał wycofać się z Syrii, dowództwo amerykańskie było temu przeciwne

Jeszcze tydzień temu we wtorek, prezydent Trump podczas spotkania z większością ważnych urzędników establishmentu bezpieczeństwa ganił dowódców wojskowych, że nie są w stanie poradzić sobie z wojną w Syrii, że giną tam amerykańscy żołnierze, a USA straciły setki miliardów – i tracą nadal – w Syrii. Zapowiedział podniesionym głosem, że wojsko ma wycofać się z Syrii, co nie spodobało się dowódcom i strategom. Trump dał im maksymalnie pięć do siedmiu miesięcy, by ostatecznie opuścić ten kraj.

Materiały wyciekłe ze spotkania Rady Bezpieczeństwa Narodowego wskazują, że urzędnicy wojskowi nie chcą zaakceptować tego polecenia. Pentagon, Departament Stanu i CIA podobno popierają długotrwałe zaangażowanie w Syrii, a wyżsi przywódcy wyrażają obawy o konsekwencje pośpiesznego wycofania się z wojny.

Prezydent rozdrażniony zasygnalizował, że „jego cierpliwość się kończy”. – Chcę się wycofać – mówił Trump na konferencji prasowej w ubiegły wtorek, dodając: Chcę zabrać naszych żołnierzy z powrotem do domu. Chcę zacząć odbudowywać nasz naród. W Syrii stacjonuje oficjalnie 2 tys. amerykańskich żołnierzy.

Ale prezydent, który został wybrany przez obywateli zdecydowanie sprzeciwiającemu się większemu zaangażowaniu USA na Bliskim Wschodzie, musi walczyć z biurokracją waszyngtońską.

Podczas wtorkowego spotkania Przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów gen. Joseph Dunford argumentował, że opuszczenie Syrii wcześnie może stworzyć próżnię władzy, w której Rosja, Turcja i Iran mogłyby realizować własne interesy kosztem interesów narodowych Ameryki. Te trzy kraje spotykają się obecnie w Ankarze, aby zaplanować przyszłość Syrii.

Izrael „zdjął rękawiczki” i szykuje się do bezpośredniej konfrontacji z Iranem

Do wycofania się Amerykanów nie chce dopuścić Izrael, który poza regularnymi atakami na tworzone w Syrii bazy irańskie próbuje zrównoważyć wpływy Rosji i USA, grając na obu frontach.

W ostatnich miesiącach Tel Awiw rozpoczął na razie ograniczoną konfrontację z Teheranem na syryjskiej ziemi. Ta konfrontacja nabiera rozpędu. Nie można wszak zaprzeczyć, że w ciągu dwóch miesięcy, w co najmniej dwóch znanych incydentach, irańscy bojownicy i oficerowie zostali zabici przez akcje przypisywane Izraelskim Siłom Powietrznym. Wydaje się, że w związku z coraz bardziej śmiałymi działaniami Irańczyków w Syrii, gdzie próbują ustanowić swoje bazy, Izrael postanowił „zdjąć rękawiczki” – jak to określił „Jerusalem Post” w artykule „No more a shadow war: confrontation between Israel and Iran intensifies” z 10 kwietnia.

Gazeta wskazuje, że po pierwsze już został podjęty duży wysiłek propagandowy w kraju i na świecie dotyczący irańskiej działalności w Syrii. „Odciski palców Izraela w tych publikacjach są wyraźne” – czytamy w izraelskim medium.

„Jerusalem Post” twierdzi, że gdy się okazało, że mimo ostrzeżeń izraelskich Irańczycy nadal są zdecydowani kontynuować swój program, tak jakby nic się nie stało, przekraczając kolejne czerwone linie określone przez Tel Awiw, IDF wznowiły ataki na cele w Syrii. Mimo to media milczały, a wydarzenia rozwijały się w absolutnej ciszy – do wtorku.

W nadchodzących dniach gotowość na północy Izraela prawdopodobnie będzie szczególnie wysoka, biorąc pod uwagę możliwość działań odwetowych ze strony Syrii i szansę na amerykański atak na Syrię.

Izraelska gazeta przypomina, że należy pamiętać, iż w czasie krótszym niż miesiąc Stany Zjednoczone mogą wycofać się z porozumienia nuklearnego z Iranem. Dlatego okres do 12 maja może mieć wpływ na Irańczyków, co „nieco opóźni to, co wydaje się być coraz bardziej prawdopodobną kolizją na froncie północnym”.

Dodatkowo wydarzenia na północnej arenie pokazują, w jakim stopniu Strefa Gazy jest drugorzędnym frontem dla Izraela – czytamy w „JP”. IDF działa na północy, aby nie wchodzić w szerszą konfrontację w Strefie Gazy.

Podczas ostatniego izraelskiego ataku w Syrii – jak podają media irańskie – zginął m.in. irański pułkownik, ekspert od programu rozwoju dronów. Atak na syryjską bazę lotniczą w pobliżu pustynnego miasta Palmyra w środkowej Syrii zwrócił uwagę na konflikt między Iranem i Izraelem, który stale narasta i rozgrywa się w cieniu wojny domowej w Syrii.

Iran wykorzystał chaos wojenny do zbudowania znacznej infrastruktury wojskowej. Izrael rozpoczął więc serię nalotów, by spróbować powstrzymać lub zwolnić postępy Teheranu. Iran przed bezpośrednim bombardowaniem przez IDF chroni obecność wysokich urzędników rosyjskich w Syrii w pobliżu granicy z Izraelem oraz Hezbollah w Libanie.

W sierpniu ubiegłego roku generał dywizji Amir Eshel, ustępujący dowódca Izraelskich Sił Powietrznych, przyznał, że od 2012 roku Izrael przeprowadził prawie 100 ataków na konwoje Hezbollahu.

W najbliższych dniach zapadanie w USA ważna decyzja odnośnie Syrii. Prezydent Donald Trump odwołał zaplanowaną na ten tydzień wyprawę do Ameryki Południowej, by nadzorować amerykańską reakcję na rozwój sytuacji w Syrii oraz śledzić wydarzenia na całym świecie.

Źródło: jpost.com / cnsnews.com / washingtoninstitute.org / nytimes.com / dailycaller.com

Agnieszka Stelmach, pch24.pl

Dr Zyzak: Żydzi, którzy ginęli podczas wojny byli naszymi obywatelami!

Komentarze:

komentarzy

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here