„Odwieczny dylemat polskiej polityki: SUWERENNOŚĆ czy DOPŁATY I, jak zwykle, kto oddaje suwerenność szybko traci i dopłaty” – napisał na Twitterze mec. Jerzy Kwaśniewski, Prezes Ordo Iuris. To komentarz na kłamliwy wpis posła europosła PO Andrzeja Halickiego.
Odwieczny dylemat polskiej polityki:
SUWERENNOŚĆ czy DOPŁATY
I, jak zwykle, kto oddaje suwerenność szybko traci i dopłaty. https://t.co/9Nzys8mwc9
— Jerzy Kwaśniewski (@jerzKwasniewski) December 5, 2020
Warto dodać, ze wielu naukowców twardo sprzeciwia się rozwiązaniom wiążącym tzw. „praworządność” z wypłatami w ramach unijnego budżetu:
Unia Europejska negocjuje z państwami członkowskimi wykorzystując pozycję siły. – Gdyby polski obywatel tak negocjował z Komisją Europejską, jak instytucje unijne negocjują z Polską, wyglądałoby to na klasyczne przestępstwo oszustwa. Chcą wprowadzić nas w błąd, żebyśmy niekorzystnie rozporządzili się w kwestiach finansowych – ocenił kwestię powiązania wypłaty funduszy unijnych z tzw. praworządnością prof. Waldemar Gontarski, były pełnomocnik Polski w TSUE.
Profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego Grzegorz Pastuszko przestrzegł przed zbyt szerokim stosowaniem przez UE mechanizmu praworządności. – Sama praworządność stwarza bardzo duże pole do swobody interpretacyjnej – a co za tym idzie – wyposaża instytucje unijne w pewien luz decyzyjny, który daje możliwość odwoływania się do argumentów prawnych, ale i do pozaprawnych, czasem nacechowanych politycznie – mówił wykładowca prawa. Według niego, tak pojmowana praworządność daje daleko idące możliwości nadzoru w odniesieniu do niemal wszystkich instytucji funkcjonujących w Polsce. – Ten nadzór może obejmować sferę prawodawstwa, kreowania i stosowania prawa, działań podejmowanych przez organy władzy centralnej i samorządowej – ostrzegł prawnik. W świetle postanowień rozporządzenia można poddać nadzorowi nawet postanowienia konstytucyjne. Dodał, że instytucja nadzoru jest połączona z finansowymi sankcjami.
„Jedyny racjonalny kompromis na szczycie UE to zmiana wadliwego rozporządzenia o warunkowości na takie, które będzie zgodne z prawem traktatowym. Żadna dodatkowa ‚deklaracja interpretacyjna’ nie daje gwarancji, że ktokolwiek będzie ją stosował” – wskazuje dr Tymoteusz Zych.
Polityczne konkluzje Rady UE i ‚deklaracje interpretacyjne’ nie mają jakiejkolwiek mocy prawnej.
Inaczej jest z unijnymi rozporządzeniami, które są wiążące.
Polityka międzynarodowa to nie ‚dżentelmeńskie umowy’, tylko twarde i konkretne ustalenia co do obowiązującego prawa.
— Tymoteusz Zych (@TymoteuszZych) December 10, 2020
KE może zlekceważyć konkluzje RE. Robiła tak już wielokrotnie. Wiara, że teraz będzie inaczej to lekkomyślność. „Bywa często zwiedzionym, kto lubi być chwalonym. Pisał o tym Krasicki w bajce "Kruk i Lis". Morał z niej płynący jest aktualny zwłaszcza dziś. pic.twitter.com/63G8rpdyBO
— Marcin Romanowski (@MarRomanowski) December 10, 2020














