Na ławie gruszą zacienionej,
wśród chrzęstów ziaren starej szyszki,
wśród ciszy bardzo zagubionej,…
grają w ćwierćnuty dnia – zadyszki.
Księżyc swą szepcze snu poświatą,
dzień był upalny, że aż sucho,
wiolin, babimór, wroniec-legato,
snują drzemankę w omdlenia ucho.
Nagle odeszły w dal widłaki,
w mchu utuliły rosę półnuty,
słońce wyniosło promienne znaki.
Czas w sadzie zgubił milowe buty.
Chmury co twarze mają w dal płyną,
Słońce pauzami swój zachód świeci,
wiatr w drzewach trąci starą maliną,
młode na świat przyjdą, gdy Ktoś je skleci.
Drzewa wierzące w pór roku zmienność,
Wiedzą że wolność jest im przydana,
i choćby przyszła na zawsze ciemność,
będą czekały brzasku i rana,
Jakże inaczej?
Grają w ćwierćnuty dnia – zadyszki,
wśród ciszy bardzo zagubionej,…
wśród chrzęstów ziaren starej szyszki,
Na ławie gruszą zacienionej.
Autor: Lech Galicki
Powróć na stronę: Lech Galicki.













