Katolicy za aborcją? Takie rzeczy tylko w „Gazecie Wyborczej”

2
1110

Opowiadamy się jedynie za tym, by państwo zapewniało prawo do bezpiecznej aborcji kobietom, które tego potrzebują – deklaruje w rozmowie „katolicki działacz” John O’Brien prezes amerykańskiej organizacji Catholics for Choice (Katolicy na rzecz Wyboru).

„Gazeta Wyborcza” przyzwyczajona do nadawania tonu i prowadzenia wiodącego głosu w dyskursie publicznym nie od dziś próbuje narzucać swój punkt widzenia także ludziom Kościoła. Jednak widać wyraźnie, iż apetyt organu z ulicy Czerskiej rośnie w miarę jedzenia. Publikacja wywiadu z Jonem O’Brienem, prezesem amerykańskiej organizacji Catholics for Choice (Katolicy na rzecz Wyboru) dowodzi, że faktyczne ambicje „Wyborczej” sięgają dużo wyżej. Nie od dziś gazecie marzy się wpływanie na to, czego naucza Kościół w sprawach moralnych. Dlatego też chętnie udziela swych łam ludziom pokroju „katolickiego działacza” O’Brienena, głoszącym poglądy stojące w jawnej sprzeczności z nauką Kościoła i dążącym do rewolucyjnych zmian.

Nie trudno odgadnąć, iż „wybór” z nazwy organizacji, którą reprezentuje rozmówca „GW” dotyczy aborcji. Catholics for Choice skupia bowiem katolików popierających planowanie rodziny przy udziale środków antykoncepcyjnych oraz… aborcji.

O’Brien z entuzjazmem wita bunt przeciwko moralnemu nauczaniu Kościoła, co więcej sam do niego zachęca.

To już się dzieje. Wierzę, że to, co widzimy, to początek wielkiej transformacji Kościoła. Przede wszystkim przestaliśmy się bać. W latach 70., kiedy w Stanach Zjednoczonych powstała organizacja Katolicy na rzecz Wyboru, ludzie bali się przyznać, że chodzą do kościoła i są pro-choice. W 1984 roku, kiedy przeprowadziliśmy kampanię w „New York Timesie” – mówi.

Czym zajmuje się ogranizacja, na której czele stoi O’Brien?Opowiadamy się jedynie za tym, by państwo zapewniało prawo do bezpiecznej aborcji kobietom, które tego potrzebują – deklaruje. – Robimy właśnie w Stanach kampanię „Aborcja w dobrej wierze” – oddaliśmy w niej głos zwykłym ludziom, katolikom, którzy wypowiadają się przeciwko poprawce Hyde’a. To prawo, które – w dużym skrócie – utrudnia refundowanie aborcji, co uderza przede wszystkim w najbiedniejszych. Pisze kobieta z Karoliny Północnej, Afroamerykanka: „Jestem katoliczką i jestem pro-choice. Chcę wystąpić w waszej kampanii”. Ludzie nie boją się proboszcza, sąsiadów, chcą mówić otwarcie, pokazując twarz. Mnóstwo ludzi się zgłasza – opowiada.

A tak prawdopodobnie wygląda Kościół marzeń rozmówcy „GW”.

W północnym Waszyngtonie jest kościół zarządzany wyłącznie przez kobiety. Prowadzą kuchnię, która wydaje zupy potrzebującym, jest fryzjer, który strzyże za darmo. Ksiądz przyjeżdża raz w tygodniu odprawić mszę i one pilnują, żeby nie powiedział nic, co mogłoby urazić społeczność LGBT, która przychodzi do tego kościoła. Zresztą zmiana idzie też od wewnątrz. W Irlandii, skąd pochodzę, ojciec Tony Flannery założył stowarzyszenie żonatych księży. W RPA biskup Kevin Dowling, który pracował w slumsach z nosicielami HIV, otwarcie głosi, że prezerwatywy powstrzymują przekazywanie śmierci, a nie życia – opisuje O’Brien.

Czy jednak można poważnie traktować osobę, podważająca nauczanie Kościoła w sprawie tak rudymentarnej jak obrona życia? – Przede wszystkim nauczanie Kościoła w sprawie aborcji nie jest nieomylne. To znaczy, że jako katolik mam prawo się z nim nie zgadzać. I mam prawo kierować się własnym sumieniem, które jest ostatecznym arbitrem, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji moralnych – mówi.
Za: pch24.pl

Komentarze:

komentarzy

2 COMMENTS

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here