Mateusz Kijowski lider KOD, który utrzymuje, że na pogrzebie Danuty Siedzikówny ,,Inki” był wraz z delegacją KOD gdyż kierował się patriotycznym obowiązkiem a nie jak wynikałoby z relacji uczestników w celu prowokacji zaliczył wpadkę, która raczej sugerowałaby, że prawdą jest druga ewentualność. Dlaczego? Kijowski przyznaje: „Nie wiem, jak nazywała się „Inka”. To nie ma znaczenia… Stańczykowska, tak?”
Kijowski wpadkę zaliczył w piątkowym programie „Piaskiem po oczach” prowadzonym przez red. Konrada Piaseckiego.
Kijowski zarzekał się, że był na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka” nie po to, by prowokować, ale po to, by – jak mówił – „oddać cześć bohaterom”. Rozmowa upływała spokojnie do momentu, gdy red. Piasecki zapytał lidera KOD o nazwisko „Inki”.
Konrad Piasecki, gospodarz programu „Piaskiem po oczach”, zapytał lidera KOD, czy wie, jak nazywała się „Inka”. Dialog przebiegał następująco:
– A jak się nazywała Inka?
– Danuta… Nie pamiętam nazwiska.
– To ważne jest.
– Nie, to nie jest ważne. Stańczykowska?
Cóż… Czy to może dziwić? Pozostaje nam mieć nadzieję, że wkrótce establishment przekona się, że ktoś taki jak Kijowski jest „nie ważny”.
https://www.youtube.com/watch?v=SJFMNH09MAM
Za: narodowcy.net














