Ujrzałem kołyskę w której się ostało,
snem życia zmordowane,
wiekiem syte ciało.
Kto zapłacze nad nim i nad przemijaniem,
odda wspomnień uśmiech,
pogodzi z rozstaniem.
Luli, luli ciału,
luli, luli duszy,
ono z ziemią w parze,
ona w wieczność ruszy.
Ujrzałem skłębione chmury co rozwiane,
i spokojną przeszłość co się nie odstanie.
W kołysce zorane ciało ukochane,
które ojca miało i najdroższą mamę.
Luli, luli ciału,
luli, luli duszy,
ono z ziemią w parze,
dusza w wieczność ruszy.
Ujrzałem samotność dziecka tego świata,
które gdy umiera, Anioł Stróż odlata.
Światłość opromieni duszę zasępioną,
w glinny piach obróci się namiętne łono.
Luli, luli ciału,
luli, luli duszy,
ono z ziemią w parze,
ona w wieczność ruszy.
Ujrzałem w kołysce niemowlęcia dolę,
które rusza w drogę,
w czasu szmat niewolę.
Zaś gdy wiek ułudą ziemski los oddali,
nie sposób zapłakać żeśmy go przespali.
Luli, luli ciału,
luli, luli duszy,
ciało z ziemią w parze,
dusza w wieczność ruszy.
Ujrzałem, mój Panie, otchłań przeznaczenia,
w kołysce, która w mary tak szybko się zmienia.
Ty znasz co stworzyłeś Adama i Ewę,
to wszystko co dusza,
wiedzieć chce a nie wie.
I dopiero, ujrzałem, w rozłączenia chwili,
Kto nie wierzy niech wierzy
sens wszystkiego rozbłyska,
dusza żegna się z ciałem,
zaś w tle w Żłóbku kołyska.
Luli, luli ciału,
luli, luli duszy,
ciało z ziemią w parze,
dusza w wieczność ruszy.
Autor: Lech Galicki
Powróć na stronę: Lech Galicki.













