w ,

WYWIAD! Norbert Kaczmarczyk, szef młodzieżówki Solidarnej Polski: „Nie pozwolimy na kapitulację w obliczu wciąż narastających zagrożeń!”

Rozmowa z Norbertem Kaczmarczykiem, posłem Solidarnej Polski, Szefem Forum Młodych Solidarnej Polski.

Prawicowy Internet: Za nami nie lada maraton wyborczy. Mija rok od kampanii parlamentarnej – został Pan wybrany posłem na swoją drugą już kadencję, a wybory sprzed kilku tygodni dały Andrzejowi Dudzie reelekcję. Co teraz? Przed nami co najmniej 3 lata bez kolejnych wyborów. Choć ostatecznie kto wie jak ułoży się sytuacja. To będzie spokojny czas czy wręcz przeciwnie?

Norbert Kaczmarczyk: Dla mnie ten czas na pewno będzie wypełniony konsekwentną pracą zarówno w Warszawie jak i też w okręgu – podczas spotkań z mieszkańcami czy w moich biurach poselskich. Zresztą taki wypracowałem sposób swojego działania i wygląda na to, że sprawdza się on – jest zbieżny z oczekiwaniem obywateli, ponieważ zaufano mi i z dalekiego, bo 10 miejsca na liście zostałem ponownie wybrany posłem. Na co dzień ciężko pracujemy z Dyrektorem mojego biura – Dariuszem Niemcem i innymi osobami, które mocno się angażują. To dziesiątki telefonów, setki maili i wiele spotkań oraz interwencji poselskich w ciągu miesiąca. Ponadto zostałem Przewodniczącym Rolnego Zespołu Parlamentarnego i zasiadam między innymi w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro powierzył mi także bardzo istotną funkcję – jestem odpowiedzialny za rozwój struktur młodzieżowych Solidarnej Polski.

PI: Co to dla Pana oznacza? Czy to duża odpowiedzialność?

NK: To dla mnie bardzo duże wyróżnienie i cieszę się, że Minister Ziobro zaufał mi, abym to właśnie ja zajął się organizacją Forum Młodych Solidarnej Polski. To zadanie pociąga za sobą dwa rodzaje odpowiedzialności. Po pierwsze jest to bardzo istotny obowiązek tu i teraz, ponieważ zajmujemy się wychowaniem młodzieży w oparciu o konserwatywne wartości, kształtujemy ich postawy patriotyczne i mocno zachęcamy do angażowania się w sprawy lokalne. Z drugiej strony jest także odpowiedzialność znacznie bardziej długofalowa, ponieważ od tego co zrobimy dzisiaj, od tego jak mocno będziemy pracować z młodzieżą, zależy przyszłość prawicy jako takiej.

PI: To jak to jest w końcu z tymi młodymi? Garną się do działalności publicznej czy nie? Gdzie w tym wszystkim plasują się młode wilki Solidarnej Polski?

