Jemen: umierający sąsiad światowych krezusów. 60 proc. obywateli żyje tam na skraju głodu!

1
6137

Katastrofa humanitarna i epidemia cholery w Jemenie były głównym tematem posiedzenia trzech agend Organizacji Narodów Zjednoczonych w stolicy Republiki Jemeńskiej – Sanie. Należący do najbiedniejszych krajów świata Jemen sąsiaduje z bogatymi państwami arabskimi, a mimo to około 60 proc. obywateli żyje na skraju głodu. Państwo toczy wojna, za którą skrywane są interesy dwóch konkurujących o wpływy na Bliskim Wschodzie graczy – Iranu i Arabii Saudyjskiej.

Statystyka podana przez ONZ i Światową Organizację Zdrowia budzi przerażenie – na 25 mln mieszkańców aż 17 mln oczekuje pomocy żywnościowej lub schronienia. Zniszczenia wojenne i bratobójcze konflikty zmusiły 3 mln obywateli Republiki Jemenu do ucieczki z domów i skazały ich na los uchodźców wewnętrznych. Obok zniszczeń domów podczas działań wojennych, dewastacji uległa infrastruktura techniczna, co skutkuje brakiem dostępu do czystej wody i odbioru ścieków. Klęska sanitarna odbija się na stanie zdrowia mieszkańców Jemenu, z których już 400 tys. jest chorych na cholerę, niebezpieczną chorobę zakaźną, wywoływaną zjedzeniem skażonego pokarmu lub wypiciem brudnej i zakażonej wody. Wojna pogrążająca kraj doprowadziła do powszechnej biedy. Dzisiaj Republika Jemenu należy do najbiedniejszych krajów świata – plasuje sią w okolicy 160 miejsca na 188 klasyfikowanych państw.

Produkt krajowy brutto przypadający na jednego mieszkańca Jemenu to tylko 2,4 tys. dolarów rocznie. W sąsiedniej Arabii Saudyjskiej kwota ta jest blisko 20-krotnie większa (55 tys. dolarów rocznie na mieszkańca), a w sąsiadującym od wschodu Omanie to 47 tys. dolarów rocznie na głowę mieszkańca. Najbogatszy jest niedaleki Katar (127,7 tys. dolarów PKB na mieszkańca rocznie), narzekać na brak pieniędzy nie mogą też Zjednoczone Emiraty Arabskie (67,9 tys. dolarów w PKB per capita).

Wśród krajów Półwyspu Arabskiego Jemen stał się schorowanym i bardzo biednym krewnym, otoczonym przez opływających w bogactwa sąsiadów. Zajmujące najwyższe miejsca w rankingach bogactwa kraje islamskie nie tylko nie potrafią zapobiec ubóstwu Jemeńczyków ale nie są w stanie, mimo zbrojnej interwencji pod kierownictwem Arabii Saudyjskiej, zaprowadzić pokoju w skłóconym Jemenie.

Dwa klocki puzzla
Dzisiejsza Republika Jemenu w swoich granicach powstała w wyniku zjednoczenia dwóch bytów państwowych w maju 1990 roku. Wcześniej istniały dwa państwa jednego narodu – socjalistyczna Ludowo – Demokratyczna Republika Jemenu (Jemen Południowy) ze stolicą w Adenie oraz Jemeńska Republika Arabska (Jemen Północny) ze stolicą w Sanie. Tę pierwszą republikę popierał Związek Sowiecki, ta druga od początku miała konotacje proarabskie i proislamskie.

Toczona dzisiaj wojna domowa między siłami rządowymi a islamistami z Houthis swój początek ma w 2004 roku, gdy szyiccy islamiści z Houthis wzniecili antyrządowe powstanie. W 2015 roku zajęli stolicę Republiki Jemenu Sanę i przejęli pod kontrolę teren, który niemal w 2/3 odzwierciedla dawny obszar Jemenu Pólnocnego, czyli Jemeńskiej Republiki Arabskiej. Dawny Jemen Południowy (socjalistyczna L-DRJ) pozostaje pod kontrolą rządu, ale islamiści zajęli m.in. najważniejszy port w Jemenie Północnym, półmilionowe miasto Al-Hudajda nad Morzem Czerwonym.

Dla Jemenu jest to główny port, którym blisko 70 proc. towarów przypływa do kraju. Działa tu również ważny port lotniczy. Odzyskanie kontroli nad Al-Hudajdą mogłoby być też ważnym krokiem do ponownego połączenia dwóch puzzli jemeńskich, jakie odłączyły się od siebie niedługo po zjednoczeniu w 1990 roku. Szturm na Al – Hudejdę jest na rękę siłom arabskich państw, wspierających rząd Jemenu (Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie). Sprzeciwia się temu Rosja, zasłaniając się groźbą klęski humanitarnej, jaka spotęgowałaby się w wyniku nasilenia działań wojennych.

Islamiści i patroni
Odzyskanie kontroli nad portem w Al-Hudajda jest jednym z celów strategicznych rządu jemeńskiego. Po pierwsze dlatego, że w ten sposób siły rządowe uzyskałyby dostęp do towarów z zagranicy oraz odcięłyby islamistów od ważnej dla nich drogi zaopatrzenia, m.in. w broń. Drugim powodem są pieniądze – wpływy z działalności portu teraz stanowią dochód szyickich rebeliantów i dają im środki na funkcjonowanie.

Skłóceni ze sobą i walczący przeciw sobie Jemeńczycy stali się już we własnym kraju zakładnikami sił zewnętrznych. Rząd uzależnił się od pomocy wojskowej i finansowej koalicji arabskiej (Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie), szyici z Houthis wiszą na pasku Iranu, dzięki czemu delikatnie wspiera ich Rosja. Zaprowadzenie pokoju w Jemenie będzie niemożliwe dopóki siły zewnętrzne będą rozgrywały tam swoje interesy, osłabiając państwo ważne dla kontrolowania szlaku morskiego z Europy do Azji i Afryki przez Kanał Sueski oraz Morze Czerwone. Stąd też tak duże zainteresowanie wielkich graczy małym i bardzo biednym państwem.

Jan Bereza, pch24.pl
Źródła: „Rossija Siegodnia”, „TASS”, „Euronews.com”, „Neue Zuercher Zeitung”

Komentarze:

komentarzy

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here