Europą rządzi garstka niewybieralnych urzędników! Czyż to nie jest dyktatura?

1
16791

KOD, spora część opozycji, środowiska Gazety Wyborczej oraz byli komuniści od 1,5 roku nieustannie utyskują, że w Polsce panuje dyktatura. “Reżim PiS” ma ich zdaniem dokonywać “gwałtu na prawie i zasadach na jakich oparto III RP”, tylko dlatego, że zaczął realizować swój przedwyborczy program, który wyniósł go w demokratycznych wyborach do władzy. Skoro to ma być “dyktatura”, to powstaje pytanie – jak nazwać sytuację, w której Europą rządzi garstka niewybieralnych przez społeczeństwo urzędników, posiadających uprawnienia, które sami sobie nadają?

Pytanie postawione w powyższym akapicie jest o tyle zasadne, że na czele Unii Europejskiej stoi obecnie Jean-Claude Juncker – człowiek uchodzący za pijaka, oskarżony w swoim kraju o dokonywanie potężnych przekrętów podatkowych, których celem była maksymalizacja zysków kosztem innych państw Europy. Ów człowiek, mający wyraźną słabość do alkoholu, nie został wybrany na swoje obecne stanowisko w drodze powszechnej i demokratycznej elekcji. Gdyby bowiem miał stanąć do w pełni demokratycznego wyścigu o fotel przewodniczącego Komisji Europejskiej, to przegrałby z kretesem. I tutaj upatruję prawdziwego powodu kryzysu europejskiej tożsamości. Fakt, iż Europą rządzi obecnie garstka niewybieralnych przez społeczeństwo urzędników, posiadających uprawnienia, o których sami sobie decydują, najbardziej chyba zniechęca przeciętnego Europejczyka do idei wspólnej Unii.

ZOBACZ: UE: zielone światło dla dyskryminacji konsumentów z Europy Środkowo-Wschodniej! Oto prawdziwa “Unia dwóch prędkości”

Ci niewybieralni w demokratycznych zasadach urzędnicy podejmują dziś decyzje o kluczowym charakterze dla wszystkich mieszkańców Europy. To oni są odpowiedzialni za poważne kryzysy (zadłużenia, migracyjny), które niszą dziś Europę od środka. Pretensje i żale Jean-Claude Junckera o to, iż “premierzy państw członkowskich za bardzo słuchają swoich wyborców” tylko pogłębiają negatywne dla UE tendencje. Przypomnijmy, że podczas debaty na temat stanu Unii Europejskiej, jaka odbyła się w maju ubiegłego roku w Rzymie, przewodniczący KE wypowiedział następującą opinię:

“Too many politicians are listening exclusively to their national opinion. And if you are listening to your national opinion you are not developing what should be a common European sense and a feeling of the need to put together efforts. We have too many part-time Europeans.”

Co można przetłumaczyć jako:

“Zbyt wielu polityków słucha wyłącznie opinii własnego kraju. A jeśli słuchasz swojej opinii krajowej nie rozwijasz się, co powinno być wspólnym europejskim dążeniem i poczuciem konieczności połączenia starań wszystkich polityków. Mamy zbyt wiele Europejczyków w niepełnym wymiarze czasu.”

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – im więcej tego typu wypowiedzi będzie padać z ust czołowych eurokratów, tym pewniejsze będzie to, iż Unia się rozpadnie. I to szybciej niż nam się wydaje. Jeśli chcemy, aby ta w sumie piękna idea wspólnej Europy przetrwała, musimy dążyć do jak najszybszego “udemokratyzowania” Brukseli oraz obowiązujących tam procedur. Bez tego niechęć do unijnych instytucji reprezentowanych twarzami Junckerów, Timmermansów i Tusków z miesiąca na miesiąc będzie coraz większa.

Za: niewygodne.info.pl

Komentarze:

komentarzy

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here