Zasadnie odmówili szczepień, stanęli przed sądem. Tak państwo docenia troskę o zdrowie dziecka

0
3777

W czwartek przed inowrocławskim sądem ma zapaść rozstrzygnięcie w sprawie rodziców, którzy z powodów problemów poszczepiennych odkładali obowiązkowe szczepienia dziecka. Za troskę o prawidłowy rozwój dziecka, wytoczono im proces o ograniczenie praw rodzicielskich. Uczynił to lekarz, który nigdy nie badał dziecka.

Cała sprawa – jak informuje „Nasz Dziennik” – dotyczy problemu powikłań po szczepionkach i możliwości odmowy szczepienia dziecka. Pani Iwona szczepiła swoją córkę zgodnie z kalendarzem do czasu obustronnego zapalenia uszu dziecka. Wówczas dawkę szczepionki kilka razy odłożono. Lekarz przekonał jednak rodziców do zaszczepienia dziecka. Wykorzystano przerwę w kuracji antybiotykowej. Doszło do powikłań: ataku bezdechu, utraty przytomności, nawracających drgawek, a dziewczynka na zapalenie uszu chorowała jeszcze niemal rok.

Lekarze nie chcieli powiązać objawów z podaną szczepionką Euvax B i odmówiono zgłoszenia niepożądanych objawów poszczepiennych (NOP), choć były dokładnie takie, jak podawała ulotka. Po skargach NOP został uznany przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych i producenta szczepionki, a także zgłoszony do unijnej agencji zajmującej się lekami. Przypadku nie uznał sanepid.

Tak doświadczeni rodzice odmówili dalszych szczepień córki z powodu stanu zdrowia, a także dlatego, że na świat miało niebawem przyjść kolejne dziecko. Po narodzinach nie zostało zaszczepione. Powodów było kilka: matka była chora, podobnie ja starsza córka. Zresztą nawet na ulotce szczepionki przeciwko gruźlicy jest wyraźnie napisane, że nie wolno jej podawać osobom o ograniczonej lub obniżonej odporności. Rodzice po problemach z NOP zaczęli być ostrożni i zapoznawali się ze specyfikacjami szczepionek. Zauważyli, że problemy występowały już wcześniej, po zaszczepieniu córki „DTP” u dziecka pojawiła się wysypka. Urząd uznał ją za NOP.

Niemniej nie szczepienie dzieci wiązało się z szykanami w przychodni, gdzie odmówiono zapisania kolejnego dziecka, choć to miało zaświadczenie lekarskie o odroczeniu szczepień na rok. Sprawa młodszej córki trafiła do sądu, gdzie sprawa się toczy. Zaś prokuratura wszczęte postępowanie dotyczące zagrożenia życia i zdrowia dziecka umorzyła.

Sprawa sądowa o ograniczenie praw rodzicielskich toczy się z „donosu” lekarza, który nigdy dziecka nie badał. Jak podaje dziennik, „rodzinę uznano za problematyczną, przez którą przychodnia musi tłumaczyć się przed sanepidem z niewykonania w stu procentach planu szczepień”. Pierwsza rozprawa odbyła się w czerwcu. W czwartek została zaplanowana kolejna. Tak właśnie państwo nagradza rodziców za troskę o zdrowie dziecka i udowadnia, że wie lepiej co jest „lepsze” i „zdrowsze” dla milusińskich.

Za: pch24.pl, źródło: „Nasz Dziennik”

Komentarze:

komentarzy

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here