NBP: w Polsce 4 proc. wzrost PKB! Tak wygląda “zapaść gospodarcza i izolacja międzynarodowa Polski!”

1
5321

O 4 proc. może wzrosnąć PKB w tym roku według centralnej ścieżki projekcji z lipcowego raportu o inflacji NBP. Później tempo wzrostu spadnie w pobliże potencjalnego PKB 3,5 proc. w 2018 roku i 3,3 proc. w 2019 roku. Inflacja osiągnie 2,5-proc. cel w 2019 roku.

Jeszcze w marcowej projekcji ekonomiści NBP zakładali wzrost PKB w tym roku o 3,7 proc. Obecna wyższa o 0,3 punktu procentowego prognoza wynika z lepszych perspektyw ożywienia u naszych głównych partnerów handlowych, niższych cen surowców energetycznych na świecie, a w kraju z nadspodziewanie dobrych danych o konsumpcji w pierwszym kwartale 2017 roku. Wzrosła ona o 4,7 proc.

– Spowolnienie wzrostu PKB w ubiegłym roku było przejściowe. W tym roku przewidujemy wzrost o 4 proc., w następnych latach dojdzie do osłabienia dynamiki wzrostu, ale będzie to wynikało przede wszystkim z efektu bazy. Konsumpcja będzie cały czas na wysokim poziomie, ale jej przyrost będzie nieco niższy. To nie jest do końca zła wiadomość, bo wzrost gospodarczy będzie zmierzał w kierunku, który uznajemy za wzrost potencjalny, naturalny dla naszej gospodarki – wyjaśniał Piotr Szpunar, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych NBP.

Poza konsumpcją wzrost powinny wspierać też inwestycje. Rośnie bowiem wykorzystanie funduszy UE 2014-2020, lepsze są nastroje inwestorów, a poziom wykorzystania zdolności produkcyjnych najwyższy od 2008 roku.

Wyższa presja popytowa i rosnące ceny żywności sprawiły, że mimo spadku cen surowców prognoza inflacji na koniec roku 2017 i 2018 jest prawie taka sama jak w marcu i wynosi po 2 proc. W 2019 roku zamiast 2,3 proc. pojawia się za to w końcu 2,5 proc. – czyli poziom celu inflacyjnego NBP.

– Z jednej strony rodzi się presja popytowa w gospodarce krajowej, z drugiej strony czynnikiem, który ją łagodzi i będzie łagodził, jest niska inflacja za granicą. Mamy wzrost jednostkowych kosztów pracy o około 3 proc., ale jest on rekompensowany wzrostem cen importu poniżej 2 proc. i summa summarum wychodzimy na 2,5 proc. inflację CPI na koniec projekcji – mówił Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora departamentu analiz ekonomicznych NBP.

Ekonomiści NBP podkreślali też, że nie ma mowy o nadmiernej presji płacowej, która mogłaby za mocno wywindować wskaźnik inflacji.

Rynek jednak nie do końca podziela to zdanie.

– Płace mogą rosnąć jeszcze szybciej niż zakładamy. Pamiętajmy, że wielu doświadczonych pracowników może w tym roku odejść na emeryturę i na ich miejsce trzeba będzie zatrudnić osoby, które prawdopodobnie będą miały płacę wyższą od średniej – mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

– Warto też zwrócić uwagę na rosnące oczekiwania płacowe Ukraińców. Oni teraz zarabiają bardzo mało więc oczekują nawet 15-, 20-proc. podwyżek. Gdyby je otrzymali może to uruchomić falę większych żądań płacowych w całej gospodarce, która nie pozostała by bez wpływu na inflację – dodaje.

Na inny aspekt zwraca uwagę Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

– NBP mocno podniósł prognozę inflacji bazowej do 2 proc. w przyszłym roku, a mimo tego inflacja CPI się nie zmieniła. Elementem kompensującym są ceny energii, których indeks dolarowy też istotnie się nie zmienia. NBP zakłada więc po prostu mocniejszy kurs złotego. To założenie może być prawdziwe, ale jest chyba trochę za mało zachowawcze jak na bank centralny. Obawiam się, że szybszy wzrost płac i pokładanie takiej nadziei w kursie walutowym spowodują pierwszą podwyżkę stóp już w czwartym kwartale 2018 roku, a więc szybciej niż dziś oczekuje RPP – uważa Rafał Benecki.

W lipcowym raporcie o inflacji znalazł się także fragment poświęcony niskiej zmienności na amerykańskim rynku akcji. Indeks VIX wyrażający oczekiwaną zmienność S&P 500 spadł do 10 punktów. Wcześniej osiągnął tak niski poziom tylko dwukrotnie – w 1993 i w 2007 roku. W pierwszym przypadku było to przed załamaniem na amerykańskim rynku obligacji w 1994 roku, w drugim – przed początkiem kryzysu subprime w lipcu 2007 roku.

Ekonomiści NBP w raporcie przedstawiają także hipotetyczny scenariusz, w którym spadek indeksu S&P 500 o 15 proc. od lipca do grudnia zwiększa do 26 proc. prawdopodobieństwo wejścia gospodarki amerykańskiej w ostatnim kwartale tego roku.

– Są pewne klasy aktywów, które mogą być kandydatami do pęknięcia bańki spekulacyjnej, jak indeks Nasdaq w USA, albo rynek nieruchomości komercyjnych na świecie. Jednak moim zdaniem jeszcze więcej jest argumentów za tym, że tak niska zmienność jest niejako naturalna w obecnych warunkach – uspokaja Rafał Benecki.

-Sektor prywatny nie jest tak zadłużony jak w 2007 roku, co za tym idzie – wzrost gospodarczy w szczycie też jest niższy i zmienność makroekonomiczna mniejsza. To może oznaczać dłuższy cykl gospodarczy i późniejsze przyjście recesji – podsumowuje.

Za: Marek Pielach, obserwatorfinansowy.pl (Otwarta Licencja)

 

Komentarze:

komentarzy

1 COMMENT

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here