NK: To czy młodzi garną się do służby publicznej zależy od tego jak zostali wychowani i w oparciu o jakie wartości. Właśnie na tym mocno się skupiamy w naszej organizacji. Ja zostałem posłem w wieku 25 lat i zacząłem współpracować z Dyrektorem mojego biura, Dariuszem Niemcem, kiedy miał 21 lat. Kilka lat temu wielu posłów – nazwijmy ich posłami „starszej daty” – w pewien sposób dziwiło się na wieść, że kilka biur poselskich w okręgu jest świetnie zarządzanych przez posła i dyrektora – dwudziestokilkulatków. Nie mieściło się to w ich postrzeganiu świata, gdzie wszystko ma swoje odwieczne miejsce i najpierw ktoś musi przez lata nosić przysłowiową teczkę za kimś, aby samemu pełnić określone funkcje i tak dalej, i tak dalej. My zupełnie wywróciliśmy tę skostniałą filozofię. Dziś pokazujemy, że ten system świetnie się sprawdził dzięki wypracowaniu spójnego systemu pracy i wykutym przez lata relacjom. A młodzież Solidarnej Polski? Ogólnie stanowimy młodą wiekowo grupę, przy czym posiadamy niemałe doświadczenie. Wśród posłów do 40. roku życia w Klubie Parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości nasz udział wynosi około 20%. Michał Woś – Minister Środowiska, Wiceminister Klimatu Jacek Ozdoba, Jan Kanthak dopiero dobijają do trzydziestki bądź właśnie ją skończyli. Grupę trzydziestolatków tworzą Aleksandra Szczudło, Wiceminister Sebastian Kaleta czy Mariusz Kałużny. Duża w tym zasługa Ministra Ziobro, który nie obawia się stawiać na młode i ambitne osoby. Aktywność Solidarnej Polski na scenie politycznej jest oceniana pozytywnie przez dużą grupę młodych Polaków. Mamy swoje postulaty. Bronimy wartości chrześcijańskich, kultywujemy tradycje patriotyczne, reagujemy na bieżące, trudne sytuacje związane z naciskami ideologicznymi środowisk LGBT, stanowimy zdrową przeciwwagę dla zapędów Unii Europejskiej – jako prawicowe ugrupowanie stajemy na wysokości zadania.

PI: Jestem zatem bardzo ciekawy co Pan powie na to: wojna kulturowa nie ma sensu – powiada w wywiadzie opublikowanym na łamach tygodnika „Do Rzeczy” przewodniczący Forum Młodych Prawa i Sprawiedliwości – Pan Michał Moskal. Czy Pan jako Szef młodzieżówki Solidarnej Polski zgadza się z tym?

NK: Stwierdzenie, że wojna kulturowa nie ma sensu jest w mojej ocenie dość kuriozalne – szczególnie, że pada ono z ust przedstawiciela organizacji młodzieżowej partii, która jednoznacznie powinna kojarzyć się jako twór konserwatywny. Takie słowa to w mojej ocenie błąd, a myślenie w ten sposób może nas w przyszłości bardzo drogo kosztować. Bo dla liberalnych środowisk lansujących tezy wypaczające model tradycyjnej rodziny, profanujących święte dla Polaków symbole czy postulujących uprzedmiotowienie naszej Ojczyzny na arenie międzynarodowej – a wymieniam jedynie kroplę w morzu – tylko taka wojna ma sens. Proszę spojrzeć ile jest w tego typu działaniach agresji i brutalności. Ile jest nienawiści w tych wszystkich atakach fizycznych i słownych. To ich napędza – dlatego nie możemy stanąć z boku i machnąć ręką, bo ta fala jest bardzo niebezpieczna.

PI: Ostatnio coraz głośniej wybrzmiewają w przestrzeni publicznej postulaty dotyczące szeroko pojętej ochrony środowiska. Mówi się na przykład o problemie trzymania zwierząt na łańcuchach,  działalności cyrkowej, która zdaniem wielu powinna być zakazana czy o kontrowersjach związanych z hodowlą zwierząt futerkowych. Sen z powiek spędza aktywistom problem smogu i czystego powietrza. Co Pan sądzi o tych postulatach? Słuszne czy niesłuszne? Czy wokół nich będzie toczył się spór polityczny w przyszłości?

NK: Z niektórymi tego typu postulatami można zgodzić się w mniejszym bądź większym stopniu. Część wymaga modyfikacji i debaty. Inne są z kolei dość absurdalne. Jeśli chodzi o potrzebę szeroko pojętej ochrony środowiska, to oczywiście zgadzam się z takim postulatem, ale w ramach rozsądnych działań. Takim logicznym podejściem kieruje się w swojej pracy Minister Środowiska – Michał Woś, bo nie można dać wejść sobie na głowę. Naszym obowiązkiem jest wspierać polską gospodarkę, to my decydujemy o tym jak mamy prowadzić biznes, nikt nam nie będzie narzucał swojego zdania w związku z na przykład przemysłem wydobywczym węgla czy sektorem rolnictwa. Poglądy radykalnych organizacji ekologicznych w krótkim czasie mogłyby doprowadzić do tego, że wiele gałęzi przemysłu i biznesu mogłoby upaść. I co dalej? Zwolnić dziesiątki i setki tysięcy zatrudnionych osób? Wyprzedać firmy za granicę? Może za grosze? To już było panie redaktorze – 30 lat temu i widzimy jak to się skończyło chociażby dla branży rolniczej. Zamknięto cukrownie, po polach nie jeżdżą nowe, polskie maszyny, a rolnictwo podupadło na długie lata.

