Zdaniem Adama Michnika przejawem represji stosowanych przez obecny obóz rządowy wobec „Gazety Wyborczej” jest ograniczanie jej prenumeraty przez państwowe instytucje oraz rezygnacja z wykupywania ogłoszeń i reklam przez spółki Skarbu Państwa. Wygląda więc na to, że po 27 latach założyciel „Wyborczej” dostrzegł w końcu, że pomoc rządu nie zawsze będzie wieczna, a brutalne zasady wolnego rynku muszą obowiązywać także wobec jego gazety.
Nie może być demokracji w kraju, którego instytucje nie prenumerują „Gazety Wyborczej”. Taki oto pokrętny wniosek możemy wysnuć, gdy usłyszymy Adama Michnika żalącego się na to, że PiS doszedł do władzy:
„To [zwycięstwo PiS] nas straszliwie walnęło po kieszeni. Oni chcą nas zniszczyć metodą najprostszą: jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”.
Do czego pije redaktor Michnik? Ano do tego, że ludzie PiS-u likwidują prenumeraty „Wyborczej” zamawiane przez państwowe instytucje oraz rezygnują z wykupywania ogłoszeń i reklam przez spółki Skarbu Państwa. Kranik z bieżącym dopływem gotówki dla koncernu Agory został mocno przykręcony. Efekt tego jest taki, że po trzech kwartałach br. wpływy ze sprzedaży reklam w „Gazecie Wyborczej” spadły aż o 25,1 proc.! Jeśli do tego doliczyć ciągle spadającą sprzedaż tej gazety, to nie powinno nas dziwić rozżalenie Adama Michnika. Zasady wolnego rynku zaczęły obowiązywać także wobec „Gazety Wyborczej”.
ZOBACZ:
https://www.youtube.com/watch?v=mE50-0vlGAU
Za: niewygodne.info.pl














