Homo-aktywista znów w sondażu prezydenckim. Kto chce wypromować Biedronia?

0
9652

Chociaż wybory prezydenckie w Polsce odbędą się dopiero w roku 2020, a wcześniej czeka nas batalia o samorządy, europarlament oraz Sejm i Senat, to coraz częściej w krajowych mediach mówi się o potencjalnych kandydatach na urząd głowy państwa. W zadziwiający i na pozór niewytłumaczalny sposób w owych analizach pojawia się „tęczowy” aktywista Robert Biedroń.

Media głównego nurtu zadbały, by zmienić wizerunek niegdysiejszego działacza homoseksualnego lobby, a obecnego prezydenta Słupska. Biedroń zapraszany jest do telewizyjnych studiów już nie tylko w związku z tematami związanymi z paradami równości i innymi polami zainteresowania „tęczowej” międzynarodówki. Dzisiaj były poseł Ruchu Palikota komentuje nawet reformę sądownictwa. Zawsze przy tym próbuje przedstawić się go jako niezależnego eksperta, analityka o otwartym umyśle, człowieka stojącego z boku wojny PiSu i PO.

Zmienił się także image homoseksualnego działacza. W mediach nie sposób dziś zobaczyć zdjęć Biedronia jako aktywisty maszerującego pod tęczową flagą na wulgarnych homo-paradach lub lewicowego zadymiarza blokującego legalny Marsz Niepodległości i prowadzonego przez policję do furgonetki z kajdankami na rękach.

Współczesna „wersja Biedronia” próbuje ukryć prawdę, schować cały jego dotychczasowy bagaż, który – jak widać po kompromitujących wynikach wyborczych lewicy – nie odpowiada Polakom. Dzisiaj prezydent Słupska występuje więc w roli niemalże męża stanu, przedstawiciela postępowej „trzeciej siły” stojącej obok PiSu i PO, a w opozycji do bardziej zachowawczej „trzeciej siły” Pawła Kukiza.

Medialna operacja lansowania Roberta Biedronia na autorytet oraz suflowania jego nazwiska Polakom myślącym o przyszłych wyborach prezydenckich odnosi sukces.

Z opublikowanego niedawno sondażu IBRiS wykonanego na zlecenie dziennika „Rzeczpospolita” wynika, że homoseksualista staje na sondażowym podium. Pierwsze miejsce zajmuje urzędujący prezydent RP Andrzej Duda (36,2 proc.), dalej plasuje się przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk (20,5 proc.), a tuż za nim jest właśnie prezydent Słupska (16,3 proc.).

Po rozpoczęciu akcji z promowaniem Roberta Biedronia poza podiom znalazł się Paweł Kukiz (7,7 proc.), który w wyborach prezydenckich w roku 2015 zdobył blisko 21 proc. i ponad 3 miliony głosów, zajmując trzecie miejsce. Dzisiaj w sondażu IBRiS dalsze miejsca zajmują: Władysław Kosiniak-Kamysz (4,1 proc.), Janusz Korwin-Mikke (2,6 proc.), Ryszard Petru (1,5 proc.) oraz – dość niespodziewanie – Marian Kowalski (1,2 proc.).

Do wyborów pozostały 3 lata. Wiele kwestii może w polskiej polityce ulec radykalnym zmianom. Jeszcze niedawno nikt nie spodziewał się zawetowania istotnych dla PiSu ustaw przez prezydenta Dudę. Tymczasem obecnie na linii prezydent-rząd istnieje wyczuwalne napięcie. Mimo tego już dzisiaj można wyraźnie dostrzec kandydatów lansowanych przez lewicowo-liberalne media. Środowiska postępowe, nauczone dotychczasowymi porażkami, postanowiły najpewniej nie zwlekać z rozpoczęciem kampanii wyborczej i już teraz przyzwyczajają Polaków do rewolucyjnych kandydatów.

Przestrogą dla Polski może być Irlandia – niegdyś katolicki kraj, który zalegalizował w referendum „małżeństwa” osób tej samej płci. Dzisiaj premierem wyspiarskiego państwa jest z ramienia partii (formalnie) chrześcijańskiej i konserwatywnej Leo Varadkar, homoseksualista. Czy więc słowa Donalda Tuska o Polsce jako „drugiej Irlandii”, to nie tylko dawno zapomniana obietnica, ale wciąż aktualna groźba?

Za: pch24.pl, źródło: rp.pl

Komentarze:

komentarzy

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here