PI: We wspominanym już dzisiaj wywiadzie na łamach „Do Rzeczy” jest też mowa o tym, że trzeba unikać rozróżnienia kultury na lewicową i prawicową, a wojna kulturowa z lewicą ma już nie mieć sensu tu i teraz. Jak się Pan zapatruje na takie sformułowania?

NK: Panie Redaktorze, cały świat polityki opiera się na rozróżnieniu pomiędzy prawicą i lewicą z licznymi ich wariacjami. To jest – uważam – rzecz niezmienna. Mówienie o tym, że trzeba unikać rozróżnienia kultury na lewicową i prawicową jest w mojej ocenie swego rodzaju kapitulacją w obliczu wciąż narastających zagrożeń. Takie jedno drobne z pozoru ustępstwo spowoduje efekt domina i nawet nie zorientujemy się, kiedy obudzimy się w nowym świecie pod zarządem liberalnych środowisk. Taki krok w tył może okazać się katastrofalny. Idąc tym tokiem rozumowania nie rozróżniajmy charakteru konserwatywnej rodziny od lewicowego konceptu nowoczesnego konstruktu tej podstawowej komórki społecznej – to prosta droga do legalizacji homo małżeństw, a w konsekwencji do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. I nie będzie już miejsca na Mamę i Tatę, bo zostaną oni zastąpieni przez „rodzica numer 1” i „rodzica numer 2”. Czy pokazałem wyraźnie do czego doprowadzi nas taka pobłażliwość? Nie jest to wcale sytuacja przerysowana. Na zachodzie już tak niestety jest. Dlatego właśnie stwierdzenie dotyczącego tego, że działanie tu i teraz nie ma sensu jest z gruntu fałszywe. Trzeba mocno sprzeciwiać się takim teoriom. Nie można stać w rozkroku. Niech w tych trudnych czasach mowa nasza będzie: tak, tak; nie, nie.

PI: Mocno ujęte. Rozumiem przez to, że proponuje Pan zatem jakąś alternatywę dla młodych ludzi, którzy mogą poczuć się w pewien sposób zdradzeni poprzez takie deklaracje płynące ze środowiska – jakby nie było – wiodącej partii w Polsce?

NK: Jako Solidarna Polska na jesień szykujemy dużą ofensywę programową dla młodych ludzi mających – że tak powiem – serce po prawej stronie. To szereg aktywności o charakterze politycznym, naukowym, edukacyjnym czy patriotycznym. Przed nami liczne spotkania z młodzieżą, konferencje naukowe, wydarzenia promujące konserwatywne i patriotyczne wartości czy akcje charytatywne. Naszym nie tyle celem, co obowiązkiem jest kreowanie młodych, samodzielnie myślących liderów, bo to przecież na nich będzie opierała się Polska za 5, 10 czy 15 lat. Oni muszą być już wkrótce przygotowani do tego, aby zastąpić starsze pokolenia działających w polityce czy szerzej – w przestrzeni publicznej. Trzeba zadbać, aby była to Polska mocno zakorzeniona w tradycyjnych, konserwatywnych wartościach, bo doskonale widzimy co dzieje się na zachodzie Europy, gdzie tryumfują liberalne środowiska. To po prostu zmierzch tamtych podmiotowych państw narodowych i dlatego Polska musi być silna, aby opierać się tego typu tendencjom.

PI: Może Pan powiedzieć coś więcej o planowanych wydarzeniach? Proszę zdradzić szczegóły, bo brzmi to wszystko jednak dość ogólnie. 

NK: Ale póki co tylko trochę tych szczegółów (śmiech). Między innymi chciałbym, aby docelowo w każdym województwie młodzi skupieni wokół Solidarnej Polski zorganizowali spotkanie poświęcone propagowaniu konserwatywnych wartości. Chodzi o promowanie tradycyjnego modelu rodziny, patriotycznej postawy czy kształtowanie odpowiedzialności wobec „Małych Ojczyzn”. Proszę zauważyć, że lewicowe środowiska bywają świetnie zorganizowanie. Mają swoje tego typu spotkania, wiece czy marsze. Uważam, że istnieje pilna konieczność mocniejszego wdrożenia takich aktywności po naszej stronie. Postawimy też na sferę naukową. Odbędą się liczne konferencje czy konkursy. Zostaną też przygotowane publikacje. Planuję również utworzenie drużyny piłkarskiej Solidarnej Polski w każdym województwie. Ktoś powie: zabawa! Ja odpowiem: dobra okazja do zrobienia czegoś dobrego! Otóż każda z takich drużyn będzie miała obowiązek przygotować coś w rodzaju turnieju charytatywnego. Organizowałem, współorganizowałem i brałem udział w wielu takich wydarzeniach i można naprawdę w fantastyczny sposób wesprzeć na przykład osoby zmagające się z różnymi problemami zdrowotnymi. To pomaganie poprzez sport. To uwrażliwianie na los drugiego człowieka. Z pewnością będę także mocno zachęcał do angażowania się, a z czasem do samodzielnego organizowania wydarzeń o charakterze patriotycznym. Nie tylko tych ogólnopolskich, bowiem trzeba pamiętać o tym, że lokalna historia skrywa wiele interesujących wątków. Młodzież będzie je samodzielnie odkrywać i popularyzować w swoich regionach. To tylko cześć moich planów, więcej dowiecie się już wkrótce.

PI: Nie da się nie zauważyć, że w ostatnim czasie dość mocno wpychacie się na ten „prawy tor” polskiej polityki. Skąd taka intensyfikacja działań w tym zakresie?

NK: Solidarna Polska zawsze była, jest i będzie na tym – jak to ciekawie pan redaktor określił – „prawym torze” w polskiej polityce. Więc nie jest to żadne „wpychanie się”, a przykładów nie trzeba daleko szukać, wystarczy wspomnieć chociażby ostatnie nasze inicjatywy. Chcemy wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej, postulowaliśmy zawetowanie mechanizmu powiązania funduszy europejskich z tak zwaną neopraworządnością, żądamy większej transparentności finansowania organizacji pozarządowych, jako Solidarna Polska zgodnie głosowaliśmy za projektem „Zatrzymaj Aborcję” czy zdecydowanie sprzeciwiamy się naciskom środowisk LGBT, które chcą wywierać coraz większy wpływ na każdą sferę naszego życia. Dla kogoś takie podejście może wydawać się radykalne, ale to przecież normalne w demokratycznym ustroju. Nie będziemy uszczęśliwiać nikogo na siłę. Jednak nastały takie trudne czasy panie redaktorze, że jeśli chcemy, aby Polska była liczącym się państwem na arenie międzynarodowej, jeśli chcemy, aby polityka wewnętrzna była spójna i oparta na konserwatywnych wartościach, jeśli chcemy, aby przyszłe pokolenia młodych Polaków były wychowywane w tradycyjnych rodzinach, jeśli chcemy, aby środowiska LGBT nie terroryzowały swoimi żądaniami każdej dziedziny naszego życia, to skończył się już czas na bycie „letnim”. Święty Jan Paweł II powiedział: „Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali” – dlatego też w tych trudnych czasach musimy wymagać od siebie nawzajem więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Ładowanie…

0

Co wolno wojewodzie to nie tobie prawicowcu! [WIDEO]

„Partactwo, indolencja, bezkarność i pycha” Rada Naukowa Polskiego Klubu Ekologicznego o Trzaskowskim!